Katowice długo nie będą mogły usnąć po tym, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór na hali "Spodek". To właśnie tam polscy koszykarze zainaugurowali tegoroczne mistrzostw Europy, których nasz kraj jest dumnym współorganizatorem.
Na start podopieczni trenera Igora Milicia dostali jednak piekielnie trudne zadanie. Musieli bowiem zmierzyć się ze Słoweńcami, których liderem jest niekwestionowana supergwiazda światowego basketu - Luka Doncić. Dodatkowo każdy zapewne ma w pamięci ostatnie starcie tych nacji, z którego to zwycięsko, choć dosłownie o włos, wyszli "Biało-czerwoni". Wiadomym było więc, że Słoweńcy będą chcieli podjąć próbę rewanżu za nieoczekiwaną porażkę w ćwierćfinale ME, a dodatkową motywację mógł stanowić dla nich fakty rozgrywania tego spotkania przed "Biało-czerwoną" publicznością.
Luka Doncić zrobił w inauguracyjnym meczu tegorocznego EuroBasketu to, czego oczekiwali od niego wszyscy kibice - był absolutnym dominatorem na parkiecie. Dobitnie świadczy o tym bilans punktowy gwiazdora Los Angeles Lakers, który wyniósł tego dnia 34 "oczka". Wydawać by się mogło, że przy takiej sile ofensywnej Doncicia, zawodnicy z kraju nad Wisłą będą mieli ogromne problemy w dotrzymaniu kroku Słoweńcom. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, a jednym z autorów tej miłej niespodzianki był człowiek, który jeszcze kilkanaście dni temu nie posiadał nawet polskiego obywatelstwa - Jordan Loyd.
Gra "naturalizowanego" Polaka sprawiała, że "Spodek" dosłownie eksplodował. 7/8 trafionych rzutów za 3 punkty robiło piorunujące wrażenie, a samemu zawodnikowi przyniosło niebotyczne 32 punkty. To właśnie on był głównym kreatorem kolejnego historycznego sukcesu polskiej KoszKadry, choć statuetka dla najlepszego gracza spotkania ze Słowenią trafiła w ręce Mateusza Ponitki (23 punkty, 7 zbiórek, 2 asysty).
Loyd nie bierze "odpowiedzialności" za triumf Polaków. "To był sukces całego zespołu"
Tuż po zakończeniu meczu Jordan Loyd otrzymał pytanie o rolę, jaką odegrał w powtórnym pogromie koszykarskiego "goliata". Rozgrywający otwarcie przyznał, iż mimo swojej imponującej linijki statystycznej, to nie on jest głównym "odpowiedzialnym" za to, co 28 sierpnia 2025 roku wydarzyło się w murach "Spodka". Jego zdaniem triumf był bowiem wynikiem fuzji kilku kluczowych czynników.
Atmosfera była niesamowita. To zupełnie nowe doświadczenie dla mnie. Widownia była znakomita, świetnie mnie przyjęli, jestem za to bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że dobrze wam się odwdzięczyłem. Luka (Doncić red.) to po prostu Luka, niesamowity zawodnik, niekwestionowany gwiazdor. Tylko wysiłkiem całego zespołu udało nam się go powstrzymać. Wszyscy wykonali dobrą robotę i czuję osobiście, że stanowimy kompletny zespół
Zawodnik, który stał się tegorocznym "naturalizowanym" Polakiem, podzielił się także swoimi spostrzeżeniami na temat trenera reprezentacji - Igora Milicicia. Z jego słów mogliśmy się dowiedzieć nieco więcej o sposobie pracy "sternika" reprezentacji z zawodnikami, którzy w "Biało-czerwonej" układance stanowią kluczowe elementy.
"(Igor Milicić red.) jest naprawdę świetnym facetem. Rozmawialiśmy dużo zanim dołączyłem do zespołu. Między nami było dużo komunikacji, szczególnie kiedy tłumaczył mi zagrywki. Dałem mu duży kredyt zaufania. Mimo że to on jest trenerem, pytał mnie jaki ja mam pomysł na grę. Bardzo mnie tym zaskoczył. [...]. Jest świetnym trenerem, ma dobre pomysły, a przede wszystkim ma duże zaufanie do mnie. Cieszę się, że dziś mogłem odwdzięczać mu się za to na boisku" - mówił Jordan Loyd.
Triumf nad Słoweńcami był czymś, czego mało kto spodziewał się przed rozpoczęciem tegorocznego EuroBasketu. Co jednak ważne, postawił on "Biało-czerwonych" w zupełnie innym świetnie, niż zakładali to początkowo eksperci. Oznacza to jednak, iż oczekiwania względem Loyda i spółki, wzrosły proporcjonalnie do wagi odniesionego przez nich sukcesu. Teraz "Biało-czerwoni" dostaną dzień odpoczynku, aby już 30 sierpnia o godzinie 20:30 zawalczyć z kolejnym grupowym rywalem - Izraelczykami.













