Reklama

Reklama

Hurkacz i Świątek ratują wizerunek światowego tenisa. Podwójna duma

O światowym tenisie można by powiedzieć, że dzisiaj rządzi nim najbardziej zgniła i zdegenerowana organizacja sportowa świata. Można by, gdyby nie Wimbledon, Hubert Hurkacz i Iga Świątek. Oni ratują dawny sport dżentelmenów, który zawiódł w ponurych czasach.

Szlachetna dyscyplina, sport dżentelmenów i dam, podczas którego obowiązuje savoire-vivre. Na korty wchodzi się na biało, z sędzia się nie dyskutuje (sprawdzić, czy nie John McEnroe), a kibic, który nie usiadł albo powiedział coś głośniej niż szeptem to poważne zagrożenie dla zasad panujących w tenisie. 

Gdy się popatrzy na ten prastary sport, którego ważne turnieje zaczynały się jeszcze przed wojnami światowymi, można odnieść wrażenie, że tenis jest wyznacznikiem kultury, zachowania, szarmanckości i najwyższych cnót. Aż przychodzi wojna w Ukrainie i czar pryska. Spod tenisowej bieli zaczyna potwornie cuchnąć.

Reklama

Fetor wiąże się z siedzeniem okrakiem przez władze tenisowe ATP i WTA na granicy oddzielającej przyzwoitość od zwykłej grandy. A jest nią dopuszczenie do rywalizacji jak gdyby nigdy nic zawodników i zawodniczek z Rosji. Ach, oczywiście - nie zagra się im hymnu czy też nie pokaże flagi przy nazwisku, żeby sobie czasem nie myśleli, że wszystko im wolno. 

WTA i ATP są gorsze niż FIFA. O wiele gorsze

Fasadowość tenisa w czasie wojny jest porażająca. Nie tak dawno świat naciskał na piłkarskie władze FIFA i UEFA, aby usunęły Rosję z wszelkich rozgrywek. Piłkarskie centrale wiły się jak mogły, proponowały inne zamienne rozwiązania, ale na szczęście one nie przeszły. Żaden brak hymnów, żaden brak flag - Rosja ma zostać objęta bojkotem i ostracyzmem, który zapewne dotknie też Rosjan dobrej woli, w tym rosyjskich tenisistów dobrej woli i przeciwnych agresji, ale trudno. Innego wyjścia nie ma.

No chyba, że to tenis. Tutaj między wymianami podań i uprzejmości nie zapomina się o tym, że chociaż mordowanie i gwałcenie ludzi w Ukrainie jest niedobre, to jednak nie aż tak, aby nie można było rozkoszować się grą Rosjan na korcie i zarabiać dzięki temu spore miliony.

Można by za to w tej sytuacji poczuć potężne mdłości - ja np. je miałem i podczas French Open opuściłem całkowicie jeden mecz Igi Świątek. ten z Darią Kasatkiną. Po prostu nie mogłem na to patrzeć. Mdłości można by poczuć i teraz, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z Wimbledonem. I że istnieją Iga Świątek i Hubert Hurkacz oraz ich poczucie elementarnej sprawiedliwości czy też raczej wrażliwość na niesprawiedliwość.

Zobacz najlepsze zagrania i skróty meczów z Wimbledonu!

Wimbledon stał się tym sprawiedliwym w Sodomie i Gomorze, który przeciwstawił się jawnej kpinie, jaką stały się rozgrywki tenisowe z udziałem Rosjan. Nie dopuścił do tego, aby wystartowali oni na jego szlachetnej trawie i skalali grzechem obojętności przeszło stuletnią tradycję. na serio potraktował cnoty kroczące za białym sportem. Został za to ukarany odebraniem statusu imprezy punktowanej, tak jakby to Wimbledon był w tej historii czarnym charakterem. 

Asy Huberta Hurkacza niosą pomoc

Na dodatek na angielską trawę wyjdą Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Ona po niemal każdym meczu porusza sprawy ukraińskie, protestuje przeciw agresji i zwraca uwagę świata na to, że my tu sobie pykamy asy, skróciki i woleje, a tam giną ludzie. Robi to, gdyż wie, czym jest odpowiedzialna popularność. Czym jest nośność wizerunku, na który ciężko zapracowała. Można na nim zarabiać, można dzięki niemu przekazać ważne treści i zostać wysłuchanym.

CZYTAJ TAKŻE: Hubert Hurkacz to jeden z faworytów Wimbledonu

On z kolei w spektakularny sposób przeznacza 100 euro na pomoc Ukrainie po każdym asie zafundowanym rywalom. Tak jakby polski tenisista chciał tymi asami grzmotnąć o trawę, mączkę ceglaną czy sztuczną nawierzchnię swój sprzeciw i niezgodę na to, co się dzieje. Posyła przeciwnikom piłki niosące zwycięstwa, ale i pomoc.

To dzięki takim przypadkom i takim gestom białe, szlachetne stroje tenisa nie zostały całkowicie unurzane w błocie. To dzięki nim tenis pozostał sportem ludzi, którym warto poświęcić uwagę.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL