Reklama

Reklama

Formuła 1. Już w niedzielę Lewis Hamilton może być mistrzem świata

Podobnie jak przed rokiem wyścig o Grand Prix USA może wyłonić mistrza świata Formuły 1. Szansę na piąty tytuł ma Brytyjczyk Lewis Hamilton, ale w Austin musi zdobyć osiem punktów więcej niż jego najgroźniejszy rywal Niemiec Sebastian Vettel.

Przed niedzielny startem, 18. w sezonie, Hamilton (Mercedes GP) ma 67 pkt przewagi nad Vettelem (Ferrari). Brytyjczyk jest w rewelacyjnej formie - z siedmiu ostatnich wyścigów wygrał sześć. Za nim przemawia też fakt, że świetnie czuje się na amerykańskim torze, gdyż najlepszy był w pięciu z sześciu rozegranych tam wyścigów F1, a z najwyższego stopnia podium nie schodzi od 2014 roku. Tylko raz - w 2013 roku jako kierowca Red Bulla - triumfował Vettel.  

Hamilton, aby zapewnić sobie tytuł, musi wywalczyć o osiem punktów więcej od Vettela. Przy wygranej Brytyjczyka losy mistrzostwa pozostaną nierozstrzygnięte tylko w wypadku, gdyby Niemiec przyjechał tuż za nim.

Vettel mimo znacznej straty do lidera nie poddaje się. Uważa, że jeszcze nie stracił szansy walki o tytuł. Teoretycznie taka możliwość nadal istnieje, pod warunkiem jednak, że Hamilton w czterech pozostałych w sezonie wyścigach nie zdobędzie więcej niż 33 pkt, a kierowca Ferrari odniesie cztery razy zwycięstwa i na swoje konto zapisze 100 pkt.

- Zobaczymy, co się wydarzy. Wiem, że będzie bardzo trudno, ale może mojej ekipie w końcu także dopisze szczęście. Na pewno będę atakował od startu, bo nie mam nic do stracenia - powiedział Vettel.

Spokojnie do kwestii końcowych rozstrzygnięć podchodzi szef ekipa Mercedes GP Toto Wolff. - Obecnie skupiamy się na samym wyścigu, a nie na teoretycznych rozważaniach. Trofeum będzie nasze, gdy... znajdzie się w naszych rękach. Jeden błąd, pech, słabszy dzień kierowcy i można stracić sporo punktów. To jest przecież sport i wszystko może się zdarzyć. Ferrari ma dobry, szybki samochód, można się spodziewać, że do ostatniego zakrętu kończącego sezon wyścigu w Abu Zabi będą walczyć. My do USA jedziemy po to, aby dobrze wykonać swoją pracę - zadeklarował.

W ubiegłym roku Hamilton wygrał z Vettelem o ponad 10 s, trzeci linię mety minął Holender Max Verstappen z Red Bulla, który tuż przed "kreską" wyprzedził Kimiego Raikkonena z Ferrari. Sędziowie kilka minut po zakończeniu wyścigu nałożyli jednak na Holendra pięć sekund kary, co sprawiło, że na podium jednak stanął doświadczony Fin.

W ekipie Williamsa, gdzie kierowcą testowym i rezerwowym jest Robert Kubica, nie będzie nadal żadnych zmian kadrowych. W wyścigu pojadą ponownie Kanadyjczyk Lance Stroll i Rosjanin Siergiej Sirotkin. Ten drugi jest nadal najsłabszym zawodnikiem w stawce, ma w dorobku tylko punkt, zdobyty dzięki... dyskwalifikacji rywala.  

Wyścig o Grand Prix USA w Austin odbędzie się po raz siódmy. Pierwszy na torze Circuit of The Americas rozegrano w 2012 roku. Po pięciu latach starań właściciele obiektu przekonali wtedy szefa F1 Berniego Ecclestone'a, by bolidy wróciły do Ameryki Północnej.
 
Tor w Austin jest nowoczesny, długość jednego okrążenia wynosi 5,516 m. Kierowcy będą mieli do przejechania 56 okrążeń, w sumie 308,896 km.  

Wcześniej rywalizacja o punkty MŚ toczyła się w USA na kultowym torze w Indianapolis, ale po wielu latach obiekt, z powodu braku modernizacji, został wycofany z kalendarza, gdyż zdaniem władz cyklu stwarzał zagrożenie dla bezpieczeństwa kierowców.

Po wyścigu w USA, w kalendarzu F1 zostaną jeszcze do rozegrania trzy rundy: 28 października GP Meksyku, 11 listopada GP Brazylii i 25 listopada GP Abu Zabi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje