Reklama

Reklama

​Formuła 1. Charles Leclerc i Sebastian Vettel spotkają się z rozwścieczonym szefostwem Ferrari

To, co wydarzyło się podczas niedzielnego GP Brazylii, zostanie na długo zapamiętane w stajni Ferrari. Wewnętrzna rywalizacja Charlesa Leclerca i Sebastiana Vettela doprowadziła do katastrofy całego zespołu - obaj uszkodzili swoje bolidy i opuścili trasę, a włoska Scuderia pozostała bez punktów. W poniedziałek kierowcy mają spotkać się z szefostwem Ferrari, które jest rozwścieczone tym, co oglądało na torze Interlagos.

Do nieszczęścia doszło na 66. okrążeniu, po zjeździe samochodu bezpieczeństwa do alei serwisowej, gdy cała czołówka, w tym dwaj kierowcy Ferrari, była blisko siebie. Leclerc skutecznie zaatakował Vettela i wskoczył na czwartą pozycję. Niemiec nie pozostał jednak dłużny Monakijczykowi i postanowił odzyskać swoje miejsce, lecz zamiast tego musiał przedwcześnie zakończyć swój udział w wyścigu, podobnie jak Leclerc.

Reklama

Vettel próbował wyprzedzić swojego młodszego kolegę na prostej przed zakrętem numer trzy. Nie miał jednak zbyt wiele miejsca na ten manewr. W rezultacie oba bolidy Ferrari jechały blisko siebie, aż w końcu doszło do kontaktu między nimi. Leclerc momentalnie stracił koło i zjechał na pobocze, a po chwili trasę z przebitą oponą opuścił także Vettel

- Co Ty do diaska wyrabiasz?! - krzyczał Leclerc do Niemca przez radio. To samo pytanie będzie chciał zadać obu kierowcom zarząd Ferrari, rozzłoszczony niedzielnymi wydarzeniami - informuje angielski "The Sun". W słynnej siedzibie włoskiej stajni Maranello z zawodnikami na spotkać się szef zespołu Scuderia Ferrari Mattia Binotto. 50-latek rozmawiał już z zawodnikami, lecz nie chciał na gorąco podejmować żadnych decyzji. Zdecydował się więc doprowadzić do konfrontacji w siedzibie teamu, by obie strony mogło ze sobą porozmawiać i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

- Kiedy robisz coś pod wpływem impulsu, możesz dojść do błędnych konkluzji. Słyszałem już wersję obu kierowców, ale ponownie spotkam się razem z nimi, by przedyskutować to, co się stało. Zespół będzie miał czas, by przeanalizować wszystkie nagrania i dane. Nie chodzi o to, by kogoś karać lub oskarżać. Pozwoliliśmy im rywalizować, bo mamy drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Zgoda na walkę nie oznacza jednak akceptacji robienia głupich rzeczy, a to zdarzenie moim zdaniem do takich należało - mówił Maranello po GP Brazylii.

Także Leclerc i Vettel odnieśli się krótko do kolizji w rozmowie z dziennikarzami.

- Sebastian nadjechał od zewnętrznej, gdzie nie było dużo miejsca, choć trochę go zostawiłem i postanowił to wykorzystać. Pod koniec prostej zaczął mnie trochę spychać do wewnętrznej i byliśmy bardzo blisko siebie. Wszystko stało się bardzo szybko i gdy tylko zjechał do środka doszło do kontaktu, przez co przebiłem koło - mówił Leclerc.

Nieco mniej rozmowny był Vettel.

- Nie miałem dużo miejsca z prawej strony i próbowałem się tam przedostać, to wszystko. Szkoda całego zespołu. Oczywiście nie zdołaliśmy ukończyć wyścigu, co było naszym priorytetem - stwierdził Niemiec.

Niedzielna wpadka nie pomoże kierowcom Scuderii w budowaniu wzajemnych relacji, a te już niejednokrotnie były napięte. Do zgrzytu doszło między innymi podczas GP Singapuru, gdy w wyniku strategii zespołu Leclerc stracił prowadzenie na rzecz kolegi z zespołu.

- To nie fair - komentował tamtą sprawę rozżalony Monakijczyk.

Do końca sezonu Formuły 1 pozostał już tylko wyścig o GP Abu Zabi, który odbędzie się w niedzielę 1 grudnia. Będzie to pożegnanie Roberta Kubicy ze stajnią Williamsa - Polak nie przedłuży kontraktu z ekipą z Grove, a jego przyszłość wciąż nie jest znana. Pewne jest tylko to, że Kubica wciąż chce się ścigać.

TB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje