Reklama

Reklama

Lata temu nie uwierzylibyśmy w walkę Polki o finał Wielkiego Szlema

Kiedy zaczynałem interesować się sportem, a było to w latach osiemdziesiątych, tenis stanowił jeden z tych zakamarków, do którego Polska nie docierała w ogóle. Po odejściu Wojciecha Fibaka byliśmy jego marginesem. Dzisiaj zdanie "Iga Świątek nie zdołała awansować do finału Wielkiego Szlema" brzmi rozczarowująco, wtedy byłoby absolutną abstrakcją.

To pokazuje, jak wiele zmieniło się i w polskim tenisie, i w całym sporcie. Przystępujemy oto do najważniejszych imprez tenisowych świata takich jak turnieje wielkoszlemowe nie w roli postronnych widzów, ale zaangażowanych kibiców, trzymających kciuki za swoich. Nie za jednego rodzynka, jakim kiedyś był Wojciech Fibak czy jeszcze przed wojną Jadwiga Jędrzejowska, ale za grupę zawodników i zawodniczek, z których Iga Świątek i Hubert Hurkacz są w stanie dojść bardzo daleko.

CZYTAJ TAKŻE: Wojciech Fibak: Hubert Hurkacz i Iga Świątek mogę być nr 1 na świecie

Reklama

Dla kogoś, kto sportem interesuje się dłużej niż kilka lat, dłużej niż dwie dekady to sytuacja niezwykła i ekscytująca. Od lat osiemdziesiątych tenis był jedną z tych dyscyplin sportu, w której Polska stanowiła absolutny margines. Mieliśmy za sobą całe lata z zawodnikami notowanymi najwyżej na trzycyfrowych miejscach w rankingu a tenis jawił się jako ten zawodowy sport, do którego ze swoją amatorszczyzną nie mamy wstępu. Sport z dalekich kortów Anglii, Stanów Zjednoczonych, Australii czy Paryża.

Było to o tyle przykre, że przecież sąsiedzi w tenisa grać umieli. Dawna Czechosłowacja na przykład dekada po dekadzie liczyła się w nim zawsze, a Polska - długo nie. 

Radwańska, Świątek i Hurkacz odmienili polski tenis

Aż przyszły czasy współczesne, gdy Iga Świątek jest wygrać nie tylko kilka meczów, ale cały turniej wielkoszlemowy w Paryżu, a w Australii dojść do półfinału. Czasy, w których Hubert Hurkacz jest w stanie zwyciężyć największe rakiety świata. Gdy Polacy mają znaczenie, a nasze gwiazdy poprawiają wyniki Agnieszki Radwańskiej.

Porażka Igi Świątek w półfinale z Danielle Collins jest bolesna i dla kogoś, kto kibicuje polskim sportowcom od nie więcej niż 20 lat może stanowić wielkie rozczarowanie. Dla starszych kibiców nie powinna, bowiem nawet ta porażka jest świadectwem wielce interesujących czasów tenisowych, w których żyjemy. Czasów, gdy niekiedy niecodzienne w Polsce godziny meczów skłaniają tak wiele osób do zarwania nocy czy poranka. Czasów, gdy życie kibiców przebiega w rytmie tenisa.

Iga Świątek i tak elektryzuje tłumy

Słabszy mecz Polki można i należy skrytykować, ale z jednoczesnym pochyleniem głowy przed Igą Świątek, przed Hubertem Hurkaczem i tymi wszystkimi ludźmi, którzy odmienili polski tenis. Sprawili, że sukcesy w nim przestały być egzotyką. Warto to docenić w oczekiwaniu na kolejnego Wielkiego Szlema, w oczekiwaniu na następny duży turniej z udziałem Polaków.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy