Reklama

Reklama

Formuła 1. Claire Williams przyznaje się do winy: To była moja inicjatywa

Robert Kubica coraz bezradniej rozkłada ręce, w żaden sposób nie będąc konkurencyjnym za kierownicą bolidu Williamsa w rywalizacji z innymi zespołami, ale w końcu bardzo ważne słowa wypowiedziała szefowa stajni Claire Williams. Może dzięki temu część osób, które powątpiewają w gotowość Polaka do ścigania się w Formule 1, nabierze pełniejszej perspektywy w ocenie sytuacji.

Kubica oraz jego partner George Russell od początku sezonu znajdują się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Obaj kierowcy robią, co w ich mocy, aby nie wyglądać jak ubodzy krewni w stawce pozostałych dziewięciu zespołów. Jednak gdy przychodzi chwila prawdy, są bezradni. W tej chwili, jakkolwiek zabrzmi to brutalnie, walczą tylko o to, by jak najmniej razy zostać zdublowanymi.

Polak i Brytyjczyk przed kamerami od wielu tygodni starają się tłumaczyć, co dzieje się z ich samochodami i jak wielkie mają opóźnienia względem konkurencji. Mimo to nie brakowało takich głosów, jakoby obaj najzwyczajniej w świecie byli najsłabsi, a tylko znaleźli sobie podane na tacy wymówki.

Reklama

Wielką (największą?) część odium wreszcie wzięła na siebie osoba, będąca w Williamsie postacią najważniejszą. Mowa o szefowej zespołu Claire Williams, która w końcu stanęła w prawdzie z wydarzeniami i przyznała, że kondycja bolidów oraz całej fabryki obciąża jej konto. Córka założyciela zespołu Franka Williamsa otwarcie przyznała, że jest odpowiedzialna za dokonane na przestrzeni ostatnich lat zmiany w strukturze zespołu, które doprowadziły niegdyś świetną ekipę do obecnego kryzysu.

Szefowa z Grove powiedziała, że w trakcie czterech dobrych sezonów dla Williamsa, zwieńczonych dwa razy trzecimi miejscami w klasyfikacji konstruktorów w 2014 i 2015 roku, dokonała fatalnej zmiany.

- Aby utrzymać nasze wyniki, a nawet poczynić postępy, zmieniliśmy coś w wewnętrznej strukturze i to okazało się błędem - powiedziała Williams, cytowana przez serwis grandpx.news, który z kolei powołuje się na francuski "Auto Hebdo". - To była moja inicjatywa i przyznaję się do winy - wprost wyartykułowała dziedziczka legendarnej stajni.

- Proszę mi uwierzyć, że nie chowamy głów w piasek. Wiemy, gdzie jesteśmy i czego potrzebujemy, aby wygrać. Jednak to jest długi proces - nie kryje 42-letnia Brytyjka.

- Staramy się we własnym zakresie produkować tyle części, ile jest możliwe, a pracuje dla nas 620 osób - dodała Claire, by w innym miejscu nadmienić, jakie przychody składają się na budżet: - Nasze finansowanie jest prawie całkowicie zależne od sponsorów i dochodów z F1.

Najnowsze wiadomości o Robercie Kubicy!

Bardzo oszczędnie w słowach wypowiedziała się na temat urlopowanego dyrektora technicznego zespołu Paddy'ego Lowe'a, który jest jedną z "ofiar" tworzenia nowej przyszłości zespołu. Ściągnięty w 2017 roku z Mercedesa Lowe miał poprowadzić Williamsa na szczyt, ale zamiast tego zespół wylądował na samym dnie. A niektórzy wręcz mówią, że jest jeszcze gorzej i ekipa puka w dno od spodu. Czy właśnie powierzenie strategicznej funkcji Lowe'owi jest największym błędem Brytyjki? - Nie chcę odpowiadać na pytania związane z Paddy'm. Trudno mi mówić o nim i jego roli w tym, co się wydarzyło - ucięła temat.

W tej chwili pozostali inżynierowie, pod czujnym okiem legendarnego współzałożyciela Williamsa Patricka Heada, który wrócił do swojego "dziecka" w roli konsultanta w tym trudnym okresie, wypełniają lukę po urodzonym w Nairobi 56-latku: - Ufam im całkowicie i wierzę, że zmierzamy we właściwym kierunku - stwierdziła.

Niestety, w słowach Claire Williams nie ma wielkiej nadziei, że Kubica i Russell wkrótce przestaną się frustrować i zaczną odczuwać przyjemność z jazdy, a przede wszystkim będą mogli podjąć walkę z rywalami. Na razie zostaje im rywalizacja, co pokazał ostatni wyścig o Grand Prix Bahrajnu, o przedostatnie miejsce.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | Claire Williams | Robert Kubica | George Russell

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje