Reklama

Reklama

F1. Surowe obostrzenia dla kierowców. Toto Wolff musi założyć maseczkę

Kierowcy, którzy łamią normy bezpieczeństwa, mogą zostać surowo ukarani podczas zbliżającego się Grand Prix Węgier. FIA i F1 rozmawiają z władzami Węgier, aby złagodzić kary na nadchodzące dni. W przeciwnym razie kierowcy spoza Unii Europejskiej będą mogli nawet zostać pozbawieni wolności.

Nowa rzeczywistość w dobie pandemii dotyczy przede wszystkim środków bezpieczeństwa, jakie muszą respektować wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w wydarzeniu sportowym.

Reklama

Rygorystyczne kryteria przyjęły Węgry. W tym kraju za łamanie ogólnie przyjętych zasad osoba spoza Unii Europejskiej może zostać nawet pozbawiona wolności. Ten zapis stał się problematyczny w perspektywie nadchodzącego Grand Prix Węgier, które ma się rozpocząć w najbliższy weekend.

Szefowie FIA i F1 Jean Todt i Chase Carey kontaktują się z władzami węgierskimi, szukając zwolnienia z twardego przestrzegania tych reguł.

Dla bezpieczeństwa przyjęto między innymi, że zakazane będzie noszenie przyłbic. W takiej prezentuje się szef zespołu Mercedesa Toto Wolff. FIA wyraźnie przedstawiło swoje zdanie, że maseczka jest bardziej skuteczną zasłoną twarzy, choć niewątpliwie mniej komfortową w użytkowaniu.

Wolf przyznał już, że poprzednia forma zabezpieczenia pozwalała mu lepiej widzieć, ale przystanie na nowe rozporządzenie. "Zasady są zasadami. Cieszę się, że możemy się ścigać. Gdybym miał nosić na nosie pampersa, zrobiłbym to, co trzeba" - powiedział Austriak, cytowany przez "The Sportsrush".

Dowiedz się więcej na temat: Toto Wolff | F1 | grand prix węgier

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje