Reklama

Reklama

Lech Poznań pokonany po raz pierwszy. Wrócił stary Lech

Pierwsza porażka Lecha Poznań w tym sezonie jest dla niego poważnym ciosem. Przegrał mecz ze znajdująca się w kryzysie, jak się wydawało, Jagiellonią Białystok. Jedna porażka to nie jest jeszcze wielki problem, ale styl w jakim Lech przegrał jest już nawiązaniem do zeszłego sezonu.

Mówimy o czasach, w których Lech Poznań potrafił zagrać tak słabo, że ocierał się o śmieszność. Przegrywał mecze w kiepskim stylu, przechodząc obok spotkań zupełnie albo w solidnych ich fragmentach. Pod wodzą nowego trenera Macieja Skorży, w nowym sezonie wydawało się to już przeszłością. Pojedynek z Jagiellonia w Białymstoku pokazał, że niekoniecznie.

Lech Poznań przegrał pierwszy raz, co samo w sobie jest ciosem, jako że z Jagiellonią w kryzysie i po dwóch dotkliwych porażkach powinien był sobie poradzić. Skoro Wisła Płock ograła ją 3-0, a Lechia Gdańsk rozbiła w Pucharze Polski 301, to tym bardziej zdolny do tego był Kolejorz, o którym mówi się, że ma na ławce piłkarzy, jakich wielu ligowych trenerów chciałoby mieć w wyjściowej jedenastce.

Reklama

Nie pomogli, nie pomogły zmiany i koncentracja, o jakiej mówił trener Skorży. Przed meczem nazywał mecz w Białymstoku "sprawdzianem dojrzałości" i zapewniał, że nie ma w zespole symptomów samozadowolenia po ostatnich wynikach ani noszenia głowy w chmurach, wreszcie nie ma rozluźnienia. Przyszedł jednak mecz z Jagiellonią i doszło do wpadki.

CZYTAJ TAKŻE: Bardzo złe nastroje po porażce Lecha Poznań

Lech Poznań przegrał w bardzo złym stylu

Porażka to jeden cios, ale drugim jest jej styl, zwłaszcza w drugiej połowie. W pierwszej Lech grał nieskutecznie i chwilami nie za mądrze, ale jednak mocno przeważał i miał sporo okazji do tego, by prowadzić. Wydawało się więc, że przy utrzymaniu tego sposobu gry, poprawieniu skuteczności i może przy skorzystaniu z siedzących na ławce asów w stylu Pedro Tiby czy Daniego Ramireza poznaniacy poradzą sobie bez problemu.

Druga połowa meczu w Białymstoku okazała się większym problemem niż sama porażka. Trąciła bowiem mocno zeszłym sezonem i beznadziejną grą, jaką wtedy lechici dostarczali kibicom. Ci tłumnie pojechali do dalekiego Białegostoku, aby zobaczyć przemienionego Lecha. Niekoniecznie zwycięskiego, bo z tym różnie bywa, ale grającego bezdyskusyjnie inaczej niż kilka miesięcy temu. I nie zobaczyli.

Lech Poznań przedstawił powody do niepokoju

To może być wypadek przy pracy, jednorazowa historia, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia z Kolejorzem, trwoży. Oznacza bowiem, że stare demony nie zostały przegnane, a Lech wciąż jest zespołem chimerycznym i niepewnym, który w każdej chwili może wypuścić szansę z rąk ,zwalić, wreszcie przejść obok meczu i uraczyć swych fanów katastrofalną grą. To wcale nie minęło. 

A skoro tak, to trudno mu będzie bić się o mistrzostwo Polski, co zamierza. Walka o tytuł na długim dystansie wkalkulowuje porażki, bo daje dość czasu i okazji na odrobienie strat. Jednakże determinacja, wola walki i wyciśnięcie z siebie maksimum nawet w meczu, w którym się nie układa to podstawa takiej rywalizacji. O fetę mistrzowska i wygranie ligi, a nie tylko k któreś tam miejsce.

Z jednej strony bowiem kibice nie poznawali Lecha, który jeszcze Lecha, który jeszcze tydzień temu w imponującym stylu zwyciężył Wisłę Kraków 5-0, chociaż ta wcale nie była drużyną beznadziejną, Z drugiej strony jednak poznawali go bardzo dobrze. W drugiej połowie meczu z Jagiellonią to był ten Lech, który torturuje swych kibiców od lat. Zagnany w kąt, powrócił, aby powiedzieć: "nie możecie być nigdy pewni, że zagramy dobry mecz. Nie gdy mowa o Lechu Poznań".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje