Kluczowy moment przed reprezentacją Polski. "Jest i spokój, i ekscytacja"
Reprezentacja Polski koszykarzy jest o krok, by co najmniej powtórzyć osiągnięcie z poprzednich mistrzostw Europy. Nie będzie łatwo, bo zmierzy się z niepokonaną Turcją (wtorek, godz. 16, relacja interia.pl), ale zwycięstwo da jej awans do najlepszej czwórki turnieju. - Nie jesteśmy faworytem, oni są pod presją, a my po cichutku będziemy robić swoje - obiecuje kapitan reprezentacji.

Celem minimum dla Polaków był awans do fazy pucharowej. Nie byli faworytem do wygrania grupy, ale spisali się trochę powyżej oczekiwań i zajęli w niej drugie miejsce. To dało teoretycznie łatwiejszego rywala w 1/8 finału - Bośnię i Hercegowinę. Nie było łatwo, jednak sporostali zadaniu.
W ćwierćfinale poprzeczka powędruje znacznie wyżej. Rywalem będzie Turcja, jedna z dwóch (obok Niemiec) niepokonanych drużyn podczas tegorocznego Eurobasketu. Zresztą te dwie drużyny mogą spotkać się dopiero w finale. Oznaczałoby, że dotarli do niego bez porażki.
Na drodze Turków staje niezbyt doceniana reprezentacja Polski. Trzy lata temu też była lekceważona, a właśnie w ćwierćfinale zwyciężyła Słowenią. W mistrzostwach Europy nie brakuje niespodzianek. Fazy grupowej nie przeszli obrońcy tytułu - Hiszpanie, w 1/8 finału odpali jeszcze aktualni wicemistrzowie Europy Francuzi, podobnie jak wydawało się pewniacy do medalu Serbowie na czele z Nikola Jokiciem. Nie ma już także gospodarzy finałów - Łotyszy.
- Zobaczymy, jak Turcy rozpoczną mecz. Spotkanie trwa 40 minut i można słabo wystartować, a dobrze zakończyć. To pokazał mecz z Bośnią. Ważne, by po pierwszej połowie być blisko rywala. Wtedy wszystko rozegra się po przerwie - mówi Mateusz Ponitka, kapitan reprezentacji.
Ponitka podkreśla, że polski zespół był jednym w fazie pucharowej bez zawodnika występującego w NBA, a i tak sobie poradził. - Jesteśmy świadomi, że gramy o półfinał. I to już jest kolejny turniej, w którym tak daleko dochodzimy. Trzeci rzędu jeśli odliczyć ostatnie mistrzostwa świata, na które nie awansowaliśmy - dodaje Ponitka. - Z mojej strony mogę zapewnić, że każdy da z siebie wszystko i zostawi serce na pakiecie.
Z jednej strony jest spokój w kadrze, ale z drugiej ekscytacja, bo gramy na najwyższym szczeblu i spełniamy marzenia.
Tak jak w meczach ze Słowenią (Luka Doncić), Izraelem (Deni Avdija) czy Bośnią (Jusuf Nurkić) Polacy będą mieli do powstrzymania gwiazdę z NBA i mnóstwo jego świetnych pomocników. W Turcji na pierwszy plan wysuwa się Alperen Sengun, środkowy Houston Rockets. Groźna bron to także rozgrywający Shane Larkin. Graczem NBA jest też Adem Bona.
- Jak oglądam mecz rywali, to nie wiem, jaki zespół miał plan na mecz, czy udało się wypełnić założenia. Dlatego bardziej skupiam się na swoich zadaniach i taktycznie jesteśmy przygotowani na turniej - zapewnia Ponitka. - Cały okres przed mistrzostwami był po to, by szczyt formy przypadł na przełom sierpnia i września. I tak trafiliśmy z naszą dyspozycją.
Trener i zawodnicy podkreślają, że dobrze czują się w sytuacji, kiedy nie są faworytem. Tak właśnie będzie w meczu z Turcją. - Łatwiej wchodzić na szczyt niż na nim pozostać. Drużyna, która nie jest faworytem, ma prostsze zadanie, bo presja jest po drugiej stronie i tutaj będzie ciążyła na Turkach. Muszą wygrać, muszą udowodnić, że ten turniej naprawdę scalił i ruszył turecką koszykówkę do przodu, a my jak zawsze po cichutku będziemy robić swoje - zapewnia Ponitka.













