Reklama

Reklama

To nie Legia Warszawa przegrała. To Piast Gliwice wygrał

Podczas meczu w Gliwicach jasne było, który zespół był podmiotem a który dopełnieniem. To był dla Piasta ważny mecz nie tylko dlatego, że udowodnił coś innym. Był przede wszystkim ważny, bo udowodnił coś sobie

Mecz w Gliwicach był dobrą wizytówką polskiej ekstraklasy. Było wszystko: emocje, tempo, zaangażowanie, zwroty akcji, tempo. Przyznam, że grą gospodarzy w niedzielny wieczór byłem wręcz zachwycony. Oczywiście: mecz ułożył się im idealnie, nie zostali skarceni na początku za rażące błędy. Ale czy to ich wina? Na "dwusłupkowy" alarm zareagowali idealnie. Idealnie!

Trzy plusy Piasta Gliwice

Zauważam trzy plusy.

Plus pierwszy - ten mecz daje niezwykły zastrzyk motywacyjny. Trener nie musi już chyba prosić piłkarzy Piasta żeby uwierzyli w siebie. Bilans wcześniejszych pięciu meczów ligowych to zwycięstwo, remis i trzy porażki. Passa, którą nie można się chwalić. Grupa mogłaby się zastanawiać na co ją stać. Czy na tyle ile drużynę pod szyldem Piasta jeszcze niedawno? Można było mieć wątpliwości? Jeśli tak - to ten mecz powinien je rozwiać. To spotkanie - górnolotnie stwierdzając - może być kamieniem węgielnym pod podwaliny nowego Piasta. Nowego? No tak, bo ilu piłkarzy z tej drużyny świętowało tak niedawne mistrzostwo Polski? 

Reklama

Plus drugi - ten mecz w ogromnym stopniu poszerza wachlarz możliwości taktycznych. Drużyna została bowiem zestawiona w ten sposób po raz pierwszy i - jako, że świetnie zdała test - automatycznie rośnie wachlarz rozwiązań, z których może skorzystać Waldemar Fornalik. Sztab to niewątpliwie bohater tego sukcesu na równi ze składem. 

Lećmy od tyłu. Stoper Miguel Muñoz pokazał, że można na niego liczyć. Pierwszy raz zagrał w lidze od pierwszej minuty i choć nie był to występ idealny (czy mógł zachować się inaczej przy straconej bramce?) udowodnił, że jest ważnym elementem tej drużyny. Linia defensywna z nim w składzie przetrzymała napór Legii, który narastał po zdobytej przez nią kontaktowej bramce. Pomocnik Tom Hateley też pierwszy raz po powrocie zagrał od pierwszej minuty i przypomniał wszystkie własne przymioty z powodu których był tak bardzo ceniony podczas pierwszego pobytu w Piaście. Regulował tempo, wiedział kiedy się cofnąć, kiedy pójść do przodu, czynił to wszystko bez uznania dla rywali - po prostu grał w piłkę na wysokim poziomie. Atak: zrobił wszystko co należało. Wszyscy słusznie zachwycają się Alberto Torilem, ale ja chcę przy tej okazji zwrócić uwagę na Nikolę Stolijkovicia. Ilu piłkarzy może pochwalić się faktem, że wchodząc na boisko siedem minut przed końcem meczu z Legią strzelają debiutanckiego gola w ekstraklasie już trzy minuty później? Spytałem o Stolijkovicia trenera Fornalika. Przyznał, że przed meczem zastanawiali się w sztabie kto ma wyjść w pierwszym składzie: Toril czy Serb. To pokazuje w jakiej formie jest obecnie Stolijković po odrobieniu zaległości fizycznych. A z tym wiąże się...

...plus trzeci - wygląda na to, że Piast będzie sam się napędzał, bo piłkarze szerokiego składu będą autentycznie rywalizować o miejsce. Nie ma raczej podziału na pierwszą jedenastkę i resztę. Udało się bowiem w polskich warunkach osiągnąć coś naprawdę niezwykłego: W tej chwili tak naprawdę konkurencji nie mają jedynie Frantisek Plach i Martin Konczkowski - co nie znaczy oczywiście, że są nie do zastąpienia... No bo tak: o miejsce na skrzydłach rywalizują Pyrka, Kądzior, Ameyaw, Vida. Na środek obrony po dojściu do siebie rekonwalescentów będzie do gry czterech ludzi na dwa miejsca (Czerwiński, Huk, Mosór, Muñoz). Nawet o miejsce na lewej obronie - zazwyczaj tak słabo obsadzanej w zespołach polskiej ligi jest rywalizacja: o miejsce walczą przecież Katranis i Holubek. Środek pomocy to cała paleta piłkarzy o różnej charakterystyce: Hateley, Sokołowski, Chrapek, Lipski, Tiago Alves, ciągle Jodłowiec - a miejsca tylko trzy! O ataku już było, a jest przecież jeszcze Steczyk...

Piast i Legia to kwestia narracji

Wreszcie last but not least:

Kilka zdań o rywalu Piasta. Kiedy weźmiecie dziś do ręki niektóre gazety przeczytacie w nagłówkach, że Legia przegrała w Gliwicach. To nie jest prawda w pełni - sformułowaniem, które lepiej odda co działo się na boisku, będzie to, że Piast wygrał. Oczywista narracja budowana przez ludzi związanych z Legią jest taka, że to wstyd, że to wszystko przez błędy Legii, że niektórzy piłkarze nie dorośli, żeby reprezentować jej barwy... Jest to podejście "legiocentryczne" i jeśli ktoś chce - może oczywiście takie mieć, to przecież wolny kraj. "Legiocentryczne" nie znaczy jednak - nie wszyscy chyba jednak zdają sobie z tego sprawę - obiektywne... Nie każdy wierzy, że słońce krąży wokół ziemi. 

Legia w warunkach polskich to silna drużyna, być może kadrowo najsilniejsza. W Gliwicach biła się dzielnie, walczyła, starała się, ale zwyczajnie przegrała z lepszym. Oczywiście; popełniała błędy, ale kto ich nie popełnia? Reasumując - stawianie w ten sposób sprawy umniejsza zasługi Piasta w tym meczu. A Piast sam sobie to zwycięstwo pazurami i przemyślnością wydrapał. I nikt mu tego nie zabierze. 































Reklama

Reklama

Reklama

Reklama