Loyd nieco ponad miesiąc temu otrzymał polski paszport. Na wniosek polskiego Związku Koszykówki prezydent Andrzej Duda, otwiera się w nowym oknie podpisał wniosek o nadanie obywatelstwa. Przepisy FIBA pozwalają na to, by w reprezentacjach grał jeden naturalizowany zawodnik. Zwykle jest to Amerykanin, bo tam jest najwięcej koszykarskich talentów.
Kto i jak namówił Loyda wciąż nie wiadomo, za to zawodnik okazał się strzałem w dziesiątkę. Ojców sukcesów zwykle jest wielu, ale w tym przypadku nikt nie wypina piersi po ordery. Na pewno maczali w tym palce Mateusz Ponitka, trener Igor Milicić, obecny i poprzedni prezes Polskiego Związku Koszykówki.
Najważniejsze, że jednak się udało. Trudno bowiem wyobrazić sobie reprezentację Polski na Eurobaskecie bez Loyda. W każdym meczu był najlepszym strzelcem, a średnio zdobywa 25,8 punktu na mecz. Do tego na nim koncentrują się obrońcy. Francuzi wychodzili z siebie, by go powstrzymać. Amerykanin walczył i z boiska schodził, lekko utykając.
- To są niesamowite wysiłki. Cztery mecze rozegraliśmy teoretycznie w sześć dni. Widzieliście, jak obrona siedziała na Loydzie. I granie dzień w dzień przeciwko takiej defensywie naprawdę odbija się na zawodnikach. Jordan dostał mocno w kość. W trakcie meczu jeszcze tego się nie czuje, ale już jak adrenalina zejdzie, to ciało jest obolałe- mówił trener Milicić.
Jak się okazuje, Loyd nie tylko świetnie spisuje się na boisku, ale także w szatni i na co dzień szybko znalazł wspólny język z zespołem. Opowiada o tym Ponitka. Kapitan reprezentacji Polski poznał się z Loydem w 2021 roku, kiedy Amerykanin dołączył do Zenitu Sankt Petersburg, w którym był już Polak.
- Właściwie od razu złapaliśmy wspólny język. Oboje się od siebie dużo nauczyliśmy, a do tego w tamtym sezonie mieliśmy świetnego trenera, który nam dużo pomógł i poustawiał nas w odpowiednich pozycjach. Dzięki temu byliśmy najlepszymi wersjami siebie na boisku. Byłem kapitanem tego zespołu i organizowaliśmy dużo wspólnych wypadów rodzinnych. Staraliśmy się budować atmosferę pozaboiskową, tak jak robimy to również w reprezentacji. Zaufanie między sobą na boisku jest mega ważne i jeżeli nie znam kolegi, który siedzi obok mnie, nie wiem, czym zajmuje się jego rodzina i jak się czuje danego dnia, to ciężko jest, by to się przekładało na boisko. Z Jordanem znamy się od pięciu lat, utrzymywaliśmy kontakt, widzieliśmy się wielokrotnie na poziomie Euroligowym, graliśmy przeciwko sobie, jedliśmy wspólne posiłki, jak tylko była możliwość.
Kiedy pojawiła się szansa, żeby pomóc Jordanowi w dostaniu paszportu i w angażu w kadrze, to jak najbardziej byłem otwarty na to, żeby zachęcić go do przyjazdu.
Zapytany o szybką aklimatyzację Loyda w kadrze odpowiada:
- Na tym polega selekcja. Jordana jest otwarty i przyjemny w kontakcie z ludźmi, zresztą chyba też jako dziennikarze to zauważyliście. Jest mega otwarty i sam lubi pożartować. Wiadomo było, że to osoba, która będzie w stanie wkomponować się w zespół. Druga sprawa jest taka, że mamy grupę chłopaków, wśród których nie ma złych charakterów. Każdy chce pomóc drużynie, mamy świadomość, jaką jakość ma Jordan i wiemy, że im szybciej odnajdzie się w strukturach zespołu, tym nam będzie wszystkim łatwiej i szybciej przyjdą wyniki.
Na razie trwają mistrzostwa Europy, ale warto już wychodzić w przyszłość i myśleć, by Loyd nadal reprezentował Polskę.
- Myślę, że wszyscy musimy o to zadbać, nie tylko ja, czy trener, federacja, ale też kibice, którzy świetnie go przywitali w Spodku. On jest pod wielkim wrażeniem atmosfery. Wy, dziennikarze też możecie go namawiać. Ja myślę, że to jest nasza wspólna praca, abyśmy mogli tworzyć kolektyw i chodzi mi o całe środowisko. Musi się zjednoczyć, żebyśmy mogli razem iść do przodu.












