Ależ mecz tuż po porażce z Polakami. Wicemistrzowie Europy na kolanach. Zdecydowała ostatnia kwarta
Francuzi przyjechali na tegoroczny EuroBasket z zamiarem zdominowania pozostałych nacji z grupy "D". Dotychczas z zadania tego wywiązują się celująco. Dzień po poskromieniu Słoweńców "Trójkolorowi" przystąpili do spotkania z Izraelczykami, którzy z kolei musieli poprzedniego wieczoru uznać wyższość "Biało-czerwonych". Tym razem również zapowiadało się na wyrównane spotkanie. Decydująca okazała się jednak ostatnia kwarta, w której Izraelczycy kompletnie rozbroili wicemistrzów Europy.

Francuzi to jedna z nacji uznawanych za absolutnych faworytów do sięgnięcia po medal tegorocznego EuroBasketu. Mimo wielu osłabień "Trójkolorowi" wciąż są jedną z mocniejszych reprezentacji, w szeregach, której możemy oglądać ogrom talentu prosto z parkietów NBA.
Do tej pory faworyci katowickiej grupy byli bezbłędni, a to po pokonaniu Belgów oraz Słoweńców. Izraelczycy nie mogą się pochwalić podobnym rezultatem, a to po niebywałym meczu z dnia poprzedniego, w którym przegrali z "Biało-czerwonymi" w absolutnie kluczowym momencie.
Spodek tkwił w niepewności. Mecz Francji z Izraelem musiał się rozstrzygnąć w ostatniej kwarcie
Jako pierwsi posiadanie wywalczyli koszykarze z Izraela, lecz premierowe punkty trafił na konto "Trójkolorowych". Początkowe minuty zwiastowały to, do czego Izraelczycy przyzwyczaili nas już podczas starcia z Polakami - twardą grę po obydwu stronach parkietu. Ta sprawiła, że trybuny były niezwykle aktywne, lecz nie przełożyła się to na imponujące zdobycze punktowe. Wiele było natomiast fauli, szczególnie po stronie wicemistrzów Europy. Mimo wszystko taka gra opłaciła im się, ponieważ na koniec kwarty to oni mogli cieszyć się z pięciopunktowego prowadzenia.
Wyraźnego faworyta tego spotkania nie wskazała także druga kwarta. Izraelczycy wywierali ogromną presję na oponentach, co chwilę goniąc wynik. W mniej więcej połowie kwarty udało im się nawet osiągnąć minimalne prowadzenie. Defensywa "Trójkolorowych" była jednak szczelna, o czym najlepiej świadczy statystyka bloków w pierwszej połowie spotkania - 6:0 dla Francuzów. Ostatecznie nie sprawiło to jednak, że schodzili oni do szatni z prowadzeniem. Na tablicy wyników widniał bowiem remis - 36:36.
Początek trzeciej odsłony spotkania należał do Izraelczyków, jednak nie na długo. Chwilę później sędzia ukarał ich reprezentanta faulem technicznym, a że wcześniej pod koszem faulowany był Yabusele, skutkowało to trzema rzutami osobistymi dla "Trójkolorowych". Ci wykorzystali wszystkie próby, przełamując tym samym momentum Izraelczyków. Obraz tej kwarty nie różnił się zbytnio od pozostałych - wyrównana gra obydwu zespołów. Na koniec tej kwarty na tablicy widniał wynik 56:55 dla Francuzów.
To, co stało się na początku ostatniej osdłony, sprawiło, że izraelska część trybun dosłownie "eksplodowała". Ich reprezentanci wykonali bowiem świetną sekwencję udanych akcji, która zakończyła się odskoczeniem na jedenastopunktowe prowadzenie. Francuzi na przestrzeni kilku następnych sytuacji rzutowych nie potrafili przycelować na tyle skutecznie, aby przystopować zapędy niesionych adrenaliną rywali. Taki stan rzeczy trwał aż do końcowej syreny. Francuzi mogli tylko patrzeć, jak ich oponenci odnoszą sensacyjne zwycięstwo.
Francja 69:82 Izrael (22:17, 14:19, 20:19, 13:27)












