Wojciech Kulak, Interia Sport: Był pan zaskoczony komunikatem, który pojawił się w środowe popołudnie?
Mikołaj Sokół, dziennikarz Eleven Sports: - Z paru względów była to decyzja nieco zaskakująca. Przede wszystkim Marcin przez ponad cztery lata pozostawał poza sportem, w takim sensie, że nie pracował w żadnym zespole, był ekspertem telewizyjnym. W tym czasie próbował uruchamiać różne projekty. Na pewno trudno jest wrócić do gry po tak długim czasie, ale w nawiązywaniu oraz utrzymywaniu kontaktów pomogła mu choćby obecność w padoku wraz z Eleven Sports.
Druga rzecz jest taka, że mamy zmianę w trakcie sezonu i to w trakcie pierwszego sezonu zespołu Cadillac. Poprzedni szef Graeme Lowdon nie miał wiele czasu, żeby pokazać, że jego pomysły, jego plany mogą przynieść konkretne efekty. Ale też z drugiej strony zarząd zespołu szybko wyjaśnił, że od początku istniał plan, żeby prędzej czy później Lowdona zastąpić. On miał być takim szefem na rozruch, na sam początek budowy tego zespołu. Zmiana jednak nastąpiła wcześniej niż się spodziewano, co zresztą przyznał sam zarząd Cadillaca.
Zna pan Marcina Budkowskiego doskonale, choćby ze względu na wspólną współpracę w Eleven Sports. Co mogło przekonać Cadillaca do tego, żeby to akurat Polakowi powierzyć stanowisko szefa zespołu?
- W moich oczach Marcin jest przede wszystkim wielkim pasjonatem Formuły 1 i to jest coś, co go zdecydowanie wyróżnia. Od samego początku był zdeterminowany, żeby pracować w F1 i w taki sposób pokierował swoją edukacją i karierą. To jest świetny przykład dla innych w jaki sposób można spełnić marzenia.
Oczywiście dla zespołu F1 istotne są inne kwestie. Najważniejsze było to, że Cadillac potrzebował osoby o wielkiej wiedzy i doświadczeniu technicznym, a Marcin niewątpliwie to ma. Zaczynał jako specjalista od aerodynamiki, jako inżynier. Dopiero później stał się menedżerem, szefem, osobą zarządzającą. Kolejna rzecz to zdolności przywódcze i komunikacyjne. Możemy tutaj czytać między wierszami, że tego brakowało poprzedniemu szefowi i dlatego sięgnięto po Marcina.
Poruszenie w padoku F1. Dawny rywal Kubicy może zmienić zespół
Nasz rodak ma także ogromne doświadczenie w różnych zespołach.
- Zdecydowanie. Na początku pracował w małej ekipie Prost. Później pracował w zespole, który w zasadzie wygrywał co weekend. Marcin wspominał, że jak zajmowali drugie miejsce, to koledzy z pracy ogóle się nie cieszyli, ponieważ nie zadowalało ich samo podium. Oczywiście mowa o Ferrari i to jeszcze za czasów dominacji Michaela Schumachera. Potem był McLaren, gdzie współtworzył dział aerodynamiki, zarządzał rozwojem całego samochodu. Była też FIA, gdzie od drugiej strony przyglądał się funkcjonowaniu tego sportu, pracował nad kształtem Formuły 1, nad regulaminami, nad relacjami z zespołami.
Wreszcie przyszedł rozdział związany z Renault i Alpine. Była to już funkcja menedżerska, zarządzająca. Marcin był dyrektorem wykonawczym, potem szefem zespołu, choć oficjalnie nie miał tego tytułu. Zarządzał całym zespołem, wciąż zdobywając przydatne teraz doświadczenie. Ekipa produkowała własne silniki, ale w fabryce we Francji, natomiast główna baza - tam, gdzie budowano samochód - jest w Wielkiej Brytanii. To w kontekście Cadillaca też ma znaczenie, bo oni szykują swój silnik, który ma zadebiutować w 2029 roku. Fabryka silnikowa jest w USA, a podstawowa siedziba zespołu w Wielkiej Brytanii. Wiedza na temat łączenia różnych aspektów też jest bardzo przydatna w tym przypadku.
O Polaku zrobiło się głośno na całym świecie. Amerykanie wywołali poruszenie
Chyba zgodzi się pan, że ogłoszenie związane z Marcinem Budkowskim i jego dołączeniem do Cadillaca było jednym z ważniejszych wydarzeń dla polskiego motorsportu?
- Na pewno był to wielki dzień. Czy największy? Nie podejmuję się takiej oceny, mam tylko nadzieję, że w przyszłości będziemy jeszcze świadkami podobnych sytuacji. Poruszając ten temat warto także pamiętać o ścieżce edukacyjnej Marcina. Od piątego roku życia mieszkał we Francji, w Paryżu. Tam miał możliwości, żeby realizować swoją pasję, zdobywać doświadczenie, wykształcenie. Uczył się w elitarnych międzynarodowych szkołach. I to jest ścieżka, którą trzeba niestety wybrać, żeby się na ten szczyt dostać. Marcin oczywiście jest Polakiem, mówi w naszym języku i to jest dla nas ogromny powód do dumy.
Kibice już zaczynają nieśmiało marzyć o polskich młodych kierowcach w programie juniorskim Cadillaca. To rzeczywiście możliwe?
