Reklama

Reklama

Formuła 1. Robert Kubica: Rower pomógł mi wrócić na tor

Fani Roberta Kubicy doskonale wiedzą, że krakowianin świetnie radzi sobie nie tylko za kierownicą sportowych samochodów, lecz lubi także podbijać szosy... na rowerze! Kolarstwo to wielka pasja polskiego jedynaka w świecie Formuły 1, lecz jej realizowanie mogło się kiedyś skończyć tragicznie i to tuż po pamiętnym wypadku z 2011 roku...

Pandemia koronawirusa storpedowała kalendarz motosportu. Kubica, nie licząc testów F1 w Barcelonie, wciąż nie pojawił się więc na torze, choć w sezonie 2020 czekało go więcej obowiązków niż przed rokiem.

Polak miał bowiem łączyć pracę w Formule 1, w roli kierowcy rezerwowego i rozwojowego w stajni Alfa Romeo Racing Orlen, ze ściganiem się w serii DTM. Wydarzenia sportowe wciąż przegrywają jednak walkę z SARS-CoV-2.

Mimo to Kubica wciąż stara się dbać o formę, a jedną z jego ulubionych aktywności, która to umożliwia, jest jazda na rowerze.

Reklama

- Prawdę mówiąc od zawsze miałem do czynienia z rowerem. Moi rodzice się śmiali, że wcześniej próbowałem pedałować, niż zacząłem chodzić. Jako młodemu dzieciakowi, w codziennej zabawie zawsze towarzyszył mi rower. Z czterema kumplami urządzaliśmy sobie wyścigi wokół bloku: pół-żużlowe, pół-rowerowe - zdradza Kubica w rozmowie z portalem rowery.org.

Polak wrócił myślami także do pamiętnej kraksy, do której doszło podczas rajdu Ronde di Andora w 2011. Polak mimo poważnych obrażeń wyszedł z niej cało, choć jego prawa ręka została uszkodzona. Mimo to po upływie pewnego czasu Kubica ponownie wsiadł na rower i mógł tego gorzko pożałować.

- Miałem taką dosyć niebezpieczną sytuację... kiedy jechałem drogą, kobieta w zaparkowanym aucie otworzyła drzwi tuż przede mną. Powiedziałem sobie: "No dobra, mam już tylko jedną w pełni sprawną rękę, nie mogę ryzykować wypadku jeżdżąc sobie dla przyjemności". I znów odstawiłem rower - relacjonuje Polak.

Mimo to, po jakimś czasie Kubica ponownie wsiadł na jednoślad, który pozwolił mu zadbać o formę i finalnie wrócić do padoku Formuły 1, co stanowi nieprawdopodobny wyczyn.

- Tak naprawdę to rower pomógł mi powrócić na dobre na tor w sezonie 2016-2017. Kiedy w 2016 roku wszedłem na wagę i zobaczyłem magiczną liczbę... 87 kilogramów, powiedziałem sobie: "Tak nie może być". Postanowiłem, że muszę zejść poniżej 80 kilo, a potem zacząć wsiadać na rower. Tak też zrobiłem. Ja żyję takimi stawianymi sobie celami i muszę mieć zadanie do wykonania albo cel do osiągnięcia. Oczywiście, pierwsze metry, pierwsze dni były no... horrorem (śmiech). Nie tylko jeśli chodzi o formę. Mając pewne ograniczenia fizyczne, niestety nie jestem w stanie utrzymywać normalnej pozycji na rowerze i muszę te moje ograniczenia zrekompensować - zdradza kierowca rodem z Krakowa.

TB


Dowiedz się więcej na temat: Robert Kubica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL