Nieoficjalnie było wiadomo, że piłkarze mają pojawić się na meczu z Francją. Spotkanie się rozpoczęło, a najlepsze miejsca tuż przy parkiecie były puste. Jednak kilka minut po rozpoczęciu meczu Robert Lewandowski, Piotr Zieliński i spółka w końcu pojawili się w Spodku.
W przerwie spotkania Lewandowski został poproszony przez Piotra "Grabo" Grabowskiego, by stanął pod koszem i przytrzymał piłkę. Znany dunker skoczył nad kapitanem Polaków i wsadził ją do kosza. Po meczu koszykarze, piłkarze i wicemistrz olimpijski w siatkówce Tomasz Fornal zrobili wspólne zdjęcie i rozmawiali o meczu.
- Chwilę pogadałem z Lewandowskim. Oni też mają przed sobą duże wyzwania [eliminacje mistrzostw świata - przyp. red.] i cieszę się, że zainteresowali się koszykówką. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz piłkarze byli na naszym meczu. Na pewno dziękujemy im za wsparcie i też trzymamy za nich kciuki - mówił Mateusz Ponitka, kapitan Polaków.
Kamil Łączyński, rozgrywający Polaków w takich wizytach upatruje szansy na popularyzację koszykówki. - Zawsze miło, jak kadry narodowe kibicują sobie nawzajem. Jesteśmy sportowcami, wiemy, z czym oni się zmagają, a oni wiedzą, z czym my - uważa Łączyński. - Cieszę się, że byli piłkarze, ale także wicemistrz olimpijski Tomek Fornal. Doceniamy to, że przyciągamy influencerów i celebrytów. Chodzi o to, by koszykówka była bardziej popularna. Jak będą takie gwiazdy się pojawiać, to zwykły kibic też przyjdzie.
36-letni Łączyński przypomniał o mało znanej sprawie. Z rok starszym Lewandowskim chodził do tej samej szkoły - 62 Liceum Ogólnokształcące Mistrzostwa Sportowego im. gen. Andersa w Warszawie. - Pogadaliśmy trochę, powiedziałem, żeby rzucił mi piłkę, a ja ją zgasiłem nogą. Chciałem trochę rozluźnić atmosferę - uśmiechał się Łączyński.












