Reklama

Reklama

​Reprezentacja nie powinna być dla selekcjonera polem do nauki

Antoni Piechniczek ma zdecydowane zdanie ma temat nowego selekcjonera. Dużo o tym rozmawialiśmy i... zgadzam się z nim.

Zgadzam się z Antonim Piechniczkiem: dla reprezentacji najlepiej byłoby gdyby przejął ją teraz Polak. Wybór jest oczywisty w obecnej sytuacji: najlepszym kandydatem jest dla nas zdecydowanie Adam Nawałka. A nawet jeśli nie on to w obecnej sytuacji i tak dajemy pierwszeństwo innym polskim szkoleniowcom. Mają bowiem konkretną przewagę nad każdym szkoleniowcem z zagranicy. Chodzi o konkretny moment, w którym się znajdujemy. Zaraz jest baraż z Rosją. Moment zmiany jest bardzo zły, nowy selekcjoner nie ma czasu na poznawanie tej drużyny, a nie powinien przecież poruszać się po omacku. Nawałka dodatkowo w większości zna tych piłkarzy osobiście - wie czego się po nich spodziewać i odwrotnie. To nie jest anonim, który musi wyrabiać sobie autorytet. Dlatego można się dziwić kiedy słychać, że Cannavaro przyleciał do Warszawy i rozmawia z prezesem Cezarym Kuleszą a do Nawałki nikt ze związku nawet nie zadzwonił.

Reklama

Cannavaro miałby jak u Pana Boga za piecem

Żeby było jasne: ani Antoni Piechniczek nie forsuje kandydatury Polaka na siłę. Nie ma mocy sprawczej, przygląda się jedynie temu co się dzieje z troską. Oczywiście nikt nie jest przeciw cudzoziemskiemu trenerowi tylko dlatego, że jest cudzoziemski. Zwróćmy jednak uwagę w jak bardzo  podbramkowej sytuacji znajduje się obecnie polska reprezentacja. Naprawdę trudno zrozumieć fakt, że przeciw Rosji mógłby poprowadzić ją szkoleniowiec, którego wiedza o polskiej piłce w tej chwili musi być co najwyżej ogólnikowa. Przecież nie ma czasu się uczyć! Ile trener i piłkarze odbędą wspólnych treningów? Trzy? Cztery? A uczyć się tej kadry w ogóle przecież nie musi Adam Nawałka.


Oczywiście nie jeszcze nie jest przesądzone, że to Cannavaro przejmie reprezentację. Skoro jednak już przyleciał do Polski, to z pewnością jest w gronie faworytów. Na pewno był znakomitym piłkarzem [mistrz świata i zwycięzca plebiscytu na najlepszego piłkarza Europy w 2006, przyp. aut.], co do tego nie ma wątpliwości. Czy jest jednak równie znakomitym trenerem? Niestety, można mieć wątpliwości z oczywistych względów. Choćby nie wiem jak wielką klasę Cannavaro prezentował na boisku, wygląda na to, że uczył się będzie trenerki na reprezentacji Polski! Po prostu na razie... nie wiadomo jakim jest trenerem, bo nigdzie w Europie nie miał tego szans pokazać. Dlaczego więc to właśnie reprezentacja Polski ma być oknem wystawowym?

Mało tego: przy tak skonstruowanym kontrakcie nie będzie żadnych wyrzutów w razie braku awansu na mundial w Katarze. Jak można narzekać na trenera, który nadal będzie pracował i osłabiać jego motywację?

"La Gazzetta dello Sport" donosi, że prezes Kulesza "jest przekonany do projektu Cannavaro i oczekuje odpowiedzi już dziś". Według Włochów  PZPN byłby gotów podpisać kontrakt do 2024 roku i płacić 2 mln euro rocznie. Czy można wyobrazić sobie lepszy kontrakt dla kogoś w sytuacji Cannavaro? 

Moim zdaniem oznaczałoby to jedno: Włoch nie płaciłby za naukę zawodu. Wręcz przeciwnie to jemu by za to, że się uczy płacili. Dlaczego piszę o nauce skoro Cannavaro jest trenerem prawie od dekady? Powtórzę: na uniwersytecie - czyli rynku europejskim - nigdy jeszcze nie był więc nigdy nie miał możliwości się sprawdzić. Proszę bowiem wskazać gdzie Włoch pracował w Europie? Nigdzie! Przecież dotąd nabierał doświadczenia jako szkoleniowiec jedynie w Azji: w Emiratach, Chinach i Arabii Saudyjskiej. A doświadczenie reprezentacyjne? Króciutka przygoda z Chinami w 2019 roku. Zazwyczaj jest tak, że europejski trener wyjeżdża w tamte rejony bardziej pod koniec kariery a nie na początek... Polską stronę miałby zdopingować fakt, że Cannavaro dostał także propozycję z... Iranu. 

Jak nie Cannavaro to Pirlo?

Wydaje się jednak, że prezes Kulesza i tak bardziej patrzy w stronę trenerów zagranicznych - gdyby nie powiodły się pertraktacje z Cannavaro, według włoskich dziennikarzy wzrosną wówczas akcje innego mistrza świata w 2006 roku - Andrei Pirlo.

W ostatnich latach mieliśmy dwóch zagranicznych selekcjonerów. Leo Beenhakkera i Paulo Sousę. Obaj zakończyli pracę źle. Absencję podczas meczu z Węgrami Roberta Lewandowskiego uważam za szkolny wręcz błąd. Na tym poziomie nie powinno się to zdarzać. Czy chcielibyśmy żeby podobna historia przydarzyła się znowu?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje