Reklama

Reklama

Lech Poznań jak nikt inny potrafi poszukać kłopotów

Kiedy Lech Poznań znalazł się już na pozycji lidera Ekstraklasy, rozbił Śląsk Wrocław i z nadziejami przystąpił do przygotowań do meczu z Legią Warszawa, kiedy wydawało się, że kłopoty są już za nim, wkroczył Nika Kwekweskiri i - nomem omen - powiedział: potrzymaj mi wino.

To, co zrobił Gruzin nie mieści się w zasadzie w żadnych kategoriach i jest całkowicie naganne. Nika Kwekweskiri wsiadł do samochodu po alkoholu, z 0,8 promila we krwi. Spowodował stłuczkę, a przy okazji spowodował potężne kłopoty i sobie, i klubowi, i wszystkim, którzy mu kibicują, bo teraz muszą świecić oczami za nieakceptowalny żadną miarę przypadek jazdy na podwójnym gazie.

Zupełnie jakby piłkarze wciąż myśleli, że są członkami innego świata, pochodzą z innej rzeczywistości. Nie tej, w której jazda po alkoholu w najlepszym wypadku rujnuje reputację, a może też zrujnować i zakończyć czyjeś życie.

Reklama

Lech Poznań. Co dalej z Niką Kwekweskirim?

To, jakie będą dalsze losy Niki Kwekweskiriego po tej historii, jeszcze nie wiemy. Nie brakuje głosów domagających się od Lecha wręcz rozwiązania kontraktu. Wiadomo jednak, że cała historia z nietrzeźwym piłkarzem za kierownicą rzutuje także na reputację Lecha i demoluje dotychczasowy spokój, jaki zapadł po wygranej 4-0 ze Śląskiem Wrocław. Proszę tylko pomyśleć - cisza, spokój, dobre wyniki, wreszcie komfortowe warunku do pracy i przygotowań do meczu z Legią Warszawa, po czym wydarza się coś takiego. Historia, po której znów na Lecha spadają gromy, chociaż nie on zabronił swemu zawodnikowi zamówić taksówkę spod knajpy. I to w sytuacji, w której kibicami jest tak wiele osób w Poznaniu, że kto wie, czy taksówkarz nie zawiózłby swego idola do domu za darmo. Idola może do chwili decyzji o tym, by wsiąść do auta, gdyż teraz Gruznowi ta sytuacja będzie wypominana za każdym razem i latami. A i tak może się cieszyć, że na tym komplikacje się skończą.

O Lechu Poznań mówi się różnie, ale określenie "fabryka kłopotów" pasuje do niego jak ulał. Nie ma bowiem takiego błogostanu, którego nie dałoby się tu zepsuć w sposób aż trudny do wyobrażenia. Zadziwiające, doprawdy, zadziwiające co może się tu wydarzyć w chwili, gdy nikt się tego nie spodziewa. Nigdy bowiem w Lechu nie jest tak dobrze, żeby za chwilę nie mogło się to w jednej chwili zmienić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje