Reklama

Reklama

Tokio 2020. Nie mogłem oderwać oczu od wspinaczki

Mam żal do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, że tak długo trzymał poza programem olimpijskim sport, który w Tokio pokazał swą wielką moc przykuwania ludzkiej uwagi. Ja w każdym razie nie mogłem oderwać oczu od debiutującej na igrzyskach wspinaczki. I wiem, że nie byłem sam.

To oczywiście żart, bo debiut wspinaczki nastąpił dopiero teraz wraz ze wzrostem popularności tego wspaniałego sportu, uprawianego w tak wielu miejscach także w Polsce. Centra handlowe, multipleksy kinowe, parki sportu i rozrywki umieszczają ścianki wspinaczkowe na swoim terenie. Jeszcze kilka lat temu widzieliśmy w nich błahą rozrywkę, a dzisiaj to pełnoprawny sport olimpijski.

I to jaki sport! Ja nazwałem go roboczo "wiewiórkowaniem", bo też sportowcy ze sprawnością wiewiórek wspinają się po ściance.

Włączanie wspinaczki do programu olimpijskiego jest efektem procesu zapoczątkowanego przez MKOl, a który ma na celu przewietrzenie programu igrzysk. Tak, aby przyciągnąć do nich ludzi młodych. Dlatego włącza się do programu sporty przez nie preferowane - przed laty np. BMX, teraz zaś surfing, deskorolki i właśnie wspinaczką na ściankach. Te decyzje MKOl budzą sprzeciw i niezadowolenie wielu konserwatywnych widzów olimpijskich, przyzwyczajonych do tego, że program igrzysk jest nienaruszalny i utrwalony od lat. Nie należy wprowadzać do niego sportów, które tak wiele osób uważa za niepoważne, podwórkowe, dziecinne. 

Igrzyska w Tokio to szansa np. dla deskorolkowców czy wspinaczy, aby pokazać, że to niesprawiedliwa opinia, a ich sporty nie są niepoważne.

Reklama

Tokio 2020. Siatkówka też kiedyś zaczynała

Warto pamiętać, że każdy sport kiedyś na igrzyskach zaczynał. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie igrzysk bez kajakarstwa, a zostało ono wprowadzone do programu dopiero w 1936 roku, zatem po dziesięciu olimpiadach. Judo, stanowiące także trwały element igrzysk, znajduje się w ich programie dopiero od 1964 roku, a taekwondo - od 1988 roku. Ba, siatkówka debiutowała dopiero w 1964 roku, wcześniej też jej jakoś nikt na igrzyskach nie widział! A dzisiaj niezbyt wyobrażamy sobie bez niej igrzyska.

Tymczasem wspinaczka to sport oparty na naturalnym ruchu człowieka w górę. Pod tym względem nie różni się chociażby od skoku o tyczce i innych podobnych zmagań. Ludzie twierdzą, że to jak włączyć do igrzysk cymbergaja czy grę w kapsle, co świadczy o tym, że nie rozumieją, czym jest sport i z czego wyrasta.

Wspinaczka dostała swoją szansę i śmiem twierdzić, że ją wykorzystała. Śledziłem media społecznościowe podczas olimpijskich zawodów wspinaczkowych i widziałem, jak u wielu osób przykuła ona uwagę w sposób wręcz magnetyczny. W moim przypadku też tak było. Miałem w środę wolne, ale i tak musiałem wykonać kilka pilnych zadań. Ciężko było przy wspinaczce. - Nie da się przy tym pracować - pisali ludzie, bo wzroku nie można było oderwać. Emocje były wielkie, a oglądanie zmagań zawodników i zawodniczek bardzo wciągało.

Tokio 2020. Wspinaczka łączy to, co nie do połączenia

Debiut wspinaczki na igrzyskach jest dziwny, bo połączono w trójboju wyścig na czas, bouldering i prowadzenie - trzy bardzo różne konkurencje, wymagające różnych predyspozycji. Widać to było chociażby po polskiej reprezentantce Aleksandrze Mirosław, genialnej w wyścigu szybkościowym, ale już słabszej i nieporadnej w kolejnych dwóch konkurencjach. Nic dziwnego, to tak jakby kazać lekkoatletom łączyć bieg na 100 metrów z tymi na 1500 i 10 000 metrów.

Za trzy lata w Paryżu każda z tych konkurencji wspinaczkowych ma rozdawać medale osobno, ale tym razem jeszcze, w Tokio mogliśmy zobaczyć jak każdy z zawodników radzi sobie w różnym układzie zadań, z których każdy miał inną specyfikę. Wyścig na szybkość, następnie wręcz intelektualny bouldering, w którym wprowadzono fantastyczna nomenklaturę, gdyż zawodnicy "rozwiązują problemy" na ściance, czyli kombinują w jaki sposób dotrzeć do kolejnych stref czy wręcz wejść na top trasy. Na koniec mieliśmy prowadzenie, czyli wejście jak najwyżej w ciągu sześciu minut. 

Każda z tych części niebywale angażowała uwagę, nerwy i kibicowanie uczestnikom. Każda z tych konkurencji była wspaniała, każda przyciągająca i każda atrakcyjna w swym emocjonalnym wymiarze. Łapałem się na tym, że "rozwiązuję problemy" razem ze wspinaczami i wspinaczkami.

Tokio 2020. Wspinaczka jak z czasów dzieciństwa

Nie pamiętam już tak ożywczego powiewu w czasie igrzysk, takiego ładunku nowości, która okazałaby się tak interesująca. Być może wiele osób interesuje się wspinaczką na co dzień, nawet ją uprawia, ale dla wielu, pewnie większości widzów był to pierwszy kontakt z tym sportem. I twierdzę, że wspinaczka zrobiła ogromne wrażenie. Na mnie tak.

Stanęły mi przed oczami czasy dziecięcego wchodzenia na drzewa, na szafy, na wysokie piętra stodoły w mojej rodzinnej miejscowości, na które babcia wysyłała mnie, bym odnalazł tam ukryte przez kury jajka. Kochałem się wtedy wspinać, dzisiaj zostało mi oglądanie w telewizji i waga ciężka, ale ten atrakcyjny sport od razu skradł moje serce. Będę go oglądał na kolejnych igrzyskach, będę na niego czekał.

W Tokio natomiast - jeszcze nie koniec. W czwartek swoje finały mają panowie, a w piątek - panie. W żeńskiej rywalizacji wciąż jest Aleksandra Mirosław.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje