Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Grand Prix Belgii czyli kopanie leżącego

Spa-Francorchamps należy do najciekawszych torów w kalendarzu Formuły 1. To obiekt, który sprzyja walce na torze i premiuje umiejętności kierowców. Jednak przy takim układzie sił, jak obecny w stawce, nadzieje na większe emocje w niedzielnym Grand Prix Belgii związane były głównie z pogodą. W końcu w Belgii lubi padać, a w dodatku w górach pogoda bywa kapryśna. Deszcz nie nadszedł i wyścig zakończył się tak, jak musiał – Hamilton, Bottas, Verstappen. Wypada dodać, że identyczna kolejność była na starcie - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

Skoro już ustaliliśmy, że w czołówce wszystko przebiegło zgodnie z planem, zajmijmy się ciekawszymi tematami.  

Po sesjach treningowych były wątpliwości, czy kierowcy Ferrari zdołają awansować do Q2. Obawy okazały się uzasadnione. Leclerc i Vettel rzutem na taśmę, w ostatniej chwili zdołali wbić się do czołowej piętnastki, co zostało uznane za niespodziankę in plus! Więcej jednak w sobotę nie dało się zrobić. Warto przypomnieć, że dwa ostatnie wyścigi w Spa zakończyły się zwycięstwami tych dwóch kierowców... W Q2 zdołali pokonać tylko Russella.

Reklama

W Ferrari nic nie działa tak, jak powinno. W niedzielę drugi pit stop Leclerca trwał 5 sekund czyli mniej więcej dwa razy dłużej, niż powinien. Kierowca zapytał przez radio o przyczyny. Usłyszał, że porozmawiamy potem. Rozmowa - kuriozum. Kierowca z Monako spadł na ostatnie, siedemnaste miejsce.

Na 28. okrążeniu Perez bez problemu wyprzedził Vettela. Kilka okrążeń później to samo zrobił Gasly. Żal patrzeć, co się dzieje z najbardziej utytułowanym zespołem w historii Formuły 1, drugim w klasyfikacji sezonu 2019. Vettel proponował pit stop, ale oznaczałoby to spadek na ostatnie miejsce, zajmowane w tym momencie przez... Leclerca! Dwa ostatnie miejsca dla Ferrari w wyścigu... Za Williamsem, Haasem i Alfą Romeo. Czy ktoś wyobrażał sobie taki scenariusz jeszcze kilka tygodni temu? Samo opisywanie tego, co dzieje się ze Scuderią przypomina kopanie leżącego.

Przed wyścigiem kierowcy Ferrari zapowiadali walkę o punkty, ale... na zapowiedziach się skończyło. Vettel był ostatecznie trzynasty, Leclerc czternasty. Obydwaj przegrali z Kimi Räikkonenem z Alfy Romeo, napędzanej silnikiem... Ferrari!

W najbliższy weekend święto Scuderii - domowy wyścig na torze Monza, gdzie podobnie jak w Spa jest bardzo szybko i liczy się moc silnika. Może lepiej, że odbędzie się bez kibiców. Tydzień później będzie jeszcze większe święto - tysięczny wyścig z udziałem Ferrari w Formule 1. Też we Włoszech, na torze w Mugello. W Maranello trwają zapewne narady, czy nie dałoby się w jakiś sposób przełożyć jubileuszu... 

Ferrari jest od początku sezonu na równi pochyłej. Pomimo to, nie wykonano do tej pory żadnego ruchu. I to jest najbardziej zadziwiające. Największym grzechem, jaki można popełnić w kryzysie jest zaniechanie działań. Właśnie wtedy trzeba działać i szukać rozwiązania.

Od strony technicznej największym problemem jest niewątpliwie silnik, ale uproszczeniem byłoby poprzestać na tym. Tam po prostu cały samochód nie działa. Warto przypomnieć, że mówimy o zespole, który wygrał wyścigi w Spa w dwóch ostatnich latach.

Za ten stan rzeczy nie można winić kierowców. Obydwaj robią, co mogą. Można im tylko współczuć, że są w takiej sytuacji. W końcu chodzi o czterokrotnego mistrza świata i największy talent w obecnej Formule 1.

Ferrari zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji zespołów (61 punktów). Oprócz Mercedesa (264) i Red Bulla (158), Scuderię wyprzedzają także McLaren (68) i Racing Point (66). W niedzielę obydwa te zespoły wypadły znacznie lepiej, niż Ferrari, chociaż też nie zachwyciły. Carlos Sainz nie wystartował do wyścigu z powodu defektu samochodu, a Lando Norris był siódmy. Kierowcy Racing Point - Lance Stroll i Sergio Perez zajęli odpowiednio 9. i 10. miejsce.

Świetnie za to spisał się zespół Renault, który traci już tylko dwa punkty do Ferrari. Czwarte miejsce Daniela Ricciardo i piąte Estebana Ocona, tuż za czołową trojką to wynik marzeń. Czy to początek odrodzenia francuskiego zespołu? Czy Renault włączy się do walki o miejsca na podium jeszcze w tym sezonie? Na pewno warto bacznie obserwować poczynania zespołu w najbliższych wyścigach.

Grzegorz Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL