Reklama

Reklama

Lech Poznań sprzedał piłkarza-kibica. Paweł Tomczyk stał się wolny

Odejście Pawła Tomczyka z Lecha Poznań do Widzewa Łódź pokazuje, że relacje między klubami piłkarskimi w Polsce a ich kibicami to dwa różne światy. Dla zagorzałego kibica Kolejorza gra w Widzewie to przecież ogromna szansa.

Nie jest tajemnicą, że kibice Lecha Poznań i Widzewa Łódź nie żyją w dobrych relacjach. Różnie z tym bywało na przestrzeni lat, pamiętamy chociażby jaki charakter miał mecz poznaniaków z Widzewem z maja 2007 roku, gdy Piotr Reiss strzelał swego setnego gola. Uczestniczyły w nim tłumy kibiców Kolejorza wraz z licznymi fanami Widzewa, którzy przybyli na mecz wręcz rodzinnie. Dzisiaj byłoby to pewnie niemożliwe, bo jedni i drudzy urządzili sobie szczeniacką wojnę o flagi.

Reklama

A Paweł Tomczyk to kibic Lecha i to zagorzały, rodem z Kotła stadionu przy Bułgarskiej. Swego czasu na swoim profilu facebookowym zamieścił zdjęcie, na którym dumnie unosi niebieski szalik, stojąc na tle kordonu policji. Od tamtej pory jednak minęło sporo czasu. Kibic stał się piłkarzem, zmienił perspektywę z trybun na murawę - a tu mecz i zawodników postrzega się kompletnie inaczej. Kiedy więc teraz Paweł Tomczyk przechodzi do Widzewa, to można powiedzieć, że trafia tam przede wszystkim piłkarz, a dopiero potem kibic.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Paweł Tomczyk z Lecha do Widzewa

Zapewne znajdą się twardogłowi z obu stron, którzy będą mu mieli za złe to przejście, ale prawda jest taka, że dla Pawła Tomczyka to ogromna szansa. Trafia do ciekawej drużyny, w lidze może odpowiadającej jego umiejętnościom. Trafia jako mistrz Polski seniorów z 2019 roku (w barwach Piasta Gliwice). Ma szansę rozegrać wiele spotkań na dobrym poziomie i z ładunkiem adrenaliny, jakiej dostarczają mecze Widzewa. A w takim środowisku, w meczach z takimi emocjami ten zawodnik czuje się najlepiej.

To dla niego także wielka szansa dlatego, że po raz pierwszy Paweł Tomczyk może decydować sam o sobie. Nie jest już tymczasowo wypożyczany przez Lecha, który rozstrzyga o jego przyszłości i ją planuje. Teraz zawodnik sam jest sobie sterem, żeglarzem, okrętem i tylko od niego zależy, co dalej z jego karierą. Może kiedyś Lech pożałuje, że odszedł jak w wypadku Kamila Drygasa, a może okaże się to rozwiązaniem najlepszym z możliwych.

Pamiętam jak swego czasu, gdy napisałem, że poziom Lecha Poznań chyba jednak przerasta Pawła Tomczyka, zadzwonił do mnie Ivan Djurdjević - chyba największy zwolennik tego wciąż młodego gracza w Lechu. Protestował. Mówił, że potencjał "Pawki" Tomczyka jest większy niż myślę i że przekonam się jeszcze o tym.

Gdzie Tomczyk, gdzie Moder

To możliwe, ale już nie w Kolejorzu. Minęło pięć lat, odkąd Paweł Tomczyk błyszczał w mistrzostwach Polski juniorów, w których Lech zostawał mistrzem, a on strzelał gole wraz z Jakubem Moderem, u boku Roberta Gumnego czy Tymnoteusza Puchacza. Minęły cztery lata od obiecującego debiutu w barwach Kolejorza przeciwko Cracovii, gdy zmieniał Dawida Kownackiego jako jego być może rychły następca. Minął wreszcie ponad rok od jego ostatniego występu dla Lecha w meczu z Arką Gdynia, gdy zagrał końcówkę jako zmiennik Jakuba Modera. I półtora roku od ostatniego gola dla Kolejorza w pojedynku z Jagiellonią Białystok we wrześniu 2019 roku.

Dla człowieka, który ma Lecha w sercu i niebiesko-białą krew w żyłach, to zapewne trudny moment. Już wie, że rozdział "Lech Poznań" został zamknięty, że tutaj sobie jednak nie poradził. To jego ukochany klub, ale nie w nim będzie pracował. Spodziewam się, że niełatwo jest to sobie uświadomić.

A jednak warto, bo odejście z Lecha sprawia, że Paweł Tomczyk wreszcie stanie się wolny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama