Reklama

Reklama

Formuła 1. Nowe nie znaczy lepsze. Gdzie będą jeździć najlepsi kierowcy?

Im bliżej końca sezonu Formuły 1, tym więcej dyskusji o kolejnym, przyszłorocznym, który przyniesie najdłuższy kalendarz w historii, składający się z 22 wyścigów. Do tegorocznej dwudziestki dołączy powracające po 35 latach Grand Prix Holandii na torze Zandvoort, a w kalendarzu zadebiutuje wyścig w Wietnamie. Formuła 1 szuka nowych rynków, widzów i pieniędzy.

Nowy promotor odziedziczył 3 lata temu dobrze funkcjonującą maszynkę do zarabiania pieniędzy, ale także wiele problemów do rozwiązania. Wiele kontraktów z torami miało wkrótce wygasnąć. Promotorzy wyścigów, zmęczeni reżimem Ecclestone’a uznali, że jest okazja, by wynegocjować lepsze warunki dla siebie. Liberty Media musiało iść na ustępstwa. Pociągnęło to za sobą spadek przychodów. Po podpisaniu umów trzeba było zadbać o poprawę wyników finansowych, czyli znaleźć nowe miejsca do ścigania. Najlepiej takie, które stać na przywilej organizacji zawodów i gdzie można przekonać do siebie nowych fanów. Kibic to także klient, który w czasie weekendu kupuje nie tylko bilet, ale również pamiątki oraz jedzenie i picie.

Reklama

Bernie miał w swojej kolekcji kilka torów-perełek, jak Turcja, Indie, Korea Południowa czy legendarne Indianapolis, które gościły w kalendarzu po kilka lat, a potem zniknęły. Na ich miejsce pojawiły się inne obiekty, kolejne są w planach. Jednym z nich ma być tor w Miami, gdzie pierwszy wyścig miałby się odbyć w sezonie 2021. To oczko w głowie szefów Liberty Media, które chce zwiększyć obecność Formuły 1 na rynku amerykańskim, a przy tym wprowadzić do kalendarza wyścigi na ulicach wielkich miast. W końcu szybciej i łatwiej jest postawić barierki przy kilku ulicach za kilkanaście milionów dolarów, niż wybudować światowej klasy tor za kilkaset, tym bardziej, że baza hotelowa jest gotowa.

Są jednak i problemy. Miasta nie zawsze są chętne, by zamykać ulice na potrzeby organizacji zawodów, do których jeszcze miałyby dopłacać, a mieszkańcy lubią protestować przeciwko wszystkiemu, co sprawi, że przez kilka dni czy tygodni pojadą do pracy inną drogą. Co ciekawe, ich nieliczna grupa (w ostatniej pikiecie uczestniczyło raptem siedem osób!) ma często większą siłę przebicia, niż branża hotelarska w regionie, ciesząca się z perspektywy sprzedaży wielu tysięcy pokoi, czy inne lokalne biznesy.

Sprzeciw lokalnych społeczności doprowadził do upadku projektu wyścigu ulicznego w Miami, ale pomysł jest nadal aktualny dzięki osobie Stephena Rossa, właściciela zespołu futbolowego Miami Dolphins wraz ze stadionem. Nowa koncepcja przewiduje wyścig na terenach parkingu przy stadionie. Oprócz Miami organizacją wyścigu Formuły 1 zainteresowane jest także Las Vegas.

Lokalna społeczność z pewnością nie sprzeciwia się przyszłorocznemu Grand Prix Holandii. Zainteresowanie kibiców Maxa Verstappena było tak duże, że organizatorzy musieli przeprowadzić loterię biletową. "Pomarańczowi" to jedna z najbardziej oddanych grup fanów na świecie, którzy pojadą za swoim idolem nawet na drugi koniec świata. To, co wygląda na ukłon w ich stronę jest więc także bez wątpienia "skokiem na kasę".

Grand Prix Wietnamu będzie kolejnym wyścigiem ulicznym w kalendarzu. Wielu obserwatorów przyjęło z niedowierzaniem plany organizacji wyścigu w Hanoi, chociaż pierwsze rozmowy podjęto jeszcze za czasów Ecclestone’a. Uważano, że to zbyt egzotyczne i mało kojarzące się ze sportem motorowym miejsce - czy ktoś słyszał kiedyś o kierowcy wyścigowym z Wietnamu? Jednak Chase Carey, szef Liberty Media zapewnia, że Hanoi "stanie się klejnotem Formuły 1". Ciekawe, co na to panowie z Monaco...

Czy jednak potrzebujemy nowości, skoro mamy tyle historii, która wymagałaby tylko odświeżenia? Czy nie ma już miejsca dla klasycznych obiektów? Monza czy Spa-Francorchamps utrzymały, choć nie bez problemów, swoje miejsce w kalendarzu, ale Hockenheim, Nürburgring czy Sepang już nie ma, a ich los podzieli wkrótce zapewne Barcelona. Trzeba pamiętać, że ważą się losy nowego porozumienia Concorde i przepisów na sezon 2021, które mają ograniczyć wydatki zespołów F1 i tym samym zmniejszą presję na Liberty Media, aby podpisywała kontrakty kierując się wyłącznie pieniędzmi. W końcu Formula One Group to spółka akcyjna notowana na giełdzie NASDAQ. Ryzykowne decyzje, które mogą zmniejszyć jej zysk nie są dobrze widziane przez inwestorów, ale w biznesie, jak w wyścigach - no risk, no fun.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: F1

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje