Charakter, wzór i charyzma. "Chciałbym być takim reprezentantem jak Mateusz Ponitka"
Reprezentacja Polski gra we wtorek o godzinie 16:00 o półfinał mistrzostw Europy. Nie jest faworytem meczu z Turcją, ale nie stoi też na straconej pozycji. Te kilkanaście dni z kadrą przekonały mnie, że gra w kadrze narodowej rzeczywiście jest ogromnym zaszczytem. A nie powtarzanym frazesem. Pokazuje to Mateusz Ponitka, najlepszy koszykarz reprezentacji w XXI wieku i to nie tylko ze względu na punkty, zbiórki czy asysty.

Należę do pokolenia "Hej, hej tu NBA", zresztą wielu kibiców koszykówki w Polsce może tak o sobie powiedzieć. To były pierwsze lata demokracji w Polsce, wczesne lata 90. XX wieku. Początek czerwca, ale wyjechałem już na wakacje, a właściwie to mama zaczęła pracę w ośrodku wypoczynkowym. Wtedy pierwszy raz oglądałem retransmisje finałów NBA. Nie było internetu, więc wyników i tak nie znałem. To była wielka nowość, że można zobaczyć w polskiej telewizji tych koszykarzy jakby z innej planety.
Finały z 1991 roku Chicago Bulls - LA Lakers dla wielu to najlepsze w historii. Oczywiście byłem zachwycony Jordanem, Pippenem czy Magiciem. Z niewiadomych przyczyn wielką sympatię zyskał John Paxson. Dwa lata później finały Chicago - Phoenix Suns. W tym przypadku trzymałem kciuki za Charlesa Barkleya. Lubiłem go za to, że zawsze był niesforny, a może też za taką nie do końca koszykarską sylwetkę. Chicago zdobyło tytuł, a ostatni rzut (za trzy) oddał Paxson.
Z asfaltowego boiska do reprezentacji
Potem na osiedlu wybudowano boisko do koszykówki między blokami. Takie jak z amerykańskich filmów - asfaltowe, otoczone metalową siatką. Marzenie. Tłukliśmy tam piłką godzinami. Aż lokatorzy zebrali się, poszli do spółdzielni, by je zamknąć, bo jest za głośno. Niestety sport przegrał.
Wreszcie liceum i nauczyciel wf. Nie zdawałem sobie sprawy, że Janusz Kantorski jako trener zdobył z koszykarkami ŁKS dwa mistrzostwa Polski. On mnie zachęcił do koszykówki w praktyce i próbował czegoś nauczyć. Graliśmy jako Towarzystwo Gimnastyczne Sokół. Mało tego, dał mi wystąpić w reprezentacji szkoły. Na studiach też spotkałem fascynatów NBA - jeden z nich Adam Marchliński jest komentatorem Canal +. Zaczytywałem się w relacjach z polskiej ligi - Przegląd Sportowy w poniedziałek publikował co najmniej stronę poświęconą lidze. Choć najczęściej kopałem piłkę, to koszykówka w mojej świadomości była sportem numer dwa w Polsce.
Jednak przez kolejne 20 lat ta dyscyplina zaczęła powoli tracić na znaczeniu. Nie od razu to się stało, ale jednak krok po kroku cofała się w kierunku, jak to mówi kolega po fachu, "sportu świetlicowego". W XXI wieku sukcesy napędziły siatkówkę, swoje pięć minut miała piłka ręczna. Koszykówka stała się sportem drugiego sortu, stanęła w cieniu. Nie odnosiła wielkich sukcesów, nie miała wielkich gwiazd, a jak pojawił się Marcin Gortat, to największym dla niego problemem było wykupienie ubezpieczenia, a nie zaszczyt gry w kadrze narodowej. Byłem tym zażenowany.
Trener Igor Milicić "oszukał" kibiców i dziennikarzy
W tym roku Interia wysłała mnie na mistrzostwa Europy w koszykówce. Jako dziennikarz sportowy miałem jako takie pojęcie o naszej reprezentacji, choć przyznaję, często oparte na głośnych medialnie tematach. Konflikt między braćmi Ponitka, konflikt między Ponitką a Gortatem, rezygnacja z kadry Adama Waczyńskiego. I tak dalej. Niezbyt pozytywny obraz, przerywany sensacyjną wygraną ze Słowenią na Eurobaskecie czy meczem Polska - Chiny w mistrzostwach świata obejrzanym w telewizji przez 400 mln ludzi, choć jak mówił jeden z polskich koszykarzy "pewnie 399,5 mln to Chińczycy". Do tego doszły słabe wyniki sparingów przed samym Eurobasketem i kontuzja polskiego jedynaka w NBA Jeremy'ego Sochana. Wieszczono, że kadra może nie wyjechać z Katowic na fazę grupową do Rygi.
Stało się inaczej. Trener Igor Milicić "oszukał" wszystkich. Na każdy mecz był plan i każdy z zawodników wiedział, co dokładnie ma robić na boisku. Oczywiście nie zawsze da się go zrealizować w stu procentach, ale miałem wrażenie, że kadra gra nawet ciut powyżej możliwości. Pokonali Słowenię z wielkim Luką Donciciem, wygrali z Izraelem prowadzonym przez Deniego Avdiję, napędzili stracha Francuzom, a jak nie szło z Islandią, to pomogły własne ściany i też kadra zwyciężyła. Jedynie mecz z Belgią nie wyszedł Polakom, ale podobno jedno słabsze spotkanie w wielkim turnieju musi się zdarzyć. Oby to było już za Polską, a najlepiej tuż przed rywalem w ćwierćfinale Turcją. I niech zdarzy się dziś.
Tryb reprezentacyjny Mateusza Ponitki
Dla mnie bohaterem kadry jest Mateusz Ponitka. Zdaje się, że wiem, skąd biorą się jego konflikty z wyżej wymienionymi osobami. Dla niego kadra znaczy bardzo wiele, o ile nie wszystko w kontekście sportu. Dlatego po meczu z Belgią mówił wprost w mix zonie, że zawodnicy okazali "brak szacunku wobec siebie i wobec kibiców", a w szatni będzie gorąco. Podczas spotkania w hotelu, gdy mikrofony były wyłączone, mówił, że będzie grał w kadrze zawsze, o ile drużyna będzie szła razem w jednym kierunku, a nie ktoś będzie chciał realizować indywidualne interesy. Na to nie będzie jego zgody.
Dla Ponitki kadra znaczy bardzo wiele, o ile nie wszystko w kontekście sportu.
Ktoś porównał go do piłkarza Xherdana Shaqiriego. Gdy Szwajcar gra w klubie, to rzadko o nim słychać. Gdy jednak są mistrzostwa Europy czy mistrzostwa świata, to włącza tryb reprezentacyjny i staje się najlepszą wersją samego siebie. Z wielkim pożytkiem dla kadry. Z Ponitką jest podobnie. W ostatnim sezonie grał w tureckim średniaku Bahcesehir i nie odgrywał tam pierwszoplanowej roli. W kadrze to on spędza najwięcej czasu na boisku, jest drugim strzelcem (średnio 18 punktów), najlepszym asystentem i najwięcej zbiera piłek. Człowiek-orkiestra też poza boiskiem, bo to on najmocniej maczał palce w tym, by do kadry dołączył Jordan Loyda, bez którego punktów (przeciętnie 23) kadra nie wyszłaby z grupy.
Mam nadzieję, że nie dałem się nabrać, ale gdybym był sportowcem i reprezentantem Polski, to chciałbym być jak Mateusz Ponitka. Oby więcej takich "Pointków" nie tylko w koszykówce, ale i w innych dyscyplinach.












