Po pełnym emocji spotkaniu Polaków z Francuzami, aż trzy ekipy z katowickiej grupy "D" zrównały się ze sobą punktami - wspomniane wyżej Francja oraz Polska, a także Izrael. 4 września był zatem kluczowym dniem dla każdej z nich, bowiem wyniki ostatnich spotkań fazy grupowej zdecydować miały o ostatecznym ułożeniu tabeli, co jest kluczowe w fazie pucharowej tegorocznego EuroBasketu.
Jako pierwsi do meczu przystąpili Francuzi, którym przyszło zmierzyć się z drużyną Islandii. Wyspiarze co prawda nie liczą się już w walce o awans i występny w Rydze, lecz po serii porażek z pewnością chcieli zakończyć katowicką część rywalizację z honorowym zwycięstwem. Nie było to jednak proste, bowiem na zakończenie turnieju przyszło im się zmierzyć z faworytem do zdobycia medalu na tegorocznych koszykarskich ME.
Francuzi potwierdzili swoje aspiracje. To był prawdziwy nokaut
Wicemistrzowie Europy weszli w mecz znakomicie. Pod koszem zdominowali przeciwników, co jest dość zaskakujące, szególnie biorąc pod uwagę, iż w składzie Islandii gra najlepszy zbierający tej fazy turnieju - Tryggvi Hlinason. W pierwszych minutach rywalizację z islandzkim środkowym wygrał jednak Mouhammadou Jaiteh, który w nieco ponad 3 minuty zdobył dla swojej drużyny 8 punktów. Islandczycy mieli natomiast spory problem ze wstrzeleniem się do kosza. Przepaść między zespołami powiększała się z minuty na minutę, aż w końcu wyniosła 36:9 na korzyść "Trójkolorowych".
W drugiej kwarcie Islandczycy rozpoczęli pogoń za swoimi oponentami. "Trójkolorowi" byli jednak w wybitniej dyspozycji rzutowej, zarówno z wnętrza łuku, jak i z linii rzutów za 3 punkty. Grad prób "palących siatkę" nie ustawał i mimo kilku zrywów wyspiarzy wynik rywalizacji dobitnie udowadniał ich niemoc w starciu z wicemistrzami Europy. Schodzący do szatni Islandczycy przegrywali bowiem aż 34:66. W szeregach "Trójkolorowych" nie było tego dnia wyraźnego lidera. 10 punktów uzbierali na swoim koncie wspomniany wcześniej Mouhammadou Jaiteh oraz Elie Okobo. 9 "oczek" zdobył Zaccharie Risacher, natomiast po 8 punktów dołożyli Guerschon Yabusele i Jaylen Hoard. Francuzi trafili w tej połowie łącznie 25 z 37 prób rzutowych (68%), podczas gdy Islandczycy zaledwie 11 z 38 rzutów (29%).
Z początkiem drugiej połowy sytuacja na parkiecie nie uległa zmianie. Francuzi nie pozostawiali rywalom pola do swobodnej gry, jednocześnie samemu wciąż podporządkowując mecz pod własne dyktando. Problemy w zbieraniu piłek spod własnego kosza tylko pogarszały i tak tragiczną sytuację wyspiarzy. Wisienką na torcie był "alley opp" do Bilala Coulibaly'ego, którego autorem był Nadir Hifi. Efektowna akcja Francuzów sprawiła, iż na zakończenie trzeciej kwarty ich przewaga wynosiła już 44 punkty.
Mimo druzgocącej dominacji rywali Islandczycy wyszli na ostatnią część spotkania z chęcią zredukowania końcowego "wymiaru kary". Liderzy "Trójkolorowych" odpoczywali przez większą część tej kwarty, co dało wyspiarzom nieco więcej swobody na parkiecie. Niestety już po niecałych 3 minutach gry Islandczycy dobijali do limitu fauli drużyny. Bardzo szybko ów limit przekroczyli, co tylko ułatwiło Francuzom zdobywanie kolejnych punktów. Na nieco ponad 5 minut do końca decydującej kwarty ich wynik przekroczył 100 "oczek", podczas gdy u Islandczyków dobijał dopiero do 60 punktów. O wszechstronności składu wicemistrzów Europy najlepiej świadczy fakt, iż 8 zawodników tej nacji osiągnęło w tym spotkaniu dwucyfrową zdobycz punktową. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego deklasacja stała się faktem, co nie jest dobrą informacją dla Polaków, którzy z racji na sytuację w grupie z pewnością mocno liczyli na potknięcie "Trójkolorowych".
Francja 114:74 Islandia (36:9, 30:25, 24:12, 24:28)











![US Open: O której finał Sabalenka - Rybakina? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000NA4VG45CBL3KN-C401.webp)

