Spodek nie dowierzał. Doncić przeszedł do historii ME. Gwiazdor powtórzył wyczyn Mateusza Ponitki
Stawiani w gronie faworytów do triumfu Słoweńcy póki co aż dwukrotnie musieli przełknąć gorycz porażki. Doncić i spółka byli zdesperowani, aby udowodnić, że nie przybyli do kraju nad Wisłą w roli chłopców do bicia. Okazja do przerwania złej passy nadarzyła się 31 sierpnia, kiedy to podopieczni trenera Sekulicia zmierzyli się z Belgami. Dzięki historycznemu występowi lidera Słoweńcy w końcu mogli cieszyć się z pierwszego triumfu w grupie "D".

To miał być ich turniej. Słoweńcy przyjechali do kraju nad Wisłą, aby potwierdzić status jednej z czołowych reprezentacji świata. Chcieli się również zrewanżować Polakom za wydarzenia, które miały miejsce podczas poprzedniej edycji mistrzostw Europy, kiedy to "Biało-czerwoni" sensacyjnie wyeliminowali ich w ćwierćfinale imprezy.
Historia lubi jednak zataczać koło, czego najlepszym dowodem jest to, co wydarzyło się w powtórnym starciu Polski ze Słowenią. Luka Doncić dwoił się i troił, aby poskromić "Biało-czerwonych" na ich własnej ziemi. Ta sztuka nie udała mu się, a jednym ze sprawców ogromnej niespodzianki w katowickim "Spodku" był fenomenalnie grający tego dnia Jordan Loyd.
Słoweńskie media nie pozostawiły na swoich reprezentantach suchej nitki, określając ich nawet mianem "żałośnie słabych". Doncić i spółka mieli szansę na rehabilitację już dwa dni później, kiedy to przyszło im się spotkać z Francuzami. Zadanie nie było proste, jednak w pewnym momencie wydawało się, że będą oni mogli pochwalić się wygraną z faworytami grupy "D". Ostatecznie, po dość burzliwej końcówce, lepsi okazali się jednak "Trójkolorowi". To postawiło Słoweńców w bardzo nieciekawej sytuacji, a ich jedyną nadzieją był rozgrywany dzień później mecz z Belgami.
Doncić zapisał się w historii ME. Podobnym wyczynem może pochwalić się Ponitka
Luka Doncić zdecydowanie nie błyszczał w pierwszych minutach tego starcia. Dwa spudłowane rzuty osobiste, a także kilka niecelnych prób z półdystansu sprawiły, że na trybunach zapanowała nie lada konsternacja. W końcu jednak zablokowana "strzelba" Słowenii zaczęła łapać rytm, kończąc pierwszą kwartę z dorobkiem 7 punktów. Dzięki temu podopieczni trenera Sekulicia schodzili na przerwę z wynikiem 16:10.
W drugiej kwarcie przewaga Słoweńców utrzymywała się na bezpiecznym poziomie, choć nie potrafili oni w dalszym ciągu wyraźnie zaznaczyć swojej dominacji nad rywalami. Belgowie skutecznie dotrzymywali im kroku, zdając sobie sprawę z wagi spotkania. Ewentualna wygrana mogła bowiem kompletnie podciąć skrzydła ekipie Doncicia. Supergwiazdor w dalszym ciągu nie olśniewał skutecznością, lecz mimo tego linijka statystyczna przy jego nazwisku rosła z minuty na minutę. Ostatecznie dorobek punktowy gracza Los Angeles Lakers w pierwszej połowie spotkania zatrzymał się na 19 "oczkach". Poza nim żaden inny gracz nie przekroczył dwucyfrowej liczby punktów, choć blisko był grający po przeciwnej stronie parkietu Hans Vanwijn (8 pkt). To przełożyło się także na wynik, który w połowie spotkania wyniósł 43:31 dla Słowenii.
W drugą część meczu Doncić wszedł już znacznie lepiej, zaliczając udany rzut w pierwszej akcji. Belgowie mieli skrajnie odmienny start, gdyż po powrocie na kort długo nie mogli powrócić na właściwe tory. Ożywienie po ich stronie nastąpiło dopiero w okolicy czwartej minuty tej kwarty, na co Sekulić zareagował prośbą o przerwę w grze. Belgowie wciąż nie mieli odpowiedzi na coraz śmielej zbliżającego się do zdobycia triple-double Doncicia, który pod koniec trzeciej kwarty popisał się efektowną akcją - "alley oopem" do Luki Scuki, który wprawił kibiców w ekstazę, kończąc to zagranie "z góry".
W decydującą część tego spotkania Belgowie wchodzili ze stratą aż 16 punktów do rywali. Przez chwilę wprawieni w euforię Słoweńcy zadrżeli z niepokoju, kiedy po jednej z akcji na parkiet padł Aleksej Nikolić. Rozgrywający zdołał jednak opuścić plac gry o własnych siłach. Później wydarzyło się natomiast coś, co na kolejne lata zapisze się w historii EuroBasketu. Luka Doncić dopiął swego i jako dopiero piąty zawodnik w historii imprezy zanotował linijkę statystyczną na poziomie triple-double (26 punktów, 10 zbiórek, 11 asyst). Ostatni raz takim wyczynem mógł poszczycić się Mateusz Ponitka, kiedy to... gromił Doncicia i spółkę w ćwierćfinale ME w 2022 roku. Wiekopomny występ gwiazdora Słoweńców był idealnym zwieńczeniem pierwszego zwycięstwa tej nacji podczas tegorocznej fazy grupowej EuroBasketu.
Słowenia 86:69 Belgia (16:10, 27:21, 21:17 22:21)












