Biało-czerwoni bez strachu przed potęgą. "Nie dajemy latać sobie nad głowami"
Reprezentacja Polski awansowała do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Jednym z cichych bohaterów był Andrzej Pluta - w ciągu trzech minut zdobył dziewięć punktów i biało-czerwoni pierwszy raz wyszli na prowadzenie. - Nie zatrzymujemy się i idziemy dalej. Ten Eurobasket pokazuje, że nie ma faworytów - podkreśla rozgrywający.

Andrzej Klemba, Interia: Co było kluczem do zwycięstwa z Bośnią i Hercegowiną?
Andrzej Pluta: Wiedzieliśmy od samego początku, że jeżeli zatrzymamy Jusufa Nurkicia, to będziemy mieli spore szanse, żeby wygrać. Nie było dla niego łatwych punktów. Jeżeli już dostawał piłkę, to albo rzucał przez ręce, albo z półdystansu. Z tego możemy być zadowoleni, że udało nam się takiego zawodnika w miarę powstrzymać. W drugiej połowie nie pozwoliliśmy tej wysokiej drużynie, żeby łatwo skakała nad nami. To dało nam szansę na zwycięstwo.
Przed meczem podkreślaliście, jak ważna będzie walka o zbiórki i okazaliście się w tym elemencie lepsi.
- Pierwsza połowa nie wyszła nam zbyt dobrze, ale byliśmy cały czas w meczu i choć nie graliśmy najlepiej, to przegrywaliśmy tylko czterema punktami. Wiedzieliśmy, że konsekwentna gra po przerwie sprawi, że w końcu zaczniemy trafiać.
Po pierwszej połowie w szatni było gorąco, czy spokojnie?
- Wydaje mi się, że tak pomiędzy. Zawsze jest coś do poprawy, ale wiedzieliśmy, że to nie jest jeszcze koniec, że mecz trwa 40 minut i można odwrócić jego losy.
Było moment, w którym poczuliście, że już macie rywali?
- Nie wiem, czy był konkretny moment. Może w czwartej kwarcie to poczuliśmy.
Po słabej skuteczności w pierwszej połowie pod koniec trzeciej kwarty po pana rzucie z dystansu pierwszy raz wyszliście na prowadzenie. W krótkim czasie zdobył pan dziewięć punktów.
- W przerwie mówiliśmy właśnie o tym, że jeżeli przyjdzie skuteczność, to wejdziemy na właściwą drogę. I zaczęliśmy dobrze dzielić się piłką, co pozwoliło znajdować czyste pozycje rzutowe. Ja też miałem takie okazje i udało się trafić. To jednak efekt pracy całego zespołu.
Właśnie awansowaliście do najlepszej ósemki Europy, ale zdaje się przyjmujecie to na chłodno?
- Chcemy pójść jeszcze krok dalej. Turcja to przeciwnik trudniejszy niż Bośnia, ale Eurobasket pokazał, że nie ma faworytów. Serbia przegrała z Finlandią, a Turcja męczyła ze Szwecją. Nieraz pokazywaliśmy, że z pozycji underdoga [zespół, który nie jest faworytem] możemy coś zrobić, więc dlaczego nie teraz?
Kiedy przyjdzie czas na radość?
- Teraz możemy się chwileczkę pocieszyć, ale tak jak mówiłem, nie zatrzymujemy się i idziemy dalej.










