Reklama

Reklama

Siedmioro wspaniałych z Górnika Zabrze

Po wspaniałym, niezwykłym dreszczowcu gdzie wymiana strzałów i szczęśliwy happy end przypominały najlepsze lata westernów, słowa uznania należą się w Górniku wszystkim. Chcę jednak wyróżnić siódemkę, która szczególnie dała się zapamiętać z tego meczu.

Do wyboru, do koloru, co kto lubi. Tym razem w Zabrzu same niezwykłe historie, same niezwykłe zdarzenia. 

1. Lukas Podolski

Oczekiwano od niego goli, te nie padały. Mistrz świata odblokował się jednak w idealnym momencie. Pierwszą bramkę w lidze strzelił Legii, ma satysfakcję! Niewiele brakowało, by zdobył dwie. Wcześniej, przy stanie 0-0 - tak jak namawia go Jan Urban - użył swego pneumatycznego młotka w lewej nodze i przywalił z półwoleja. Bramkarz Legii nie miał żadnych szans na reakcję, żaden bramkarz nie miałby szans, ale wtedy jeszcze uratowała go poprzeczka. Gdyby wpadło, odbiwszy się od laty - byłby to gol kolejki, "brazylija" roku. Bramka padła w innych okolicznościach, nie tak spektakularnych: bramkarz Cezary Miszta po strzale Jesusa Jimeneza odbił piłkę przed siebie, "Poldiemu" wystarczyło już z bliska wkulać bal do bramy. Najważniejsze, że jest konkret w statystykach, wydaje się, że teraz pod tym względem może być tylko lepiej. 

Reklama

2. Jesus Jimenez

Hiszpan gola tym razem nie strzelił, ale jego wkład w zwycięstwo i tak jest bezcenny - miał udział w trzech bramkach Górnika Zabrze. Przy pierwszej bramce posłał "diagonalną" - jakby określił to Andrzej Strejlau - centrę na lewą stronę, dzięki czemu rozpędzony Erik Janża zdobył pierwszego gola. Przy drugim główkował na bramkę Legii, dobijał Podolski. Przy trzecim - świetnie podał z lewego skrzydła do Krzysztofa Kubicy, a ten strzelił głową do siatki. Ten gol nie został jednak uznany ze względu na minimalnego spalonego. Za chwilę jednak Jimeneza zastąpi na tym samym skrzydle... trzeci wspaniały i w podobny sposób poda do Kubicy...

3. Erik Janża

Słoweniec wielokrotnie pokazywał, jak ważną jego postacią dla Górnika. Jest modelowym wahadłowym - Jan Urban podkreślał po meczu, że Janża nie tylko potrafi włączyć się w akcję ofensywną, nie tylko lubi to robić, ale przede wszystkim ma doskonałe wyczucie, kiedy należy to uczynić. Z Legią dwa jego dynamiczne wejścia dały bramkowy efekt. Najpierw wdarł się w strefę obronną Legii i wspaniałym uderzeniem z pierwszej piłki wykończył dalekie podanie Jimeneza. Spełnił marzenie: to był jego pierwszy gol w barwach Górnika! Z kolei już w doliczonym czasie znowu urwał się lewą stroną i zacentrował tak, że Kubica z tej piłki zdobył decydującą o zwycięstwie bramkę.

4. Dariusz Stalmach

Jego przypadek może działać na wyobraźnię. Ilu z nas, będąc piętnastolatkami, marzyło, że zagra w prestiżowym meczu przy wypełnionych trybunach? Dla tego chłopaka "kiedyś" okazało się "teraz". W dodatku debiut był od razu grą w pierwszym składzie przeciw Legii, w sytuacji kiedy Górnikowi w ostatnich meczach nie szło. Ścierał się w środku w legionistami, tworząc trójkąt środkowych pomocników z Mannehem i Nowakiem. I... dał radę!

5. Krzysztof Kubica

Drugi po Stalmachu młodzieżowiec, który zagrał w tym meczu. Po spotkaniu Jan Urban tłumaczył, dlaczego szansę w wyjściowym składzie dał piętnastolatkowi a nie jemu. To tłumaczenie, pamiętając o przyjeździe z kadry, o tym, że wypuścić Stalmacha na końcówkę w sytuacji, gdy ważą się losy meczu, byłoby trudniej - jest racjonalne. Tak czy inaczej - 21-latek z Żywca wszedł na ostatnie pół godziny, a tuż przed końcem dokonał czegoś niecodziennego - osobiście takiego wydarzenia nie pamiętam, a oglądam mecze na żywo od czterdziestu lat. Tuż przed końcem zdobył piękną bramkę głową, która nie została uznana. Widziałem jak się z niej cieszył, jak padł na murawę ze szczęścia i wiem, jak się musiał czuć kiedy mu tę bramkę odwołali... Nie poddał się - pobiegł pod bramkę Legii jeszcze raz i jeszcze raz po centrze z lewej strony uderzył piłkę w ten sam sposób. Niewiarygodne!

6. Jan Urban

Po ostatnich tygodniach musiało mu być ciężko. Niektórzy podawali już w wątpliwość jego trenerskie umiejętności. Podoba mi się, że potrafi wyważyć zaangażowanie w pracę i dystans wobec tego, na co nie ma wpływu. Zawsze uprzejmy, zawsze otwarty w sposób który lubię - jeśli nie chce czegoś powiedzieć to... powie, że nie powie. Tak lubię najbardziej. Zgadzam się z nim w podkreślaniu w futbolu wartości emocji. Prawda jest taka, że to nie poziom zapamiętujemy a emocje. Dzięki jego odważnym posunięciom, udanemu doborowi taktyki i... szczęściu; ono przecież jest niezbędne - ponad 23 tysiące ludzi powie kiedyś z dumą, wspominając: "byłem na tym meczu".

7. Publika

Jestem oczarowany i... ogłuszony. Ciepło mi się zrobiło już na starcie, kiedy po pierwszym gwizdku poczułem się jak w Argentynie. Sprawiły to serpentyny, których nawał wyglądał tak olśniewająco jak podczas mundialu w 1978 roku! Mecz z tego powodu był leciutko opóźniony, trzeba to było wszystko posprzątać, ale nie mam zamiaru z tego powodu narzekać. Potem rozgorączkowany stadion wielokrotnie przez dwie godziny szalał, jęczał, eksplodował, wrzask ludzi naprawdę sięgał nieba! Owszem, niektóre przyśpiewki były wulgarne (dodajmy - z obu stron), ale ja chcę tym razem widzieć przede wszystkim ten żar, który sprawia, że każdy czuje, iż taka piłka nożna, w takiej otoczce ma sens. 

Polska piłka ligowa ma sens. Warto przychodzić na stadiony!

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje