Reklama

Reklama

Formuła 1. Krytykują go za chamską jazdę. Setny wyścig Maksa Verstappena

Ma 22 lata i przed sobą setny wyścig Formuły 1. Holender Max Verstappen w Austin będzie obchodzić jubileusz i jak zapewnia - to dopiero początek. Jego marzeniem jest tytuł najmłodszego w historii mistrza świata.

Verstappen to kontrowersyjna postać w Formule 1. Inni kierowcy często krytykują go za brawurową i wręcz chamską jazdę. "To pokazuje, że nie jestem obojętny i jednak rywale o mnie myślą" - odpowiada zaczepnie Holender, który jeździ w teamie Red-Bull.

Jego wielkim marzeniem pozostaje tytuł najmłodszego mistrza świata w historii. Jest to nadal możliwe, ale to oznacza, że klasyfikację końcową musi wygrać... za rok.

Gdy po raz pierwszy wystąpił w Grand Prix, miał zaledwie 17 lat i... nie miał nawet prawa jazdy. Pierwsze zwycięstwo - sensacyjnie - odniósł jako 18-latek. Wtedy okrzyknięto go talentem stulecia.

Reklama

"To wszystko tak szybko minęło. Pięć lat, a jakby wczoraj. Nigdy bym nie przypuszczał, że w wieku 22 lat będę miał na koncie już 100 wyścigów. To chyba całkiem niezły początek kariery, prawda?" - przyznał.

Siedem razy w ciągu tych pięciu lat dojeżdżał do mety jako pierwszy. Mimo wszystko przez kolegów nadal traktowany jest z dużym dystansem. "On po prostu uwielbia rywalizację koło w koło i nigdy nie odpuszcza. W takich sytuacjach często dochodzi do kolizji, więc najczęściej kończy się tak, że rywal zdejmuje nogę z gazu, by uniknąć wypadku" - powiedział broniący tytułu Lewis Hamilton.

Najmłodszym mistrzem świata w historii jest Sebastian Vettel. Niemiec po tytuł sięgnął w wieku 23 lat i 134 dni. Było to dziewięć lat temu. Wiele rekordów do Verstappena już należy. Chociażby ten dotyczący najmłodszego zawodnika, który wygrał wyścig Grand Prix. Holender w 2016 roku triumfował w Barcelonie i miał wtedy zaledwie 18 lat i 228 dni. Dla porównania ta sztuka udała się Vettelowi, gdy miał 21 lat, Michaelowi Schumacherowi - 23, a Ayrtonowi Sennie - 25.

Verstappen nie przejmuje się opiniami na swój temat. W wywiadzie dla BBC powiedział: "Jeśli na końcu mojej kariery będę miał pięć tytułów mistrzowskich, ale nie będę najbardziej lubianym kierowcą, to będzie mi to obojętne. Bo w sporcie chodzi o to, by wygrywać. A by tak się stało, czasami trzeba posunąć się także do twardych manewrów. Jeśli konieczne jest dotknięcie innego bolidu, to jest to konieczne. Nie zawsze chodzi o to, by przejechać wyścig czysto".

Grand Prix USA na torze w Austin rozpocznie się o godz. 20.10 czasu polskiego.

mar/ af/



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL