Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Zwycięstwo czarnej strzały

Czy ktoś obawiał się, że Grand Prix Austrii to będzie nudny wyścig? Zwłaszcza po odpadnięciu Verstappena na 11. okrążeniu? Naprawdę??? Zupełnie niepotrzebnie, chociaż obawy były uzasadnione. W niedzielę na torze w Spielbergu oglądaliśmy jeden z najbardziej zwariowanych i najciekawszych wyścigów ostatnich lat. To była „Formula 1 at its best”, nawet jeżeli Valtteri Bottas wygrał prowadząc od startu do mety - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

W sesji kwalifikacyjnej kierowcy Mercedesa dosłownie roznieśli rywali. Pole position wywalczył trochę niespodziewanie Bottas przed Hamiltonem (tylko 0,012 s różnicy), a trzeci Verstappen stracił już ponad pół sekundy, czyli bardzo dużo na krótkim, szybkim torze. Widać było świetne przygotowanie do sezonu samochodów zespołu z Brackley, chociaż pojawiły się pytania, czy czarne barwy (dla wsparcia kampanii na rzecz walki z rasizmem) nie będą sprzyjać przegrzewaniu się jednostek napędowych, z czym były problemy w przeszłości.

Lewis Hamilton robił wrażenie pewnego siebie. Po sesji został jednak wezwany przed oblicze sędziów, podejrzany o ignorowanie żółtych flag. Z początku został uniewinniony, ale w niedzielę rano po ujawnieniu kolejnych nagrań nałożono na niego karę przesunięcia o 3 miejsca na polach startowych, co oznaczało start z piątej pozycji.  

Reklama

Zanosiło się na katastrofę Ferrari i pozostałych zespołów używających silników włoskiej marki. Leclerc był dopiero siódmy, a Vettel... odpadł po Q2!

Wyścig przebiegał spokojnie do 11. okrążenia, gdy odpadł wskutek awarii Max Verstappen. Potem zaczęła się prawdziwa rzeź niewiniątek. Lista nieobecnych powiększała się co kilka okrążeń. Trzykrotnie wyjeżdżał na tor samochód bezpieczeństwa. Po Verstappenie odpadli kolejno Ricciardo, Stroll, Magnussen i Grosjean (wyścig do zapomnienia dla zespołu Haas), Russell, Räikkönen, Albon i Kwiat.

W sobotę po południu wydawało się, że największym przegranym weekendu będzie Ferrari. W niedzielę okazało się, że Red Bull (zero punktów) i... Sebastian Vettel, który zaliczył tragiczny występ, a incydent taki, jak z Norrisem nie przystoi czterokrotnemu mistrzowi świata. Vettel narzekał na złe prowadzenie samochodu, co nie zmienia oceny jego startu, ani faktu, jest wciąż na równi pochyłej. Widać to zwłaszcza w zestawieniu z Leclerckiem, który osiągnął podczas wyścigu wszystko, co się dało, nawet jeżeli miał przy tym trochę szczęścia. Jak wiadomo, szczęściu trzeba umieć pomagać.

Dramatyczna była końcówka wyścigu, która przyniosła kolizję Hamiltona z próbującym lekko szalonego ataku po zewnętrznej Albonem. Mistrz świata otrzymał dyskusyjną karę 5 sekund, która zepchnęła go z drugiego na czwarte miejsce na mecie, a kierowca z Tajlandii odpadł wkrótce potem wskutek defektu silnika.

O ile wygrana Bottasa nie podlegała dyskusji, do końca nie było wiadomo, kto stanie na podium. Rzutem na taśmę, dzięki najlepszemu czasowi na ostatnim okrążeniu zrobił to po raz pierwszy w karierze Lando Norris, a ostatnie kilka, nawet kilkanaście okrążeń było wprost obłędne! Drugie miejsce Leclercka to po nieudanej sobocie duża niespodzianka in plus.

Bottas, Leclerc i Norris - gdyby ktoś wytypował taką kolejność czołowej trójki, wygrałby duże pieniądze! Zwyciężyła tym razem nie srebrna, a czarna strzała.

Do mety dojechało zaledwie jedenastu kierowców, chociaż sklasyfikowano trzynastu (Albon i Kwiat pokonali regulaminowe 90 procent dystansu). 

Austria po raz kolejny nie okazała się łaskawa dla Hamiltona, który wygrał tu tylko raz w siedmiu startach, w 2016 roku, w atmosferze małego skandalu po kolizji z Nico Rosbergiem.

