Reklama

Reklama

Lech Poznań zdobył mistrzostwo siłami, które miał przed ofensywą transferową

Adriel Ba Loua , Barry Douglas, Pedro Rebocho, Radosław Murawsk czy Artur Sobiech - to piłkarze, którzy przyszli do Lecha Poznań podczas wielkiej letniej ofensywy transferowej w zeszłym roku. Nieoczekiwanie z tego grona największą rolę w zdobyciu mistrzostwa odegrał Pedro Rebocho. To nie głośne transfery poprowadziły Lecha do triumfu.

Miały one swoje znaczenie, doprowadziły chociażby do rozbudowy kadry Lecha i stworzenia przestrzeni do realnej rywalizacji treningowej. W praktyce boiskowej jednak nawet z taką kadrą Lech miał problemy, by wystawić dość dobry skład w obliczu chorób na początku wiosny. Rzecz jasna, pewnie każdy z pozostałych klubów Ekstraklasy chciałby mieć takie zaplecze jak Lech, ale jego siła ujawniała się zwłaszcza poza boiskiem niż bezpośrednio na nim.

Na boisku czołowe role w walce o mistrzostwo odegrali ci zawodnicy poznańskiego Lecha, których klub albo już miał wcześniej, albo sprowadził nie w świetle jupiterów i blasku okraszonych wykrzyknikami doniesień prasowych. Latem 2021 roku tętniły one newsami o sprowadzeniu a to Barry'ego Douglasa, a to Artura Sobiecha, a to wreszcie najdroższego piłkarza w dziejach Kolejorza - Adriela Ba Louy. Zimą doszedł do tego jeszcze jeden drogi transfer - Kristoffer Velde.

Reklama

Żaden z nich nie odegrał istotnej roli na boisku w walce o tytuł mistrzowski.

Czy to znaczy, że kibice i dziennikarze, a może i władze klubu nie znają się na transferach? W dużej mierze - tak. Tacy gracze jak Adriel Ba Loua czy Kristoffer Velde na razie nie stanowią o sile Lecha, ale może będą o niej stanowili w przyszłości. Lech wkrótce będzie potrzebował nadal szerokiej, a może jeszcze szerszej kadry niż obecnie. Ta kadra ma doprowadzić do pogodzenia gry w lidze z grą w pucharach.

Co działo się w ostatniej kolejce naszej Ekstraklasy - sprawdź w naszym programie wideo!

Najdroższe transfery Lecha miały mniejsze znaczenie

Na dzisiaj jednak to nie najdroższe i najgłośniejsze transfery okazały się kluczowe w zdobyciu mistrzostwa. One stanowiły jedynie letnią iluzję, pewną dostrzeganą jedynie pobieżnie przykrywkę pracy, która wykonywana była poza transferami. Pracę kluczową dla mistrzostwa - od tej nad mentalem aż po elementy taktyczne, stałe fragmenty gry, sposoby wyprowadzania piłki itd. A transfery, zwłaszcza te najdroższe, to wisienka na torcie, którą karmią się newsmeni, showmeni, ale już nie analitycy.

Z grona letnich wzmocnień Lecha najbardziej istotny okazał się Pedro Rebocho, który kosztował raptem dziesięciokrotnie mniej niż taki Adriel Ba Loua. Nade wszystko kluczową rolę odegrali zawodnicy, których Lech już miał w kadrze i mimo tego, że zostali naznaczeni upadkiem z wiosny 2021 roku. Tą straszną klęską, która wydawała się niepojęta i wypychała Kolejorza z grona zespołów poważnych, w każdym razie poważnie liczących się w walce o trofea.

Teza o tym, że Lech został mistrzem Polski, bo się wzmocnił jest prawdziwa tylko w części. W sporej mierze - fałszywa. Lech został mistrzem, bo wzmocnił się nie personalnie, ale mentalnie, fizycznie i taktycznie. Wykorzystał potencjał, który już w nim tkwił, a z którego nie potrafił zrobić pożytku.

Kibice i dziennikarze często uciekają się do jedynej rady dla zespołu w kłopotach - tą radą są transfery. One jak magiczna różdżka mają załatwić sprawę, bo imitują nowe rozdanie, nową talię kart. Nie zmieniają jednak sposobu gry. Transfery są istotne, bo powodują pewien bardzo ważny ferment w zespole i dopływ świeżej krwi oraz świeżych umiejętności. Kluczem jednak największym jest praca.

Lech Poznań nie dostał zastrzyków, Przeszedł terapię

Lech nie okazał się klubem, któremu wystarczyło zrobić dwa czy trzy zastrzyki po milion euro każdy, aby został uzdrowiony. Owo uzdrowienie było znacznie bardziej złożoną terapią, którą Kolejorz wykonać musiał w tempie ekspresowym. Nie miał sześciu lat jak Marek Papszun w Rakowie Częstochowa czy choćby czterech jak Kosta Runjaić w Pogoni Szczecin. Miał rok, gdyż jubileusz 100-lecia nałożył mu pewne karby. Nie mógł powiedzieć - popracujmy jeszcze rok, dwa, zbudujmy zespół co się zowie. Tytuł musiał zdobyć tu i teraz, tylko teraz.

CZYTAJ TAKŻE: To mistrzostwo Lecha Poznań może zmienić wszystko

Może więc dobrze, że dopiero 100-lecie klubu zmusiło Lecha do wzmożonego wysiłku, by uzyskać sukces sportowy. Wycisnęło te 105 procent mocy z reaktora niezbędne do tego, aby z grona "niezłych" stać się "najlepszym". Ten sezon pokazał, jak mocno na tytuł rzutują detale, pojedyncze mecze, gole i wpadki. Jak o wszystko trzeba zadbać.

Lech Poznań sprawia wrażenie zespołu, który zdobył tytuł tym, czym dysponował już rok temu, ale potrzebował czasu i dobrej ręki, aby ów potencjał wykorzystać. Adriel Ba Loua, Kristoffer Velde być może nie przydadzą już mu się nigdy, ale może przydadzą się mu później. Futbol jest bowiem pracą organiczną i nawet jeśli wykonuje się ją w trybie przyspieszonym przez rok, to wykonać ją trzeba. Efekty przychodzą z pewnym opóźnieniem.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL