Reklama

Reklama

Formuła 1. Alexander Wurz ujawnia, że to on miał zostać kierowcą BMW Sauber zamiast Kubicy

Zaskakująca informacja wypłynęła na światło dzienne za sprawą austriackiego kierowcy wyścigowego Alexandra Wurza. 45-latek wyznał, że pod koniec 2005 roku to on miał związać się kontraktem z zespołem BMW Sauber, ale ostatecznie do tego nie doszło. W sumie z dość absurdalnego powodu, który wtedy był jednak nie do przeskoczenia. Skorzystał na tym Robert Kubica.

Tuż przed świętami, w grudniu 2005 roku, polski sport doczekał się spektakularnej wiadomości. Robert Kubica wspiął się na motoryzacyjny Everest, zostając trzecim kierowcą zespołu BMW Sauber na sezon 2006. Dalsze wydarzenia doskonale pamiętają wszyscy fani naszego kierowcy: Polak jeszcze w tym samym sezonie zastąpił w roli zawodnika wyścigowego Jacquesa Villeneuve’a, a w swoim trzecim wyścigu w karierze, w Grand Prix Włoch, stanął na trzecim stopniu podium.

Teraz okazuje się, że przyszłość Kubicy mogła ułożyć się nieco inaczej (pamiętamy, że w grudniu 2005 roku otrzymał także propozycję parafowania kontraktu z zespołem Renault), gdyby nie perypetie Wurza.

Reklama

Austriacki kierowca wyścigowy w rozmowie z "ORF", której fragmenty przytacza branżowy portal motorsport-total.com, wyznał, że to on był szykowany 13 lat temu do podpisania kontraktu z BMW Sauber.

Na przeszkodzie stanęło jednak 186... centymetrów. Właśnie tyle mierzy Austriak i to jego wzrost spowodował, że najzwyczajniej w świecie nie był w stanie wsiąść do bolidu niemieckiego zespołu.

"Mario Theissen (ówczesny szef zespołu BMW Sauber - przyp. red.) próbował mnie wciągnąć do samochodu. Ustaliliśmy wszystko, ale nie pasowałem!" - powiedział Wurz, który z tego powodu nie zmienił barw z McLarena na BMW Sauber, a beneficjentem stał się młodszy o dziesięć lat Kubica.

Problem wówczas był już nie do przeskoczenia z prostego powodu. Sezon był za pasem, a bolid dopracowany w najmniejszych detalach, włącznie z wąskim kokpitem, już po testach zderzeniowych. Ewentualna ingerencja, za pięć dwunasta, mogłaby przynieść opłakane skutki.

"To był jedyny samochód, w którym w ogóle nie mogłem się zmieścić" - przyznaje Wurz, a głównym problemem były jego długie nogi i niemieszczące się kolana.

Niesłychane jest to, że zadecydowały dosłownie centymetry. A, będąc precyzyjnym, dwa centymetry, bo według oficjalnie dostępnych danych, właśnie o tyle Kubica ma być niższy od Wurza. "Robert, który był kilka centymetrów niższy, po prostu się tam zmieścił, a potem ‘wziął’ kontrakt" - mówi Austriak, który z kolei związał się z Williamsem.

Alex Wurz, obecnie prezes GPDA (Stowarzyszenie Kierowców Grand Prix), miał równie imponujące wejście do F1, jak Kubica. Jego debiut w zespole Benetton nastąpił 15 czerwca 1997 roku, a już w trzecim wyścigu on także stanął na podium. W wyścigu o GP Wielkiej Brytanii wyprzedzili go tylko słynni Jean Alesi i zwycięzca... Jacques Villeneuve.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje