Andrzej Klemba (Interia Sport): Podczas Eurobasketu wcielił się pan w rolę komentatora. Podczas meczu Polski z Bośnią było panu łatwiej, bo zna pan wielu polskich zawodników osobiście.
Mike Taylor: To prawda. Z niektórymi łączy mnie osobista relacja i jestem naprawdę dumny z tej drużyny. Wspaniale widzieć ich sukces. Jestem w Rydze od początku, komentuję mecze, oglądałem w telewizji też spotkania w Katowicach i byłem bardzo dumny z Polski. Znam wielu z tych graczy, zwłaszcza Mateusza Ponitkę. Obserwowanie, jak dojrzał do roli lidera, jest czymś wyjątkowym. Komentowałem też mecze podczas poprzedniego Eurobasketu i wbiło mi się w pamięć spotkanie w Berlinie, gdzie Polacy niespodziewanie pokonali Słowenię, a Mateusz zaliczył triple-double. Pracowałem z częścią zawodników przez kilka lat, a teraz kiedy widzę, jak się rozwinęli, to jestem z dumny.
Jest też kilku koszykarzy, których pan nie prowadził. Ktoś zaskoczył? Andrzej Pluta?
- Podoba mi się to, co widzę u Andrzeja. To ważna rola. Gra rozgrywającego, niezależnie od tego, czy jest to Andrzej, czy Kamil Łączyński, odciąża Mateusza w zakresie prowadzenia piłki. To mu pozwala wspiąć się na najwyższy poziom. Nadal jest mocno eksploatowany, bo wykonuje wiele zadań, ale drobne rzeczy, które przejęli rozgrywający, pomagają drużynie. Andrzej dojrzewa i dzięki zbieranemu doświadczeniu będzie się doskonalił. To świetna wiadomość dla polskiej koszykówki także ze względu na jego więź z ojcem [Andrzej Pluta senior też był reprezentantem Polski].
Jako fachowiec co mógłby pan powiedzieć o reprezentacji Polski, czego kibic nie jest w stanie dostrzec?
- Gdy oglądam grę Serbii, widzę jaką rolę odgrywa doświadczenie. Podejmowanie decyzji jest na wysokim poziomie. Oni świetnie czytają grę. W reprezentacji Polski właśnie też widzę wiele takich decyzji na wysokim poziomie u takich zawodników jak Ponitka czy Sokołowski. Ci dwaj zawodnicy robią wiele fizycznie i psychicznie, by pozytywnie wpływać na przebieg meczu. Oni prowokują zwycięskie zagrywki i nie należy tego traktować jako coś oczywistego, bo właśnie dlatego ten zespół odnosi sukcesy. Wpływ Jordana Loyda jest widoczny dla wszystkich, ponieważ kiedy drużyna ma problemy ze zdobywaniem punktów, on potrafi zrobić to sam. Jego przyjście do drużyny było fantastycznym posunięciem. Do tego dochodzi solidna postawa Balcerowskiego i Olejniczaka. Wszyscy muszą być cierpliwi wobec Olka. Jako młody gracz odniósł sukces, grał w dużych klubach, ale potrzebuje czasu, aby dorosnąć do roli, w której na nim ciąży odpowiedzialność i jest produktywny, ale to nadchodzi.
Jak pan widzi pracę pana następcy w roli selekcjonera Igora Milicicia?
- Nie chce komentować szczegółów dotyczących trenera. Po prostu bardzo cieszę się z sukcesów polskiej koszykówki.
Widzieliśmy po konferencji, że macie dobre relacje.
- Tak jest. Z mojego punktu widzenia chcę wspierać Polskę. Mam wiele powiązań z tym zespołem. W składzie jest ośmiu graczy, którzy w moich czasach też byli w reprezentacji. Wielu z tych nich to moi przyjaciele i jestem naprawdę dumny z tego, co osiągnęliśmy, a drużyna kontynuuje dobrą pracę.
Jakie są pana ogólne wrażenia po meczu z Bośnią? Zaczął się bardzo źle, ale skończył fantastycznie dla Polski.
- Dzień wcześniej było podobnie. Jedna drużyna zaczynała mocno, potem był długi mecz i zespoły nawzajem się atakowały. Polsce dopisało szczęście, bo Roberson doznał kontuzji, a to gracz, który robi różnicę. Do tej pory mecz był wyrównany i mógł skończyć się różnie. Polska dała radę, a najlepsi gracze to Jordan i Mateusz. Reszta drużyny też miała swój wkład.
W ćwierćfinale rywalem będzie Turcja. Szwedzi pokazali, że można ich postraszyć.
- To drużyna na wysokim poziomie. Nie chodzi tylko o Alperena Senguna, bo mają też Shane'a Larkina, który kreuje grę. Do tego bardzo dobrze rzucają za trzy punkty, a ich obrona jest imponująca. Wzrost rywali będzie wyzwaniem dla Polski. Jeśli w meczu z Bośnią można było wskazać Polaków jako faworytów, to w starciu z Turcją na pewno nimi nie będą, ale mogą sprawić niespodziankę. Problemem Turcji w meczu ze Szwecją było to, że w poprzednim spotkaniu świetnie zagrali z Serbią i awansowali bez porażki do 1/8 finału. A tam czekał zespół, który wygrał tylko jeden mecz. Na papierze wyglądało to tak: "Hej, pokonamy tych gości bez problemu". Był to więc rodzaj meczu-pułapki, ale poradzili sobie dzięki jakości. Teraz Turcja będzie gotowa i miejmy nadzieję, że Polska pokaże się z najlepszej strony. I sprawi niespodziankę, tak jak Finlandia pokonała Serbię.














