Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Skandal wszech czasów

W historii Formuły 1 jest wiele dziwnych, nieprawdopodobnych, niewiarygodnych wręcz zdarzeń. Jednak weekend Grand Prix Singapuru 2008 to jedna z najczarniejszych kart i największy zapewne skandal wszech czasów. Czy ktoś był wcześniej w stanie wyobrazić sobie, że kierowca celowo spowoduje wypadek na torze w czasie wyścigu? - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

W sezonie 2008 dominowały zespoły Ferrari i McLaren. Wygrana Fernando Alonso w Renault w nocnym wyścigu na ulicach Singapuru była sporym zaskoczeniem. Hiszpanowi bardzo pomógł wyjazd samochodu bezpieczeństwa po wypadku drugiego kierowcy zespołu, Brazylijczyka Nelsona Piqueta juniora na 14 okrążeniu. Alonso dopiero co zaliczył postój w boksie i gdy na torze pojawił się safety car, został liderem wyścigu. Nie oddał prowadzenia do mety.

Analizowano potem, jak to możliwe, że startujący z końca stawki Hiszpan zdołał wygrać. Renault utrzymywało, że Alonso i zespół perfekcyjnie "przeczytali" wyścig i dzięki ryzykownej strategii zwyciężyli przy odrobinie szczęścia. I właściwie taka teoria miała sens.

Reklama

Piquet, syn byłego trzykrotnego mistrza świata, dla którego był to debiutancki i zdecydowanie mało udany sezon w Formule 1, przyznał, że był to jego błąd i brał całą winę na siebie, ale wtajemniczeni, między innymi walczący o tytuł mistrzowski jego rodak Felipe Massa snuli podejrzenia. Nikt jednak nie chciał dopuszczać myśli, że jakikolwiek zespół jest w stanie zdecydować się na tak desperacki krok. Sport motorowy i tak jest niebezpieczny...

Dopiero rok później prawda wyszła na jaw. Zwolniony z zespołu Piquet przyznał, że był częścią planu, który miał pozostać tajemnicą. FIA rozpoczęła śledztwo. Przeanalizowano szczegółowo zapisy telemetrii, przesłuchano świadków. Okazało się, że młody Piquet rozbił samochód celowo, na zlecenie szefostwa ekipy. W zamian za to obiecano mu przedłużenie kontraktu. Gdy w następnym sezonie Brazylijczyk został zwolniony, zaczął "sypać". Jak w kiepskim kryminale...

Cała trójka - Piquet, dowodzący zespołem Flavio Briatore oraz dyrektor wykonawczy Pat Symonds - została uznana za winnych. Uznano, że poza nimi nikt w zespole nie wiedział o planach. W sprawie zeznawał również tajemniczy świadek, którego zeznania były kluczowe. Uważa się, że był nim Fernando Alonso, który jednak temu zaprzeczał.

Zespołowi nie pozostało nic innego, jak przyznać się do winy. Renault zostało ukarane wykluczeniem z udziału w Formule 1 w zawieszeniu na 2 lata. Briatore i Symonds dostali zakaz pracy w seriach nadzorowanych przez FIA. Włoch dożywotnio, Brytyjczyk na pięć lat. Kary zostały później anulowane przez francuski sąd, a obaj panowie osiągnęli z FIA porozumienie, pozwalające im znów poruszać się po padoku. Co więcej, Symonds powrócił do łask i jest jednym z autorów nowych przepisów technicznych na sezon 2022.

Jedna z głównych postaci afery Nelson Piquet junior tłumaczył się wyjątkowo naiwnie - utrzymywał, że gdy otrzymał propozycję od Briatore, nie miał kontaktu z ojcem i nie wiedział co ma zrobić... Trudno się dziwić, że nie wrócił do Formuły 1. Powodów było co najmniej kilka. Parę lat później trafił do Formuły E, gdzie nawet zdobył tytuł mistrzowski w pierwszym sezonie, a potem podziękowano mu za współpracę i raczej trudno sobie wyobrazić, aby 34-letni obecnie Brazylijczyk mógł powrócić na stałe do którejś z ważnych światowych serii.

Afera nazwana "Crashgate" pozostanie na zawsze jedną z największych rys na reputacji Formuły 1. Tajemniczy świadek nigdy nie został ujawniony. Fernando Alonso przeszedł do Ferrari, a Renault, w którym w 2010 jeździł Robert Kubica straciło głównych sponsorów. W 2011 roku zespół został kupiony przez fundusz Genii Capital i zaczął startować pod marką Lotus. Zespół Renault zniknął z Formuły 1, ale wrócił w 2016 i startuje do tej pory.

Po weekendzie w Singapurze 2008 został wyjątkowy niesmak.  

Grzegorz Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama