Triple-double Ponitki wstrząsnęło Europą. Tak Polska awansowała do półfinału Eurobasketu
Niepokonana Turcja kontra Polska - bukmacherzy nie mieli i nie mają wątpliwości, która z tych drużyn powinna znaleźć się w półfinale Eurobasketu. Tak samo nie mieli jednak trzy lata temu, gdy w Berlinie doszło do starcia "Biało-Czerwonych" z wielką Słowenią, prowadzoną przez genialnego Lukę Dončicia. A Mateusz Ponitka, wciąż lider naszej drużyny, przyćmił gwiazdę NBA, doprowadził do szoku koszykarską Europę. W ramach zapowiedzi meczu z Turcją przypominamy, jak do tego doszło.

Sześć meczów i sześć zwycięstw - to bilans Turków w tegorocznym Eurobaskecie. Niepokonani, gromiący kolejnych rywali, dopiero mocna Serbia stawiła opór w ostatnim meczu grupowym, który nie decydował już o awansie. Mistrzostwa Europy to jednak impreza długa, słabszy mecz w końcu musi się zdarzyć.
Już w 1/8 finału Turcja miała drobne problemy w starciu ze Szwecją, na 2,5 minuty przed końcem był remis, na 27 sekund przed syreną obie drużyny dzielił jeden kosz. Shane Larkin załatwił jednak sprawę.
A po drugiej stronie Polska, choć wyżej notowana w światowym rankingu FIBA, to tu przystępująca do boju jako "underdog". Czyli ten w teorii pozbawiony szans. Ograny przez Francję i Belgię w fazie grupowej, bez gwiazd pokroju Alperena Şengüna z Houston Rockets, wybieranego do NBA All-Stars.
Ale też jednocześnie potrafiący zaskoczyć tych najlepszych - zespołowością, wolą walki. No i osobą Mateusza Ponitki, który w takich bojach potrafi się przeobrażać w zawodnika klasy światowej.
Koszykówka. Pół wieku zmarnowanych szans polskiej reprezentacji. Zawsze w cieniu siatkarzy
Od ponad pół wieku męska koszykówka jest w cieniu siatkówki, a przecież jeszcze do końca lat 60. było zupełnie inaczej. To panowie rzucający do kosza brylowali w Europie, przywozili medale z mistrzostw kontynentu. Później wszystko się zmieniło, koszykówki nie poniosła fala popularności ligi NBA w latach 90., gdy młodzież siedziała po nocach, oglądając transmisje z Jordanem, Pippenem, Birdem, Malonem czy "Magiciem" Johnsonem.
Aż przyszedł przełom lat 2018/2019, gdy w decydującej fazie eliminacji - kosztem zwłaszcza Chorwacji - "Biało-Czerwonym" udało się awansować do finałów mistrzostw świata, pierwszy raz od ponad 50 lat. Co prawda powiększonych z 24 do 32 drużyn, ale jednak. A tam wywalczyć ósme miejsce, ograć Rosjan, a w ćwierćfinale postraszyć wielką Hiszpanię, bo przecież w 35. minucie obie drużyny dzieliły cztery punkty.

No i wreszcie Eurobasket w 2022 roku, który obudził nadzieje polskich kibiców na lepszą przyszłość.
Formuła poprzednich mistrzostw Europy była już taka sama jak teraz: faza grupowa w kilku miastach, później faza pucharowa już w jednym miejscu. "Biało-Czerwoni" rywalizowali w O2 Arenie w Pradze - na dzień dobry ograli Czechów, później jednak zdarzył się pogrom od Finlandii (59:89), a na końcu bolesna porażka z Serbią (69:96). Z drugiego miejsca udało się jednak awansować do 1/8 finału, a w nim - pokonać już w Berlinie Ukrainę 94:86.
I tak "Biało-Czerwoni" znaleźli się w najlepszej ósemce, jak i teraz. A na drodze do sensacyjnego półfinału stanęła broniąca tytułu Słowenia, z gwiazdą Dallas Mavericks - Luką Dončiciem.
Mecz w Mercedes-Benz Arenie w Berlinie był widowiskiem wybitnym, wielu kibiców w polskich domach przed ekranami mogło umawiać wizyty u kardiologów.
Polacy bowiem rozegrali bardzo dobrą pierwszą kwartę, kosmiczną wręcz drugą. Dončić trafił za trzy tuż przed syreną, ale na tablicy było wtedy 58:39 dla naszych. A przewaga momentami mieli 23 punkty przewagi.

A po przerwie wszystko się posypało. Można powiedzieć nawet, że wróciło do normy. Bo przecież taką normą miała być wygrana Słowenii z drużyną pozbawioną gwiazd nie tyle z NBA, ile nawet z Euroligi. Trzecią kwartę Słoweńcy wygrali 24:6, w czwartej prowadzili 73:68, piąty faul popełnił Aleksander Balcerowski. I wtedy Polska pokazała, że z takiej sytuacji też można wyjść.
Głównie za sprawą AJ Slaughtera i Mateusza Ponitki. A zwłaszcza tego drugiego, grającego życiowe zawody. To on w kluczowych momentach posyłał trójki, przy taktycznych faulach trafiał z wolnych. Polacy wygrali 90:87, Ponitka zakończył mecz z dorobkiem 26 punktów, 16 zbiórek i 10 asyst. Triple-double na tym poziomie! Całkowicie przyćmił Dončicia (14 pkt, 11 zbiórek).
Dziś ta piękna historia może się powtórzyć. Wtedy Słowenia miała w dorobku jedną porażkę z fazy grupowej, Turcja jest teraz niepokonana. Ale Polska wciąż potrafi wznosić się na wyżyny, co pokazało pierwsze spotkanie tego turnieju w Spodku. Rywalem zaś była... Słowenia.
Początek spotkania w Rydze o godz. 16, tekstowa relacja "na żywo" w Interii Sport.














