Reklama

Reklama

​Formuła 1. Grzegorz Gac: Opowieści toru Interlagos

Sezon Formuły1 rozpoczął się połowie marca, chociaż już wcześniej emocjonowaliśmy się przebiegiem sesji treningowych, a już w nadchodzący weekend czeka nas ostatni tegoroczny wyścig. Tymczasem warto powrócić na chwilę do tego, co działo się w tydzień temu podczas Grand Prix Brazylii w Sao Paulo. A działo się dużo. Gdyby tylko tor Interlagos potrafił mówić... - pisze Grzegorz Gac w felietonie dla Interii.

Na pierwszy ogień weźmy Williamsa. Robert Kubica, od kilku dni łączony przez różne źródła z zespołem Racing Point i startami w DTM w przyszłym roku, po raz kolejny popisał się w Brazylii bardzo dobrym startem i w pierwszej fazie wyścigu jechał przed George’em Russellem. Potem jednak Anglik wyprzedził Polaka przy niebieskich flagach i nie oddał mu pozycji. Co prawda przepisy nie przewidują za to kary, ale jak powiedział Kubica, gdy się jedzie na dwóch ostatnich pozycjach, to przepuszcza się liderów, a nie walczy z kolegą z ekipy. "Widocznie jestem ze starej szkoły" - skomentował incydent Polak. Zresztą Russell i tak wkrótce wyprzedziłby naszego kierowcę, bez pomocy niebieskich flag.

Reklama

Kolejne kontrowersje wzbudził pit stop Kubicy na 20. okrążeniu. W tym samym czasie zjechał na postój Max Verstappen, który o mało nie zderzył się z Kubicą na końcu alei serwisowej. Nasz kierowca otrzymał za incydent karę 5 sekund (doliczoną do wyniku) oraz 2 punkty karne, gdyż jak uznali sędziowie, Polak otrzymał sygnał i ruszył za późno. Na nagraniu wideo widać jednak, że przed Kubicą zapala się zielone światło, ale mechanicy nadal pracują przy prawym przednim kole, a z przodu znajduje się mechanik z podnośnikiem. Jak więc Polak miał opuścić swój boks? Cóż, stara sportowa maksyma mówi: Nie kłóć się z sędziami, bo nawet jeżeli nie mają racji, to i tak mają rację.

Incydent z udziałem kierowców Scuderii Ferrari przejdzie do historii Formuły 1, podobnie jak często przywoływana kolizja Vettela z Webberem w Turcji w 2010 roku. Obydwa incydenty łączy jedno nazwisko. Na linii Sebastian Vettel/Charles Leclerc iskrzy coraz bardziej. Szef zespołu, Mattia Binotto broni się, że gdy nie pozwala ścigać się swoim kierowcom, jest krytykowany, a kiedy na to pozwala, jest podobnie.

To co się dzieje w Scuderii, przypomina sytuację w Mercedesie sprzed kilku lat, kiedy rywalizujący ze sobą Nico Rosberg oraz Lewis Hamilton nie wytrzymywali ciśnienia i zaliczali kolizje, niekiedy odpadając z wyścigu. Pamiętacie Barcelonę 2016? No właśnie... Z dzisiejszej perspektywy może się wydawać, że błędem kierownictwa Scuderii było postawienie na Niemca. "W sytuacjach 50/50 będziemy premiować Vettela, ponieważ ma więcej doświadczenia w Formule 1" - brzmiał oficjalny komunikat z początku sezonu. Jednak nikt nie przewidział, że Leclerc tak szybko zostanie  gwiazdą, a na miejscu drugiego kierowcy zrobi mu się za ciasno. Oczywiście nikt w tej sytuacji nie jest święty, ale... czekamy na ostatni wyścig sezonu. Może być ciekawie...

Najnowsze wiadomości o Robercie Kubicy!

Po wyścigu FIA poinformowała, że zabezpieczono do szczegółowego badania elementy układu paliwowego trzech samochodów: Ferrari, zespołu klienckiego Ferrari oraz samochodu napędzanego innym silnikiem, niż Ferrari. Ciekawe czy i co znajdzie departament techniczny federacji.

Wygrane kwalifikacje i zwycięstwo w wyścigu Verstappena były wspaniałym prezentem urodzinowym dla szefa ekipy Red Bull Christiana Hornera, jednak na drodze do pełni szczęścia stanął Lewis Hamilton. Mistrz świata wyeliminował z walki o podium Alexa Albona, który jechał na drugim miejscu po swoje pierwsze podium w karierze. Po wyścigu Holender dowiedział się, że zmarł jego dziadek, Frans Verstappen. "Radość i smutek są tak często blisko siebie" - powiedział zwycięzca.

Grand Prix Brazylii zapamięta na długo były kierowca Red Bulla, Pierre Gasly. Pierwsze podium w karierze zadedykował swojemu przyjacielowi Anthoine Hubertowi, który zginął podczas wyścigu w Spa niespełna trzy miesiące temu.

Wiele dyskusji wzbudziła decyzja sędziów w sprawie Lewisa Hamiltona. Sędziowie, pomimo jasnej i klarownej sytuacji - sam Lewis przyznał się do winy - nałożyli karę na Brytyjczyka dopiero po kilkunastu minutach od ceremonii podium, pozbawiając Carlosa Sainza możliwości celebrowania pierwszego podium w karierze. Czy nie lepiej w takich sytuacjach opóźnić o parę minut ceremonię podium i poczekać na decyzje sędziów? Tym bardziej, że kara dla mistrza świata była bardzo prawdopodobna. Jedno jest pewne - widowisko przegrało z kretesem.

Oj, działo się w Sao Paulo... Ktoś kiedyś narzekał na nudę w Formule 1?

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | Interlagos

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy