Reklama

Reklama

Superliga uderza w fundament sportu. Jego piękno tkwi też w słabości

Rugowanie ze sportu słabszych jako niegodnych rywalizacji z najlepszymi to odejście od tego, czym on tak naprawdę jest, po co powstał i w czym tkwi jego urok. Tniemy już nie gałąź sportu, tniemy jego pień. Do tego prowadzi Superliga.

Wielu komentatorów pisywało, że Liga Mistrzów to "twór idealny" i "najlepszy produkt w dziejach futbolu". Skoro tak, to dlaczego ktoś chce poprawiać ideał?

Odpowiedź jest prosta - ponieważ Liga Mistrzów nadal ma zbędne, zdaniem największych, fragmenty jak rywalizacja z zespołami teoretycznie słabszymi. Konieczność rozgrywania zbyt wielu spotkań zanim przystąpi się do sedna. Stratę czasu, jaką dla Goliata są pojedynki z Dawidem.

A zatem ma resztki tego, co jest istotą sportu i jego fundamentem - równość szans na starcie.

Piłka nożna nie różni się bowiem od każdego innego sportu, w którym każdy rozpoczyna od zera, z tej samej linii startu. Rzecz jasna, wiele światowych rozgrywek przewiduje rozmaite eliminacje, rozstawienia i włączanie się drużyn do walki na różnych etapach. Rozstawienie to jednak zupełnie co innego niż całkowite rugowanie z rozgrywek tych, których uznamy za niegodnych, za słabych i nieistotnych. To co innego niż podobna sprzeczna z ideami sportowymi segregacja. Robią tak Amerykanie przy tworzeniu swoich lig NBA, NHL, NFL i innych - ale czy to jeszcze znaczy, że robią dobrze? 

Reklama

Sport to wyłonienie najlepszego spośród wszystkich

Sport jest ideą wyłonienia najlepszego. Wyłonienia go jednak spośród wszystkich chętnych, a nie wybranych. Tylko wtedy istotnie jest on najlepszy, tylko wtedy jego triumfu nie można racjonalnie podważyć, bez uciekania się do emocjonalnych argumentów w stylu "ale przecież wiadomo...". W sporcie nic nie jest do końca wiadomo, dlatego jest on tak piękny i pociągający.

Pod tym względem Superliga jest niewyobrażalnym gwałtem na idei sportowej jako takiej, bazującym na cynizmie sprowadzającym się do "i tak to będziecie oglądać". Prawdą jest bowiem, że Legia Warszawa, Łudogorec Razgrad czy dowolny mistrz San Marino nie mają dużych szans na wygranie Ligi Mistrzów, ale mieć je niewielkie to wciąż mimo wszystko zupełnie co innego niż nie mieć ich wcale na skutek administracyjnej decyzji. 

Superliga to gwałt na sporcie

Juventus Turyn coś za często odpada, Arsenal nie jest w stanie wygrać niczego, FC Barcelona też daje się wyeliminować? No to obejdźmy sport. Superliga to dowód na to, że rywalizacja i jej konsekwencje to wąskie gardło sportu. Bez niej byłoby łatwiej. Nowy twór jest krokiem w stronę ograniczenia rywalizacji sportowej do niezbędnego minimum, tak aby nie przeszkadzała za bardzo zarabianiu pieniędzy i nie utrudniała tego. Zwycięzca Superligi nie będzie mógł posługiwać się w sposób formalny tytułem najlepszej drużyny na świecie, bo w ramach tej rywalizacji nie zostali wyeliminowani wszyscy chętni. A gwoli ścisłości, nie zostali wyeliminowani sportowo, a jedynie odgórną decyzją przy zielonym stoliku.

Problem z Superligą sprowadza się do rozumienia bądź nie, że piękno sportu nie zawiera się jedynie w doskonałości i byciu najlepszym. Tkwi ono również w słabości i byciu słabszym, bo to wówczas ma miejsce przełamywanie swoich ograniczeń, rozwój, poprawianie się. A to właśnie jest sport.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje