Roztrwonili wielką przewagę - kolejny horror z udziałem Polaków. Doskonali biało-czerwoni
Tego nie spodziewali się chyba najwięksi optymiści wśród fanów koszykarskiej reprezentacji Polski. Po trzech meczach mistrzostw Europy biało-czerwoni mają komplet punktów, awans do fazy pucharowej i szanse na pierwsze miejsce w grupie. Do zwycięstwa nad Islandią Polaków poprowadzili Mateusz Ponitka i Jordan Loyd.

Polacy byli tak zmęczeni i poobijani, że trener Igor Milicić postanowił im odpuścić tradycyjny trening w dniu meczu. Na szczęście nie było urazów, które eliminowałyby kogoś z podstawowych zawodników. W kadrze brakowało jedynie narzekającego na problemy żołądkowe Aleksandra Dziewy. W spotkania z teoretycznie silniejszymi Słowenią i Izraelem włożyli maksymalny wysiłek.
Musieli się jednak pozbierać na mecz z Islandią, by nie zmarnować wypracowanego handicapu. I na pewno nie zlekceważyć rywala. Wygrać i właściwie zapewnić sobie drugie miejsce w grupie. A może nawet spróbować zająć pierwsze, bo okazało się, że Francja nie jest poza zasięgiem i przegrała wysoko z Izraelem. To dałoby łatwiejszego, przynajmniej na papierze, rywala w 1/8 finału.
Trener Milicić pierwszy raz zrobił zmianę w wyjściowej piątce. W miejsce Andrzeja Pluty pojawił się Kamil Łączyński. Polacy chcieli, podobnie jak w poprzednich meczach, zacząć od mocnego uderzenia. Zwykle robi to Mateusz Ponitka, ale pierwszego rzutu nie trafił, za to za chwilę wcelował z dystansu.
Przez dłuższą chwilę na boisku zapanował chaos. Pierwsi otrząsnęli się Polacy. Wybronili kilka piłek, Loyd rzucił pięć punktów, było 12:3 i trener Islandii poprosił o czas. I podziałało, a pomagali w tym sami Polacy. Pod koszem dwa razy piłki nie złapał Dominik Olejniczak, dwie straty zaliczył Loyd. A Islandczycy krok po kroku odrabiali straty. W efekcie po pierwszej kwarcie było tylko 19:16.
Biało-czerwoni trochę lepiej rozpoczęli drugą część. Po trafieniu Pluty było 25:18, ale znów zaczęli marnować okazje. W końcu wcelował z obwodu Pluta, jednak jego koledzy nie poszli za ciosem. Pchali się pod kosz i tracili piłkę. Takich błędów nie popełniał Hlinason i przewaga stopniała do dwóch punktów. Wtedy trener Milicić wziął czas.
Jego zawodnicy nie potrafili odskoczyć rywalom. Loyd nie trafiał jak w poprzednich meczach, Balcerowski uparcie próbował rzucać z obwodu i przewaga Polaków wciąż była niewielka. Dopiero w końcówce pierwszej połowy dwie dobre akcje Loyda pozwoliły odzyskać dziewięciopunktowy dystans.
Początek trzeciej kwarty był świetny. Trafienia Łączyńskiego, Loyda i było 45:32. Do zdobywania punktów włączył się też Ponitka. Po jego asyście do Balcerowskiego Polacy mieli już 16 punktów więcej. Kapitan reprezentacji wziął na siebie ciężar gry - blokował, zbierał, asystował i punktował. W 36. minucie było 56:42. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, tymczasem zaczęły mnożyć się błędy i przewaga błyskawicznie stopniała do ośmiu punktów.
Od początku czwartej części nadal Polacy mieli problemy z Islandczykami. Przewaga zmalała do siedmiu punktów (57:64) i trener Milicić wziął czas. Zupełnie nic to nie pomogło. Kolejne błędy Polaków, w tym m.in. fatalna gra Balcerowskiego sprawiły, że pięć minut przed końcem z przewagi zostały dwa punkty. A za chwilę to Islandia był bliżej wygranej. Polacy odzyskali prowadzenie, a po rzucie wolnym Pluty było 76:73. Do tego Loyd został sfaulowany przy rzucie za trzy, a Islandczyk jeszcze został ukarany przewinieniem technicznym. Amerykanin trafił trzy z czterech wolnych i było 79:73. Potem dołożył kolejne osobiste i to wystarczyło do wygranej.
Polska - Islandia 84:75 (19:16, 22:16, 20:19, 23:24)
Polska: Loyd 26, Ponitka 18, Sokołowski 3, Balcerowski 8, Łączyński 7 oraz Olejniczak 12, Pluta 6, Żołnierewicz 2, Gielo, Zapała, Michalak.












