18-latek zadebiutuje w F1. Będzie ścigał się... bez prawa jazdy
W tym sezonie Formuły 1 na torze zaprezentuje się jedynie jeden debiutant - Arvid Lindblad dołączy do ekipy Racing Bulls u boku Liama Lawsona. Co ciekawe, młody Brytyjczyk będzie ścigał się z najszybszymi kierowcami świata i walczył o mistrzostwo... bez zdanego egzaminu na prawo jazdy.

Arvid Lindblad to jedno z najgłośniejszych nazwisk młodego pokolenia w świecie sportów motorowych. 18-letni Brytyjczyk szwedzkiego pochodzenia od kilku lat uchodzi za ogromny talent, a w strukturach Red Bulla znajduje się już od 2021 roku jako członek programu juniorskiego. Lindblad systematycznie przechodził kolejne szczeble kariery, zbierając doświadczenie w seriach juniorskich i zwracając na siebie uwagę solidnymi, choć nie zawsze spektakularnymi wynikami. W swoim jedynym sezonie w Formule 2 zajął szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, odnosząc jedno zwycięstwo w wyścigach głównych. Choć nie zdominował stawki, jego regularność i dojrzałość za kierownicą zrobiły wrażenie na decydentach.
To właśnie one otworzyły mu drzwi do najwyższej klasy wyścigowej. W tym roku 18-latek awansuje do Formuły 1 i zadebiutuje w barwach Racing Bulls, czyli zespołu będącego bezpośrednim zapleczem Red Bulla. Podpisanie kontraktu z ekipą z Faenzy jest wyraźnym sygnałem, że wiąże ona z Lindbladem duże nadzieje. Skala zaufania jest ogromna, bo awans do F1 nastąpił bardzo szybko, a kierownictwo zespołu nie miało wątpliwości, by postawić na tak młodego kierowcę. Decyzja ta pokazuje, że w Red Bullu liczy się przede wszystkim potencjał na przyszłość.
Arvid Lindblad szykuje się na debiut w F1. Brytyjczyk nie ma jeszcze prawa jazdy, a będzie ścigał się z najszybszymi kierowcami świata
Największe zdziwienie budzi jednak fakt, że Arvid Lindblad będzie walczył o mistrzostwo świata Formuły 1, choć… nie ma nawet prawa jazdy. Brytyjsko-szwedzki kierowca otrzymał od FIA specjalne zezwolenie i superlicencję, mimo że nie spełnia standardowego wymogu posiadania prawa jazdy. Światowa federacja uzasadniła swoją decyzję "wyjątkowymi osiągnięciami" w Formule 2, choć w padoku F1 nie brakuje głosów krytycznych wobec tej oceny.
Red Bull pozostaje jednak niewzruszony, wierząc w rozwój swojego podopiecznego. Co ciekawe, nie jest to pierwszy taki przypadek w imperium Red Bulla. Podobną drogę przeszedł Max Verstappen, który również debiutował w Formule 1 bez prawa jazdy. Holender szybko zaaklimatyzował się w stawce i od tamtej pory aż czterokrotnie sięgał po mistrzostwo świata, Czy historia znów zatoczy koło, tym razem przynosząc szczęście Lindbladowi? Odpowiedź poznamy już w nadchodzącym sezonie.











