Szkoleniowiec na gorąco ocenił spotkanie. - W pierwszej połowie znowu zagraliśmy dobrze w obronie, właśnie tak, jak chcieliśmy. W sparingu z nami we Włoszech Islandczycy 48 razy rzucali za trzy i wiedzieliśmy, że to jest ich broń. Próbowaliśmy to ograniczyć i nie pozwalać na łatwe pozycje. To też sprawiło, że otworzył się środek boiska. To jest ryzyko, które braliśmy pod uwagę - przyznaje trener Milicić. - Natomiast znowu było nerwowo. W pewnych sytuacjach sami pomagaliśmy rywalom.
Zostawialiśmy im za dużo miejsca, nie byliśmy tak blisko jak przy Donciciu czy Avdiji. Polacy prowadzili już 16 punktami, ale roztrwonili tę przewagę i rywale wygrywali. W końcówce jednak przechylili szalę na swoją stronę. - Zrobiliśmy korekty, zawodnicy się dostosowali i ostatecznie obroną w czwartej kwarcie wyciągnęliśmy wynik. Znowu pokazaliśmy wielki charakter i wróciliśmy do meczu - dodał Milicić.
I porównał piłkę nożną do koszykówki. - To nie jest sport, który przy wyniku 1:0 prowadzenie można po prostu utrzymać. W koszykówce gra idzie góra - dół i dwie akcje mogą odmienić całkowicie losy meczu- stwierdził Milicić. - U nas w każdym meczu są jakieś horrory. Jak nie w trzeciej kwarcie, to w drugiej, a najczęściej w końcówce. To jest normalna rzecz w dzisiejszej koszykówce, kiedy gra się szybko.
Po trzech wygranych Polacy są pewni awansu do fazy pucharowej, są liderem grupy, a porażka Francji pokazała, że nie jest to zespół poza zasięgiem. Czy pierwsze miejsce jest celem? - Gramy o to, żeby wygrywać. Takie jest nasze nastawienie, na każdy następny mecz - stwierdził Milicić.