- To tak nie działa. Oczywiście bardzo byśmy chcieli widzieć polskich juniorów w programach juniorskich w zasadzie każdego możliwego zespołu, nie tylko Cadillaca. Ale to nie jest tak, że ktoś zostaje szefem zespołu i od razu wyznacza czy mianuje, że ten i ten będą u nas teraz juniorami albo będą u nas startować. Na to sobie trzeba zapracować wynikami, talentem, rozwojem całej dotychczasowej kariery. Oczywiście trzeba mieć też budżet, a z tym wiemy, że niestety polscy kierowcy mają duże problemy i samym talentem nie są w stanie tego nadrobić.
Póki co Cadillac zamyka klasyfikację konstruktorów. Sądzi pan, że ta ekipa spróbuje jeszcze namieszać w pojedynczych rundach czy skupi się już głównie na kolejnym roku?
- To jest właśnie pytanie, na które Marcin musi w pierwszej kolejności odpowiedzieć. Zespół dopiero w tym roku zadebiutował w Formule 1. Sam początek przewyższył oczekiwania, zwłaszcza w zestawieniu z debiutami innych zespołów. Bywało z nimi różnie, niektóre traciły na starcie bardzo dużo jeżeli chodzi o samo tempo, w ogóle nie były przygotowane do pierwszych testów czy nawet wyścigów. Owszem, Cadillac ma zero punktów w klasyfikacji, ale Aston Martin, który ma ogromne zaplecze, równie duże ambicje, zgromadził na razie zaledwie o jeden punkt więcej.
Debiut Cadillaca nie jest więc rozczarowaniem. Natomiast na późniejszym etapie zabrakło rozpędu. Weszli dobrze, okazało się, że tempo jest w miarę przyzwoite. Tak jak wspominałem, niby zamykają stawkę, ale nie mają ogromnej straty do rywali przed nimi. To jest ważne i to jest duży plus. Niestety potem pojawiły się różne rzeczy typu awarie, powtarzały się problemy z tymi samymi komponentami. To też pokazuje, że rozwój nie był odpowiednio prowadzony i to na pewno przyczyniło się do zmiany na stanowisku szefa zespołu.
Formuła 1 w Polsce? Jest chętny na organizację. Szereg wyzwań
Swoje robią też bardzo ważne w F1 pieniądze.
- Trzeba podjąć teraz strategiczne decyzje ze względu na limity wydatków związane z pracami rozwojowymi nad samochodem. Trzeba to wszystko dokładnie przeanalizować i ocenić, co jest się w stanie krótkoterminowo zyskać takim niewielkim wysiłkiem, jak to Marcin podczas pierwszej wideokonferencji z mediami określił. Po angielsku się mówi "nisko wiszące owoce", czyli coś, po co łatwo można sięgnąć i zyskać na tym.
W kontekście długofalowego rozwoju trzeba wziąć pod uwagę ograniczenia budżetowe, możliwości samej fabryki, możliwości projektowe. I dobrać ten moment, w którym większość wysiłków przekierowujemy na kolejny sezon, na przyszłoroczny samochód. Ale to jest dylemat, przed którym staje w zasadzie każdy zespół. Jeżeli o coś walczymy, to trudniej jest taką decyzję podjąć. Bo jeżeli walczymy o tytuł albo pozycję w klasyfikacji konstruktorów, która przekłada się na zyski finansowe, to trudniej jest rezygnować z rozwoju w tym akurat sezonie.
Rozwój jest bardzo szybki, bo konstrukcje są po sporych zmianach regulaminowych. Nawet pozornie niewielki nakład sił może przynieść rozwiązanie, które przełoży się na konkretne zyski w postaci poprawy osiągów na torze.
Marcina Budkowskiego od samego początku czeka więc wymagające wyzwanie.
- Nie zazdroszczę mu takich dylematów, ale jest na tyle doświadczonym człowiekiem, który też ma dobre wyczucie, że bez problemu sobie z tym poradzi. Tak naprawdę ważne są też oczekiwania stawiane przed nim przez zespół. O tym też Marcin mówił na spotkaniu. W Cadillacu ucieszyło go to, że pracuje z zarządem, który rozumie motorsport. Wie na czym polegają wyścigi i nie stawia celów znikąd.
Oczywiście będzie presja, są cele do osiągnięcia, ale są to cele realistyczne, dobierane przez osoby, które wiedzą, co jest realne w świecie motorsportu, a co nie. To jest chyba dość wyraźne odniesienie do jego pracy w Alpine, gdzie zarząd nie rozumiał świata wyścigów i nie zdawał sobie sprawy z tego, jak duże jest to wyzwanie. Po prostu stawiał cele, które okazywały się niemożliwe do osiągnięcia nawet w nie za rok czy dwa lata, ale za pięć sezonów.





![US Open: O której finał Sabalenka - Rybakina? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000NA4VG45CBL3KN-C401.webp)


![La Liga: Real Madryt - Rayo. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9RN83FXFCF5F-C401.webp)

![Ekstraklasa: Górnik - Lech. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9LZN1M2EU68L-C401.webp)