Weekend przebiegał pod dwoma hasłami nawiązującymi do obecnej sytuacji na świecie i niedawnych wydarzeń - End Racism i Stay Safe. Chyba nie trzeba ich tłumaczyć. Hasła związane z walką z rasizmem i motyw tęczy, a także nawoływanie do rozsądku na rzecz bezpieczeństwa w związku z walką z koronawirusem były wszechobecne i nic dziwnego. Sport jest integralną częścią naszego życia i nie może być bierny wobec tego, co się dzieje na świecie. 

Puste trybuny robiły przygnębiające wrażenie, chociaż niektóre były zakryte wielkimi logotypami sponsorów, bądź hasłami na cześć kibiców Verstappena. Gdyby ktoś nie wiedział, że to wyścig Formuły 1, można było pomyśleć, że oglądamy jakieś prowincjonalne, klubowe zawody, a nie święto królowej sportu motorowego. Do tego wszędzie social distance, wszechobecne maski - wszystko to może sprawiać wrażenie oparów absurdu, ale inaczej nie może być. Nawet podczas ceremonii na podium kierowcy byli w maskach, pomimo zachowania dużych odstępów. Chodzi też z pewnością o pewnego rodzaju rolę edukacyjną i propagowanie bezpiecznych zachowań.

Czego dowiedzieliśmy się w Austrii w kontekście układu sił? Wyniki wyścigu jak zawsze nie mówią wszystkiego.

Dominacja Mercedesa i Red Bulla nie powinna podlegać dyskusji, ale dużą rolę może odegrać kwestia niezawodności. Przyzwyczailiśmy się, że z tą w Formule 1 ostatnio zwykle nie było problemów. W minionych sezonach zdarzały się wyścigi, w których wszyscy kierowcy osiągali metę. Wyścig w Austrii może być sygnałem, że w tym roku to się zmieni. Zaskakująca była skala problemów z silnikami Hondy, Mercedesa i Renault.

Jednostki napędowe Ferrari odstają z kolei tempem od rywali i jest to zapewne efekt sławetnego porozumienia z FIA w kwestii sezonu 2019. Interesujące, że wszystkie trzy zespoły korzystające z silników Ferrari nie poprawiły swoich czasów okrążeń w stosunku do 2019.

W grupie środka tabeli konstruktorów aspiracje zasygnalizował Racing Point, ale poziom rywali - Renault, McLarena i Alpha Tauri jest bardzo wyrównany. Powinno być sporo emocji w kolejnych wyścigach!

Trzy najsłabsze zespoły to Haas, Williams (chociaż widać postęp w stosunku do sezonu 2019) i niestety Alfa Romeo. Obydwaj kierowcy Alfy odpadli w sobotę po Q1. W wyścigu Giovinazzi zajął dziewiąte miejsce, a Räikkönen odpadł w końcówce w wyniku utraty koła. Zespół Alfy czeka bardzo dużo pracy.

Typowanie do tytułu mistrzowskiego zespołu innego, niż Mercedes i kierowcy innego, niż Hamilton lub Bottas byłoby ruchem wyjątkowo ryzykownym, pomimo problemów i alarmujących komunikatów przez radio w końcówce wyścigu. Z tym, że w sporcie na szczęście wszystko jest możliwe. Kolejny wyścig to Grand Prix Styrii, na tym samym torze, już w najbliższą niedzielę.

Grzegorz Gac

#POMAGAMINTERIA

1 czerwca reprezentantka Polski w kolarstwie górskim Rita Malinkiewicz i jej koleżanka Katarzyna Konwa jechały na trening w ramach autorskiego projektu Rity dla pasjonatów kolarstwa #RittRide for all. Z niewyjaśnionych przyczyn w Wilkowicach koło Bielska-Białej wjechał w nie samochód jadący z naprzeciwka. Kasia przeszła wiele operacji, w tym zabieg zespolenia połamanego kręgosłupa i połamanej twarzoczaszki oraz częściową rekonstrukcję nosa i języka. Rita nadal pozostaje w śpiączce farmakologicznej, a jej obecny stan zdrowia jest bardzo ciężki. Potrzeba pieniędzy na ich leczenie i rehabilitację - dołącz do zbiórki. 

Sprawdź szczegóły >>>

Dowiedz się więcej na temat: Valtteri Bottas | Lewis Hamilton | Charles Leclerc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje