Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Szalona samba w Sao Paulo

W Formule 1 rzadko zdarzają się niespodzianki. Przed niedzielnym Grand Prix Brazylii chyba nikt nie przewidział, że w pierwszej trójce sklasyfikowani zostaną dwaj kierowcy, dla których będzie to pierwsze podium w karierze - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

Max Verstappen wydaje się być człowiekiem o co najmniej dwóch twarzach. Wielokrotnie widzieliśmy, jak ponosiły go emocje. Tak było rok temu, gdy prowadził na Interlagos i zderzył się z Estebanem Oconem, a swoje niezadowolenie wyraził po wyścigu wdając się w przepychankę z rywalem. Gdy jednak potrafi zachować spokój, jest niezwykle skuteczny. W niedzielę to jego rywale popełniali błędy.

Reklama

Verstappen wygrał sesję kwalifikacyjną, sprawiając prezent urodzinowy szefowi zespołu Red Bull Christianowi Hornerowi. Holender zdobył pole position po raz drugi w karierze, nieznacznie pokonując Sebastiana Vettela. W niedzielę popisał się dobrym startem i utrzymał prowadzenie. Na drugie miejsce od razu wskoczył ubiegłoroczny zwycięzca i świeżo upieczony mistrz świata Lewis Hamilton. Po starcie z 14. pola (po karze za wymianę silnika) szybko przebijał się do przodu Charles Leclerc, który po 10 okrążeniach był już szósty.

Czołowe zespoły wybrały strategię na dwa pit-stopy. Hamilton szybko zakomunikował swoim strategom, że Verstappen nie oszczędza opon. Mercedes ściągnął mistrza świata do boksu jako pierwszego, aby próbował dogonić Holendra na świeżych oponach. Red Bull odpowiedział pit stopem Holendra już na kolejnym okrążeniu. Taktyka przyniosła efekt, pomimo bliskiego (prawie) spotkania z Robertem Kubicą, który zajechał Holendrowi drogę w alei serwisowej. Sędziowie dopatrzyli się winy Polaka, który ruszył z boksu chwilę po zapaleniu się zielonego światła. Decyzja dyskusyjna, bo Kubica czekał, aż mechanik z podnośnikiem w pełni usunie się z drogi. Verstappen zachował zimną krew. Potrzebował tylko okrążenia, by dogonić i wyprzedzić Hamiltona, odzyskując kontrolę nad wyścigiem.

Najnowsze wiadomości o Robercie Kubicy!

Na 54. okrążeniu Valtteri Bottas zaparkował Mercedesa wskutek defektu. Na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Tym razem to Red Bull przechytrzył rywali i ściągnął Verstappena po świeże opony. Holender stracił tylko jedno miejsce i chwilę po restarcie powrócił na prowadzenie, wyprzedzając Hamiltona. Jego kolega z zespołu Alexander Albon po ataku na Sebastiana Vettela jechał na trzeciej pozycji po swoje pierwsze w karierze podium.

Tymczasem Vettel wdał się w pojedynek z Leclerkiem. Pomiędzy dwójką Ferrari doszło do niewielkiego kontaktu o katastrofalnych konsekwencjach. Oba samochody odpadły z wyścigu. Szef zespołu Mattia Binotto powiedział, że obydwaj kierowcy powinni się wstydzić tak głupiego błędu. Z tym, że to Vettel jako starszy i o wiele bardziej doświadczony powinien zachować zimną krew.

Widać wyraźnie, że w Scuderii są problemy na poziomie zarządzania zespołem w wielu obszarach. Dotyczy to także relacji personalnych. Z dwójką tak krnąbrnych kierowców zespół musi mieć charyzmatycznego szefa z wielkim autorytetem, który potrafi rządzić twardą ręką.

Samochód bezpieczeństwa pojawił się na torze jeszcze raz i tym razem do boksu zjechał Hamilton. Restart miał nastąpić dwa okrążenia przed metą, a Brytyjczyk stracił aż dwie pozycje. Musiał wyprzedzić Pierre’a Gasly i Alexa Albona. O ile Francuz nie stawiał większego oporu, Albon próbował się bronić i doszło do kolizji. Tegoroczny debiutant obrócił się i spadł na koniec stawki. Hamilton również uszkodził samochód i wyprzedził go Gasly, który stanął na drugim stopniu podium. Podczas przerwy wakacyjnej Francuz stracił miejsce w Red Bullu i został oddelegowany do Toro Rosso. Nie poddał się jednak i udowodnił, że zasługuje na drugą szansę w czołowym zespole.

Hamilton otrzymał po wyścigu karę za spowodowanie kolizji i musiał oddać swoje trofeum Carlosowi Sainzowi. Hiszpan przebił się przez niemal całą stawkę po starcie z ostatniej pozycji. Choć podczas wyścigu był mało widoczny, wykorzystał błędy rywali, podobnie jak kierowcy Alfy Romeo. Kimi Räikkönen i Antonio Giovinazzi wywalczyli dla swojego zespołu najlepszy wynik od dekady. Niewiele brakowało, aby swoje pierwsze w karierze punkty zdobył George Russell. Kierowca Williamsa musiał jednak obejść się smakiem i zadowolić się pokonaniem na torze trzech kierowców.

Wyścig w Brazylii przyniósł wielkie emocje i sporo błędów kierowców. Także tych najlepszych. Czyżby zmęczenie w końcówce sezonu? Czyżby sezon był za długi? Do końca pozostał już tylko jeden wyścig, rozgrywany o zmierzchu na spektakularnym torze Yas Marina w Abu Zabi.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Robert Kubica | Max Verstappen | Grzegorz Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje