Reklama

Reklama

Ucieczka Paulo Sousy mówi wiele o współczesnym futbolu

Odejście Paulo Sousy z reprezentacji narodowej do dużego klubu rangi światowej nie jest żadnym ewenementem w skali światowej. Tak robiło wielu szkoleniowców, z których reprezentacje we współczesnym futbolu prowadzą głównie ci, którzy akurat nie mają pracy w klubie.

Widać to nawet po zachowaniu wielu kibiców w mediach społecznościowych - kwestiami kadry narodowej interesują się na krótką metę, tzn. gdy ta gra akurat mecze albo dochodzi do jakiejś afery czy przesilenia, jak w wypadku Paulo Sousy. Kiedy jednak reprezentacja jest tematem numer jeden zbyt długo, podnoszą się głosy, że wystarczy, bo ważniejszy jest przecież ukochany klub.

Wygląda to dość dziwnie, gdyż reprezentacja jest dobrem ogólnonarodowym. Wydawać by się mogło, że stoi ponad klubami i jest czy też powinna być najważniejsza dla kibica. Wiele wydarzeń we współczesnym futbolu pokazuje, że tak nie jest, a większe emocje generują rozgrywki klubowe. A już na pewno reprezentacje nie są najważniejsze dla trenerów.

Reklama

Zapewne wielu szkoleniowców marzy o objęciu reprezentacji swego własnego kraju jako o pewnym zwieńczeniu kariery. To kwestia emocjonalna, patriotyczna, ale w ogólnoświatowej skali reprezentacje krajowe jako atrakcyjne miejsce pracy nie są w stanie konkurować z dużymi klubami. Przegrywają z kretesem, co historia Paulo Sousy pokazuje dobitnie.

Paulo Sousa nie był pierwszy. Koeman, Lopetegui

Zresztą nie tylko jego historia. Julen Lopetegui zostawił Hiszpanię w przeddzień mundialu 2018 roku i to mimo wcześniejszych zapewnień, że do Realu Madryt przejdzie po turnieju. Klub jednak wzywał, więc nawet tak ważna impreza poszła w cień. Ronald Koeman wolał FC Barcelonę od reprezentacji Holandii, a mówimy o drużynach narodowych wyżej notowanych na świecie niż Polska. Takich przypadków jest sporo.

Gdy przyjrzymy się temu, kto dzisiaj prowadzi poszczególne reprezentacje świata, nie znajdziemy tam wielu szkoleniowców z rzeczywistego światowego topu. Nawet PZPN, sięgając po Paulo Sousę, brał właśnie takiego fachowca, który nawet wśród Portugalczyków nie znajduje się w czołówce rankingu sław trenerskich. To pewien standard - reprezentację bierze szkoleniowiec, który akurat jest bez pracy. 

Proszę spróbować przeprowadzić mały eksperyment - wytypować dziesięciu największych trenerów świata w ostatnich 5 latach i pomyśleć, ilu z nich prowadziło jakieś reprezentacje narodowe.

CZYTAJ TAKŻE: Narodowy najazd na Paulo Sousę. To także sporo mówi o nas

Paulo Sousa - klub czy reprezentacja?

Piłka reprezentacyjna ma swój kapitalny urok - jednoczy całe kraje, jest wartością uniwersalną, nierzadko narodową i fundamentem patriotycznych odruchów. Jej siła wybija się zwłaszcza podczas mistrzostw Europy czy świata, gdy żadne rozgrywki ligowe, żadna Liga Mistrzów nie są w stanie zaaferować całego świata z taką mocą - nie tylko interesujących się futbolem na co dzień, ale i laików. Nie laicy jednak stanowią o rzeczywistej sile piłki nożnej, a regularne śledzenie rozgrywek i stałe kibicowanie. To jest możliwe jedynie w wypadku klubów, przy których reprezentacja działa bardzo doraźnie i niesystematycznie.

Paulo Sousa wybrał Flamengo zapewne z wielu powodów, ale jeden z nich podał - to ładunek emocjonalny związany z praca w takim klubie. Domyślnie: praca w reprezentacji takiego ładunku nie ma.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL