Biało-czerwoni mogli przystąpić do spotkania z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Wygrali trzy mecze, jeden przegrali, a wyniki dziś tak się ułożyły, że już byli pewni drugiego miejsca. A w 1/8 finału spotkają się z Bośnią i Hercegowiną, czyli drużyną zdecydowanie w ich zasięgu. Zabraknie jednego - polskiej publiczności, która wypełniała po brzegi trybuny Spodka.
To, że byli pewnie drugiego miejsca, nie znaczyło, że mecz z Belgami mieli odpuścić. Choć trener Igor Milicić mógł dojść do wniosku, że należy oszczędzić mocno eksploatowanych graczy wyjściowej piątki. Postawił jednak na najlepszych - Loyd, Ponitka, Pluta, Sokołowski i Balcerowski.
W pierwszej akcji polski środkowy został zablokowany przy próbie rzuty za trzy. A Belg Hans Vanwijn trafił bez problemów. Balcerowski odpowiedział dwoma skutecznymi akcjami. Polacy uparcie grali pod kosz, gdzie center miał przewagę wzrostu. Obie drużyny miały problemy ze skutecznością i w sześć minut zdobyły w sumie tylko 12 punktów.
Pierwsi celowniki nastawili Polacy i zdobyli niewielką przewagę (12:8). W Belgii za trzy zaczął trafiać Emmanuel Lecomte i był remis. W drugiej kwarcie pierwsze punkty w turnieju zdobył jeden z rezerwowych - Michał Michalak. To jednak Belgowie zaczęli lepiej rzucać. W 16. minucie wygrywali siedmioma punktami.
Widać było, że Polacy ćwiczą już warianty gry pod mecz z Bośnią. Przez kilka minut na boisku były dwie wieże - Balcerowski i Olejniczak. Kiedy jednak przewaga sięgnęła dziewięciu punktów, trener Milicić poprosił o czas. Przed przerwą jego zawodnicy tylko nieznacznie odrobili straty.
Drugiej połowy nie zaczęli jednak dobrze. To rywali trafiali i po rzucie z dystansu Kevina Tumby wygrywali 47:35. Polacy poprawili obronę i zaczęli powoli odrabiać straty. W 25. minucie doszło do ostrego starcia pod koszem Belgów. Michał Sokołowski w powietrzu został poturbowany przez Tumbę. Obie drużyny szybko skoczyły sobie do gardeł i sędziowie musieli interweniować.
Obejrzeli sytuacje na powtórkach. W efekcie Polacy dostali dwa rzuty wolne za niesportowy faul, a do tego dwa kolejne za faul w akcji punktowej i jeszcze piłkę z boku. Sokołowski wszystkie trafił, a po chwili dwa kolejne dołożył Ponitka. Polacy przegrywali już tylko 47:51. W kolejnej akcji kapitan zdobył dwa punkty i ponownie był faulowany.
Zanim stanął na linii rzutów osobistych, doszło do niecodziennej przerwy. Okazało się, że w ferworze walki została uszkodzona siatka kosza. Naprawa zajęła służbom technicznym zaledwie trzy minuty. Ponitka trafił i było 50:51. Wyrównał Olejniczak, a prowadzenie dał Łączyński.
Mecz był jednak wciąż zacięty. Pięć minut przed końcem było 62:63. Odzyskali prowadzenie po rzucie z obwodu Sokołowskiego. Tym samum odpowiedział van Vliet. 13 sekundy przed końcem Polacy prowadzili 69:68 i emocje sięgały zenitu. Piłkę mieli Belgowie. Trafił Lecomte i zostały trzy sekundy, ale Polacy nie wykorzystali ostatniej akcji.













