Reklama

Reklama

Oto, co sądzę o grze Lukasa Podolskiego w Górniku Zabrze

Kiedy Lukas Podolski rozmawia w Zabrzu z nami, dziennikarzami, czuć jego rozdrażnienie. Momentami piłkarz doszukuje się zaczepek w pytaniach, które są przecież całkiem zwyczajne, takie, które nie niosą w sobie nawet ziarna złośliwości, perfidii. A przecież wiecie jacy potrafimy być podli: my, węszący wszędzie sensację, pismacy. Jednak kiedy zapominam, że jestem dziennikarzem... dobrze go rozumiem.

Lukas Podolski po przyjeździe do Zabrza wielokrotnie dawał wyraz swej dezaprobacie dla niewiary w jego słowa o chęci gry w Górniku. Dało się wyczuć, że ma żal do dziennikarzy za niektóre teksty z przeszłości, w których dawali oni wyraz swym wątpliwościom w tym względzie (osobiście nie wiem o jakie teksty chodzi). To już jednak nieistotne, już za nami. Teraz pojawił się nowy problem.

Precz z nami, pismakami

Lukas Podolski jest profesjonalistą i wybitnym piłkarzem - tylko wariat mógłby kwestionować tego rodzaju założenie. Moim zdaniem zawodnik obawia się jednak narastającej presji oczekiwań - zarówno ludzi, którzy interesują się piłką nożną jak i takich, którzy słyszą o niej od święta. Obawia się stwierdzeń, że jako 36-latek zbawi Górnika, że zaprowadzi go po piętnaste mistrzostwo Polski. Nie ma co ukrywać, że wielu w to wierzy. 

Reklama

Podolski to profesjonalista także pod kątem medialnym. Wie, że media chcą z nim rozmawiać i się na to godzi. Wydaje mi się, że Podolski generalnie uważa iż my, polscy dziennikarze podsycamy pewnego rodzaju histerię. Że w tym jakimś tępym oszołomieniu oczekujemy iż będzie Pantokratorem, który właśnie zstępuje na tę śląską, umęczoną ziemię i sprawi, że wspólnie odlecimy do gwiazd w niemym zachwycie... I że jeśli jednak nim nie będzie to zranieni w zawiedzionych nadziejach zaczniemy naparzać...

Chyba nadszedł moment żeby napisać, co myślę o jego grze w Zabrzu.

W pojedynkę nie da się wygrać meczu

Po pierwsze - uważam, że świetnie się stało. Dlatego, że ta historia jest zwyczajnie ciekawa. Dla mnie to najważniejsze. Nie dość, że ta historia jest ciekawa, trwa, to jej koniec jest nieoczywisty a to wszyscy lubimy najbardziej;

Po drugie - ta historia jest interesująca nie tylko od strony czysto sportowej, ale także społecznej. Myślę, że na jej tle wkrótce będzie można snuć ciekawe opowieści teoretycznie bardzo odległe od piłki;

Po trzecie - zarówno jako kibic, jak i dziennikarz życzę Lukasowi Podolskiemu w Zabrzu jak najlepiej. Bynajmniej nie czyham na jego słabsze momenty, nie zacieram rąk na myśl, co napiszę po przegranym w marnym stylu meczu Górnika z jego udziałem. Tak nie jest; wręcz przeciwnie - dużo lepiej, dużo przyjemniej pisze się o olśniewających zwycięstwach, wspaniałych bramkach czy spełnionych marzeniach. Jako kibic cieszę się, że z bliska śledzę tę historię i będę cieszył się jeśli będzie toczyła się udanie; 

Po czwarte - nie żądam od Podolskiego żeby sam wygrywał mecze, żeby sam sobie podawał i strzelał. Zdanie, że ktoś "wygrał w pojedynkę mecz" tylko efektownie wygląda. To całkowita nieprawda: geniusz w zespole, który mu nie pomoże nic nie zrobi. Ktoś kto twierdzi, że Argentyna w 1986 roku zdobyła mistrzostwo świata jedynie dzięki geniuszowi Maradony nie wie co mówi. Zapomina o inteligencji Valdano, o przebojowości Burruchagi, o twardości Ruggeriego czy o sprycie Hectora Enrique.  Podolski sam nic nie zrobi. Wydaje się, że to oczywista oczywistość, że nie trzeba o tym przypominać. Ale jednak trzeba... 

Niech wszystko dobrze się układa

Trzymam więc za Lukasa Podolskiego kciuki. Szczerze. Niech mu się w Zabrzu wiedzie. Życzę mu też żeby przestał denerwować się na dziennikarzy. Bo to będzie świadczyć, że wszystko dobrze się układa. 









Dowiedz się więcej na temat: Górnik Zabrze | podolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama