Historyczna przegrana z Polakami, a teraz to. Dramat Luki Doncicia. Zdecydowały ostatnie sekundy
Słoweńcy przyjechali do "Spodka" z zamiarem rewanżu na Polakach za ćwierćfinał koszykarskich ME z 2022 roku. Niespodziewanie Doncić i spółka spotkali się jednak ze ścianą w postaci fenomenalnych podopiecznych trenera Milicicia, którzy sprawili, że Katowice długo nie mogły zasnąć. Dwa dni później na Słoweńców czekało kolejne arcytrudnezadanie - mecz z Francuzami, którzy uznawani są za lidera grupy "D". Napakowana gwiazdami NBA drużyna "Trójkolorowych" także zdołała poskromiła Doncicia i spółkę.

Końcem sierpnia rozpoczęła się największa koszykarska uczta ostatnich lat, której współgospodarzem jest kraj nad Wisłą - EuroBasket 2025. W murach katowickiego "Spodka" swoje mecze rozgrywają reprezentacje, które trafiły do grupy "D" tegorocznych koszykarskich ME.
Zmagania na polskiej ziemi ruszyły 28 sierpnia, a zainaugurowali je reprezentanci Izraela oraz Islandii. Chwilę później na parkiecie pojawili się natomiast nafaszerowani gwiazdami NBA Francuzi, którzy bez większych problemów uporali się z mocno osłabionymi Belgami. Wisienką na torcie było natomiast spotkanie z udziałem "Biało-czerwonych". Wyszli oni naprzeciw Słoweńców, których liderem jest nie kto inny jak supergwiazdor Los Angeles Lakers - Luka Doncić. Nie przeraził on jednak Jordana Loyda, Mateusza Ponitki oraz pozostałych kadrowiczów trenera Igora Milicicia. Ci powtórzyli bowiem historyczny sukces z 2022 roku, pokonując Słowenię wynikiem 105:95.
Po nieoczekiwanej porażce z Polakami słoweńskie media nie pozostawiły suchej nitki na swoich reprezentantach. Ci dostali szansę rehabilitacji już dwa dni później, lecz zadanie, które przed nimi stało, w żadnym wypadku nie było łatwe. 30 sierpnia przyszło im się bowiem zmierzyć ze wspomnianymi wcześniej Francuzami, którzy ostrzyli sobie zęby na zgarnięcie kompletu punktów w zmaganiach grupowych.
Wojna nerwów w starciu "goliatów". Zdecydowały ostatnie minuty
Z początku obydwie ekipy próbowały się wzajemnie wyczuć, co skutkowało dość chaotyczną grą i kilkoma szybkimi przewinieniami. Geniuszem błysnął rozsierdzony po porażce z Polakami Doncić, który z bardzo krótkim odstępie czasu zdołał zaliczyć dwa punkty po przechwycie oraz udaną próbę rzutu za trzy punkty. Cztery minuty po rozpoczęciu gry gwiazdor miał już na swoim koncie 8 "oczek". Po drugiej stronie błyszczały natomiast "młode wilki" z NBA, a koronną akcją tej ekipy był wsad w wykonaniu Bilala Coulibaly'ego po nietrafionym rzucie kolegi z drużyny. Swoje dołożył także Sylvain Francisco z Żalgirisu Kowno, będący w tej części spotkania topowym strzelcem "Trójkolorowych". Ostatecznie festiwal prężenia muskuł w pierwszej kwarcie zakończył się minimalną przewagą Słowenii 30:28. Doncić zakończył tę część meczu z dorobkiem 15 punktów.
Nic dziwnego, że to również gwiazdor Los Angeles Lakers rozpoczął punktowanie w drugiej kwarcie. Szybko jednak zszedł on na ławkę rezerwowych, co dało Francuzom nieco więcej swobody w rozgrywaniu akcji. "Trójkolorowi" mieli jednak spory problem z faulami, bowiem ich limit wyczerpali po nieco ponad dwóch minutach drugiej kwarty. Następne przewinienia skutkowały więc rzutami osobistymi dla Słoweńców. Zapewne odetchnęli oni jednak z ulgą, kiedy podobny problem chwilę później dosięgnął także rywali. Gra w tej części spotkania była niezwykle wyrównana, lecz w ostatnich minutach Doncić wziął sprawy w swoje ręce, zdobywając 8 punktów. Dzięki temu Słowenia schodziła do szatni z wynikiem 54:47. Sam Doncić odpowiedzialny był za 24 "oczka" swojej drużyny.
Na rozpoczęcie drugiej połowy spotkania obydwie ekipy zaserwowały widzom sporą dawkę gry fizycznej, która jednak nie obfitowała w ogrom akcji punktowych. Po upływie czterech minut wynik drgnął nieznacznie, lecz wciąż na prowadzeniu była reprezentacja Słowenii. Francuzi znakomicie weszli jednak w tę odsłonę, zmniejszając przewagę oponentów do raptem dwóch punktów. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa wojna nerwów, a wynik balansował na granicy remisu, z niewielkimi odchyłami w jedną, lub drugą stronę. Na tym etapie skuteczność Doncicia znacznie spadła, przez co licznik jego punktów zatrzymał się przez pewien czas na 28 "oczkach". Mimo to Słoweńcy zakończyli ostatecznie tę kwartę z wynikiem 70:68.
W przeciwieństwie do leniwego początku poprzedniej kwarty, w ostatniej odsłonie spotkania Słowenii z Francją zażarta wymiana ciosów toczyła się dosłownie od pierwszych sekund. Akcje typu "kosz za kosz" sprawiały, iż do samego końca ciężko było wytypować, kto opuści katowicki Spodek z kompletem punktów. Przełomowa była akcja przy stanie 83:83, kiedy to Elie Okobo poszczycił się wywalczeniem sytuacji typu "2 plus 1". Francuzi wykorzystali momentum i chwilę później ich przewaga powiększyła się do 8 punktów, a na zegarze zostały tylko 3 minuty do końca. Słoweńcy nie zwieszali jednak głów, wiedząc doskonale, iż druga przegrana z rzędu może skomplikować ich do niedawna "pewny" awans do fazy pucharowej. Na 45 sekund przed końcem meczu atmosfera na parkiecie zrobiła się niezwykle gorąca, przez co sędziowie musieli sięgnąć po dwa przewinienia techniczne, którymi ukarani zostali Słoweńcy. To ostatecznie przekreśliło ich szansę na triumf w arcyważnym z ich perspektywy starciu z Francuzami. Kiedy losy rywalizacji były już rozstrzygnięte, napięcie między graczami obydwu drużyn sięgnęło absolutnego zenitu, przez co ci agresywnie ruszyli w swoim kierunku. Sędziowie ponownie musieli interweniować, co na nieco ponad sekundę przed zakończeniem starcia poskutkowało faulami technicznym dla między innymi: Sylvaina Francisco, Nadir Hifi oraz Martina Krampelja.
W świetle wyżej wspomnianych wydarzeń nawet fenomenalny występ Doncicia, który otarł się o triple-double (39 punktów 8 zbiórek, 9 asyst), nie pomógł w odwróceniu losów kluczowego meczu przeciwko wicemistrzom Europy. Słoweńcy musieli przełknąć niezwykle gorzką pigułkę w postaci drugiej porażki w fazie grupowej tegorocznego EuroBasketu.
Francja 103:95 Słowenia (28:30, 19:24, 21:16, 35:25)












