Reklama

Reklama

Doradca Red Bulla nie gryzie się w język: To absurd

Max Verstappen kilka tygodni temu przypieczętował pierwszy w karierze tytuł mistrza świata. Co ciekawe, Holenderski kierowca zadebiutował w F1 w wieku zaledwie 17 lat. Dziś to jednak jest już niemożliwe, gdyż trzeba osiągnąć pełnoletność. - Uważam to za absurd – mówi bez ogródek doradca Red Bulla, Helmut Marko.

Max Verstappen kilka tygodni temu na stałe zapisał się w historii Formuły 1. Holender w wieku zaledwie 24 lat sięgnął po tytuł mistrza świata i sensacyjnie przerwał wielosezonową dominację Mercedesa w erze hybrydowej. Tak sukces nie byłby możliwy, gdyby nie szybki debiut za kierownicą bolidu. Zawodnik pochodzący z Hasselt po raz pierwszy na polach startowych ustawił się bowiem jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności.

Nie będzie powtórki z rozrywki

Taka sytuacja niestety prędko się nie powtórzy. Międzynarodowa Federacja Samochodowa jakiś czas temu zdecydowała się podnieść minimalny wiek do 18 lat, hamując tym samym rozwój wielu młodych i utalentowanych sportowców. - Ja byłem przekonany, że Max wyprzedza swój wiek. Jednak FIA tego nie zauważyła i była na tyle głupia, by zmienić system licencji i nikt już nie może zadebiutować w tak młodym wieku. Nadal uważam to za absurd. Moim zdaniem zawsze trzeba przyjrzeć się osobowości młodego kierowcy - powiedział Helmut Marko portalowi Motorsport.com.

Reklama

Doradca Red Bulla na moment wrócił także do przeszłości i wyznał, że ani razu nie żałował podjętej decyzji przez austriacką stajnię o zatrudnieniu kompletnie nieznanego wówczas zawodnika. - To miało związek z jego uderzającą dojrzałością. Max podczas tamtej rozmowy miał 15 lat, ale mój główny wniosek był taki: bardzo młode ciało, ale umysł od trzech do pięciu lat starszy. Zdawał się być bardziej dojrzały, niż niektórzy osiemnastoletni kierowcy - dodał 78-latek.

Max Verstappen w… Mercedesie?

Co ciekawe, niewiele brakowało a Max Verstappen wylądowałby w Mercedesie. - Oczywiście wiedzieliśmy, że Max rozmawia z Mercedesem, ale z nimi nie dostałby się tak szybko do Formuły 1. Oni nie byli chętni do podejmowania tak dużego ryzyka z nowicjuszem, a my tak. Red Bull to trochę inna firma. W pewnym sensie kierujemy się zasadą "nie ma ryzyka, nie ma zabawy". Max jest tego idealnym przykładem - zakończył Austriak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje