Reklama

Reklama

Zygmunt Hanusik nie żyje. Kochał gołębie, kolarstwo i życie

Miał być piłkarzem. Na szczęście został kolarzem. Zdecydował o tym przypadek.

Zygmunt Hanusik to najlepszy - obok Joachima Halupczoka - śląski kolarz wszech czasów, mistrz Polski, uczestnik Wyścigu Pokoju w czasach, kiedy impreza wzbudzała największe zainteresowanie.

"Zyga" biegał i robił wślizgi

Reklama

Ciekawe, że początkowo nastoletni "Zyga" kolarstwem wcale się nie interesował. Zaczynał od piłki nożnej: grał w trampkarzach w Czułowiance, małym klubie z Tychów, występujących dziś w B-klasie. Występował na pomocy, miał mnóstwo energii. Mówił mi, że wtedy nazywali go "Dziką Świnią", bo boiska na skrzydłach, tam gdzie grał "całe zorane były jakby tam dziki ryły". Wszystko dlatego, że młody Hanusik tam biegał i wślizgi robił.

Odwiedziłem Go w jego rodzinnym Wartogłowcu, dzielnicy Tychów. Mieszkał w pięknym miejscu pod lasem.  Tam się urodził. Kiedyś stała tam stara chałupa przykryta słomianymi snopkami. - "Stond" żem wyszedł w świat, tu wróciłem - opowiadał mi. Zawsze bardziej "godoł" niż mówił. Kiedy wrócił z Francji, bo tam ścigał się dwa lata i przywiózł trochę grosza - wybudował w rodzinnym miejscu pieczarkarnię a mieszkał w Tychach. Jednak to było Jego miejsce i tam wrócił.

Pierwszy rower na raty

Pamiętam, że była piękna pogoda; usiedliśmy w ogrodzie i zaczęliśmy rozmawiać o kolarstwie. Początkowo wcale o rowerach nie myślał mimo gorących próśb kolegów z Wartogłowca. Wolał piłkę. Wszystko zmieniło się kiedy kupił sobie pierwszy wyścigowy rower. Historia związana z tym zakupem jest niecodzienna.

Zdecydował oczywiście przypadek. Kolega "Zygi" robił na kopalni i dostał talon na rower: "Diamant", dobrą wyścigówkę. Długo na nim jednak nie pojeździł: miał wypadek i złamał koło. Pyta Hanusika: "Zyga, chcesz rower? Ale 500 zł musisz dać."

Hanusikowi zaświeciły się oczy. To było coś, bo nowa wyścigówka kosztowała wtedy 2 tysiące zł. To było dużo pieniędzy. Chłopak chodził wówczas do szkoły górniczej w Kostuchnie i pracował na warsztatach naprawczych. Nie miał pieniędzy, ale wziął rower i oddawał dług w ratach  - po 100 zł miesięcznie.

Wygrał i... zawrócił

"Zyga" naprawił rower i zaczął... jeździć na piłkarskie mecze Czułowianki, to było jakieś 10 km. Pewnego dnia jedzie, patrzy: kolarze! Mieli trening. "Pojadę z nimi" - pomyślał. Miał wrodzony spryt, umiał wykorzystać okoliczności. Trener zarządził, że po podjeździe na Wzgórze Wandy (najwyżej położony punkt Katowic na wysokości 352 m.n.p.m) koniec treningu.

Zygmunt Hanusik zapamiętał, że w grupce wyróżniało się dwóch kolarzy. W pewnym momencie właśnie oni zaatakowali. Wszyscy inni zostali, a "Zyga" za nimi. 100 metrów do szczytu. Jeden odpadł, zostali więc we dwóch. 50 metrów, ten ogląda się na prawo, myślał, że jest już sam. A Hanusik lewą stroną - pyk! Ograł go. Zawrócił zadowolony na górze i... pojechał na trening Czułowianki.

Zdarzenie widział ówczesny wiceprezes okręgowego związku kolarskiego. Zachwycony chłopakiem, pojechał za nim na motorze na boisko. Zostawił motor i zaczął namawiać. Hanusik początkowo nie był chętny, wykręcał się, że nie ma... spodenek. 

Ostatecznie dał się namówić i wsiąkł. Działacz umożliwił mu start w Blachowni koło Częstochowy. Hanusik zajął trzecie miejsce. A kolejny wyścig wygrał. Kolejne i kolejne...

Uwielbiał walkę w peletonie

W latach 60. zostaje reprezentantem Polski, zaczyna jeździć w Wyścigu Pokoju. Styl ma specyficzny, trochę zbójecki. W szpicy chodzi, często się rozpycha na finiszu. Wiele razy uczestniczy w kraksach. Pięć razy ma wstrząs mózgu. Obojczyki oba połamane, pozrywane ścięgna Achillesa. W peletonie tak jest, na finiszu się pchają! Jeden drugiemu nie ustąpi, gdzie tam, idzie walka na łokcie! Komu to nie odpowiada, nie ma szans zostać dobrym kolarzem. Hanusikowi odpowiada.  Uwielbia taką walką. Nigdy nie odpuszcza, sam o sobie mówił, że w peletonie był cwaniaczkiem. Nigdy nie ustąpił, prędzej sam rywala przewrócił i pojechał dalej.

Na igrzyskach w Meksyku sam uczestnicy w kraksie, która przekreśla jego szanse na dobry wynik. Tam w olimpijskim peletonie jest wielu kolarzy, który nie mają doświadczenia. W efekcie już po stu metrach od startu przewraca się... czterdziestu kolarzy. Hanusik łamie koło, ale... nie czeka na pomoc. Wypina koło z roweru jakiemuś afrykańskiemu mocno potłuczonemu kolarzowi ("jemu i tak już nie było potrzebne") i wpina do swojego. Jest już jednak za późno. Czołówka odjeżdża. Efekt? 62. miejsce na mecie.

Przyjaźń z Ryszardem Szurkowskim

Do społecznej kibicowskiej świadomości przechodzi jako uczestnik "Wyścigu Pokoju". Cała Polska żyła tą imprezą. Jej uczestnicy byli bohaterami, herosami rozbudzającymi wyobraźnię mas. Najbardziej - Ryszard Szurkowski i Stanisław Szozda, ale Zygmunt Hanusik, w charakterystycznej brodzie, którą nosił całe życie - również. W 1970 roku mógł nawet wygrać. Polska była tak mocna, że kolarze ustalali, kto ma wygrać etap. Hanusik był nawet liderem, ale od kierownictwa usłyszał, że wyścig ma wygrać Szurkowski. Nie miał o to pretensji do przyjaciela, bardzo się lubili i szanowali. Ale powtarzał: "Koledzy na mnie wtedy powinni jechać, a Rysiek byłby drugi". Wygrał za to mistrzostwo Polski w 1970 roku, bo rower oddał mu właśnie Szurkowski, który za ten czyn został uhonorowany Nagrodą Fair Play UNESCO. Kiedy Szurkowski był na Śląsku wpadał do Hanusików na "roladę i modro kapusto". Kiedy Ryszard Szurkowski zmarł - rozmawialiśmy po raz ostatni. Wspominał wtedy przyjaciela...

O gołębie - jak o rower - trzeba dbać

Ogromną pasją Zygmunta Hanusika - równą kolarstwu - były gołębie. Kiedy gadaliśmy u niego w ogrodzie, wypuścił je i patrzył w niebo. Widziałem jak zajmuje się nimi z czułością. Dwa razy dziennie trzeba dać jeść. Systematycznie, regularnie, nie za dużo.

Gołębiami zajmował się już za bajtla, miał "polnioki". Jego ojciec Robert był kolejarzem i lubił gołębie. Został po nim gołębnik. Kiedy "Zyga" skończył się ścigać ten gołębnik urósł do wagi państwowej.

Kiedy zobaczyłem gołębie Zygmunt Hanusik pokazał mi też rowery. W garażu pięć stało. Różnego rodzaju, na różne okazje. Nigdy nie przestał kochać kolarstwa. W 2019 roku powstał o nim film dokumentalny "Hanys" (tak na niego wołali w peletonie).

Nic z wielkiej gwiazdy

Całe życie ścigał się w barwach Górnika Lędziny, karierę kończył w Polonii Łaziska Górne (oba kluby niedaleko Tychów). Miłośnicy kolarstwa zapamiętali, że po karierze czasami komentował tam na żywo rozgrywane tam kryteria uliczne. Sam często takie wyścigi organizował. Gdy kolarze byli jeszcze daleko, odstawiał mikrofon i gawędził z otaczającą go grupką dzieci i młodzieży. Nie miał w sobie niczego z wielkiej gwiazdy.

Teraz nie żyje. Zmarł na serce w szpitalu w Katowicach-Ochojcu.

***

Zygmunt Hanusik

ur. 28 lutego 1945 w Wartogłowcu, zmarł 4 marca 2021 w Katowicach-Ochojcu

Czterokrotny uczestnik Wyścigu Pokoju (trzeci w 1970), olimpijczyk z Meksyku (1968). Mistrz Polski ze startu wspólnego (1970). Zwycięzca wyścigów Dookoła Algierii (1970) i Tour du Loir et Cher (1972)


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje