Reklama

Reklama

Formuła 1. Kubica po kwalifikacjach GP Niemiec: Poprawki działają, ale...

Robert Kubica rozpocznie niedzielne GP Niemiec z 19. pozycji startowej, ale tylko dzięki temu, że bolid Sebastiana Vettela z Ferrari na samym początku uległ awarii. - Poprawki działają, ale nie sądzę, by ich skuteczność była aż tak duża - powiedział Robert Kubica po zakończeniu kwalifikacji.

Kubica był w stanie nawiązać rywalizację jedynie z George Russellem, ale ostatecznie znów musiał uznać wyższość swojego kolegi z teamu. Polski kierowca przegrał rywalizację o 0,1 s, ale bolidy Williamsa wciąż były najwolniejsze w stawce.

O ogromnym pechu mógł mówić za to Sebastian Vettel, który doskonale spisywał się na treningach w swojej ojczyźnie. Jego bolid odmówił jednak posłuszeństwa i Niemiec nie przejechał ani jednego okrążenia. Dzięki temu Kubica rozpocznie wyścig z 19. pozycji startowej.

- Ogólne wrażenia mam podobne jak zawsze, na ostatnim kółku straciłem dużo czasu na dwóch ostatnich zakrętach. Nie jest łatwo, ale było okej z tym co mamy. I ja i zespół mieliśmy sporo roboty wczoraj i w nocy, ciągle robimy co możemy, ale widocznie nie jest to wystarczające - powiedział Kubica po kwalifikacjach dla telewizji Eleven Sports.

Reklama

Polski kierowca został zapytany przez reportera, jak czuje się w bolidzie z nowym nadwoziem, ale zareagował zdziwieniem.

- To nie jest nowe nadwozie - odpowiedział.

- Dla Ciebie jest, bo jechałeś z nim pierwszy raz - doprecyzował reporter Eleven Sports.

- Chyba już nim jeździłem, nie wiem - odparł zmieszany Kubica, dodając: - Odczucia dziś są inne, ale inna jest też pogoda. Warunki na torze są zupełnie inne, niż wczoraj.

Kierowca Williamsa przyznał, że poprawki wprowadzone do bolidów działają, ale nie są na tyle efektywne, by znacząco wpłynęły na jakość auta.

- Z jednej strony poprawki działają, ale nie sądzę, by ich skuteczność była aż tak duża. Z drugiej strony musimy brać kompromis z ustawieniami, więc automatycznie wydajność auta się pogarsza. Gdyby zważyć tę różnice, to pewnie zyskujemy tyle, co tracimy - zakończył Kubica.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy