Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Tęsknota za "Zielonym Piekłem"

Tematem numer jeden na padoku toru Nürburgring jest oświadczenie Hondy o opuszczeniu grona producentów silników po sezonie 2021 - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

Jak Honda uzasadnia decyzję? Ekologiczna otoczka, tezy o dążeniu do neutralności klimatycznej brzmią mało wiarygodnie. A zatem? Już w 2008 roku kryzys gospodarczy pokazał, że gdy w otoczeniu gospodarczym zaczyna się robić gorąco, firmy z Dalekiego Wschodu zwijają się jako pierwsze z tych obszarów, bez których dadzą sobie radę. 

Reklama

Historia lubi się powtarzać. Podobnie jak 12 lat temu, także i tym razem, w perspektywie trudnych czasów Honda przyjmuje bardziej zachowawczy model biznesowy i ogranicza ryzyko. Takie tłumaczenie wydaje się najbliższe prawdy.

Rezygnacja Japończyków może mieć niewyobrażalne konsekwencje. Dzisiaj, kilka dni po ogłoszeniu decyzji, nie jesteśmy jeszcze w stanie przewidzieć jej wszystkich skutków. To prawdziwe trzęsienie ziemi w światku Formuły 1.

Decyzja jest zaskakująca, bo przyszła w momencie, gdy po trudnych, a nawet bardzo trudnych latach, przyszły sukcesy, a rokowania na przyszłość były zupełnie niezłe. Red Bull z silnikiem Hondy w rękach Maxa Verstappena potrafi być całkiem skuteczną bronią. Rejterada producenta może skomplikować przyszłość Holendra, ale to osobny temat.

Najważniejsze pytanie brzmi teraz: co zrobi teraz Red Bull, a także jego satelicki zespół Alpha Tauri, który jedzie na tym samym wózku? Kto zostanie dostawcą silników? Pole manewru jest ograniczone. Mercedes raczej nie pójdzie na taki układ, bo trudno sobie wyobrazić, aby miał zostać dostawcą swojego najgroźniejszego rywala. Ferrari? Powiedzmy - nie jest obecnie atrakcyjnym partnerem. Dosadniej? Kto chciałby dziś w dzisiejszych realiach silnik Ferrari? Pozostaje zatem powrót do Renault. Czyli po rozwodzie z rozsądku, małżeństwo z rozsądku. Życie potrafi płatać niespodzianki.

Jednym ze scenariuszy, o którym po cichu się mówi, jest wycofanie Red Bulla, a także Alpha Tauri z Formuły 1. Zawsze można powiedzieć, że program wyczerpał swoje możliwości albo zaserwować temu podobny korporacyjny bełkot.

Trudno dziś powiedzieć, co jest prawdziwym zagrożeniem, a co kontrolowanym przeciekiem, czy fake newsem mającym stworzyć poczucie prawdziwego zagrożenia. Przykład Hondy pokazuje, że te prawdziwe spadają, jak grom z jasnego nieba. Często nie są wcześniej przedmiotem medialnych czy zakulisowych spekulacji. Plotki żyją swoim życiem, a zagrożenia czają się gdzie indziej. Ile razy słyszeliśmy, że odejdzie Ferrari czy Mercedes? Ile renderów prototypu LMP1 Ferrari widzieliśmy w internecie w ostatnich latach? Oczywiście firma z Maranello nie miała z tym nic wspólnego. A dziwnym zbiegiem okoliczności te dzieła domorosłej sztuki graficznej pojawiały się równolegle z plotkami jakoby Ferrari rozważało rezygnację z Formuły 1.

Teoretycznie możliwy jest scenariusz pozostania silników Hondy, przynajmniej na jakiś czas pod inną marką, na przykład Mugen. Historia wyścigów zna takie przypadki. Wystarczy wspomnieć choćby takie marki, jak Mecachrome, Playlife, TAG czy Supertec. To scenariusz raczej mało prawdopodobny, ale nie można go całkiem wykluczyć.  

Dowiedz się więcej na temat: Max Verstappen | red bull racing

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama