Sensacja na godziny przed meczem Polaków. Faworyt mistrzostw Europy na kolanach
Czy posiadanie w składzie jednego z najlepszych graczy NBA to gwarancja sukcesu? W opinii wielu komentatorów jak najbardziej. Nie ma się więc co dziwić, że Serbowie, prowadzeni przez Nikolę Jokicia, byli ochoczo typowani jako faworyci do walki o złoto imprezy. W 1/8 finału trafili oni na Finów, którym nie dawano zbytnich szans na awans do dalszej fazy ME. Polacy zdążyli się jednak przekonać o potędze Markkanena i spółki, a ta potwierdziła się również 6 września w starciu ze wspomnianymi Serbami.

Coraz częściej koszykarze z krajów bałkańskich wyrastają na niekwestionowanych dominatorów tej dyscypliny. Tak był w przypadku pochodzącego ze Słowenii Luki Doncicia, który swego czasu nazywany był "Złotym Dzieckiem" koszykówki, co gwiazdor potwierdził zresztą podczas trwających obecnie ME.
Lider niedawnych rywali Polaków nie może się jednak pochwalić zdobyciem jednej z najbardziej pożądanych nagród w świecie tego sportu - statuetki najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego NBA. To wyróżnienie definiuje osiągnięcia danego gracza na przestrzeni długiego i morderczego sezonu amerykańskiej ligi koszykarskiej. Aż trzy tego typu wyróżnienia posiada natomiast inny przedstawiciel bałkańskiej szkoły koszykówki - Nikola Jokić. To właśnie z nim w składzie Serbowie przystąpili do walki na tegorocznym EuroBaskecie, która do tej pory układała się dla nich całkiem pomyślnie.
W starciach grupowych Serbowie zaliczyli tylko jedną porażkę (90:95 z Turkami), co pozwoliło im przystąpić do fazy play-off z 2. miejsca. To oznaczało, że w 1/8 finałów zagrali z Finlandią, prowadzoną przez innego z gwiazdorów NBA - Lauriego Markkanena. Ekipa ta kilka dni wcześniej została mocno poturbowana przez Niemców (61:91), dlatego też mało kto wróżył im możliwość postawienia się faworytom do zgarnięcia złota ME. Polacy jednak dobrze wiedzieli, że Finów nie należy w żadnym wypadku lekceważyć, co zresztą potwierdziło się w starciu z 6 września.
Jokić dwoił się i troił, aby pokonać Finów. Ostatecznie padł jednak na kolana
Już pierwsze minuty starcia Serbów z Finami zapowiadały, iż nie będzie to gra do jednego kosza. Markkanen i jego rodacy świetnie weszli w mecz. W początkowej fazie meczu mogli cieszyć się dość niespodziewanym prowadzeniem 16:5. Serbowie szybko jednak otrząsnęli się z pierwszego szoku, redukując przewagę rywali do raptem 4 "oczek". Kilkupunktowe prowadzenie Serbowie osiągnęli natomiast dopiero przed przerwą, na którą to schodzili z korzystnym dla siebie wynikiem 48:44.
Gwiazdorzy z NBA skradli show w tym spotkaniu, o czym dobitnie świadczą linijki statystyczne Jokicia i Markkanena. Serb zanotował w tym spotkaniu: 33 punkty, 8 zbiórek oraz 3 asysty, natomiast lider Finów mógł się pochwalić zdobyciem: 29 punktów, 8 zbiórek oraz 3 asyst. Jokić otrzymał ogromne wsparcie od grającego na co dzień w Miami Heats Nikoli Jovicia, który dołożył do puli swojej reprezentacji aż 20 punktów. Był on jednak ostatnim z Serbów, który przekroczył dwucyfrową zdobycz punktową, kiedy to w szeregach "Susijengi" taka sztuka udała się łącznie aż czterem graczom.
Po pierwszym rzucie w decydującej kwarcie na tablicy widniał remis (68:68). Losy awansu do ćwierćfinału europejskiej imprezy miały się więc rozstrzygnąć w ostatnich 10 minutach pojedynku. Przez długi czas żadna z ekip nie potrafiła wypracować wyraźnej przewagi, co tylko podnosiło atrakcyjność widowiska. Na nieco ponad 4 minuty przed końcem wynik starcia Serbów z Finami wciąż był remisowy (77:77). Markkanen trafił wówczas rzut za 2 punkty, a chwilę później faulowany Jokić zdołał wykorzystać tylko jeden z dwóch przysługujących mu rzutów osobistych. Chwilę później serbski lider znów stanął na linii, jednak tym razem przestrzelił on obydwa rzuty wolne. To właśnie od tego czasu zaczęły się de facto problemy faworytów spotkania.
Na 2 minuty przed końcową syreną ważny rzut zza łuku oddał Elias Valtonen, co pozwoliło Finom odskoczyć na bezpieczną czteropunktową przewagę. Trener Serbów wziął czas, a po wznowieniu gry również zza łuku odpowiedział Nikola Jović. Valtonen nie zwalniał jednak tempa i w dwóch następnych posiadaniach dołożył do wyniku Finów kolejne 5 "oczek". Faulowany Markkanen również nie zawiódł, wykorzystując obydwie próby z linii rzutów wolnych. Tym samym, na 34 sekundy przed zakończeniem spotkania Finowie sensacyjnie prowadzili z Serbami wynikiem 89:81. Koszykarze z Bałkanów próbowali jeszcze nadgonić wynik, jednak przewaga rywali była zbyt wielka, a czasu stanowczo za mało. Tym samym typowani przez wielu do zdobycia złota tegorocznego EuroBasketu Serbowie sensacyjnie zakończyli swoją przygodę na 1/8 finałów ME.
Serbia 86:92 Finlandia (24:28, 24:16, 18:24: 20:24)












