Reklama

Reklama

Niezwykłe przekazanie berła dokładnie 90 lat temu

Dziewięćdziesiąt lat temu, 1 lutego 1931 roku, miał miejsce symboliczny moment. Przeszedł jakoś niezauważony, bo wtedy nikt jeszcze nie sądził, że z piedestału schodzi właśnie na Górnym Śląsku najważniejsze drużyna lat 20. a wchodzi - najważniejsza lat 30.

1. FC Katowice był lubianym przez mniejszość niemiecką na Śląsku (ale nie tylko, wiem, że kibicowało też drużynie też wielu katowiczan wcale nie pochodzenia niemieckiego, bo po prostu była z tego miasta), wicemistrz Polski z 1927 roku. 1 lutego 1931 roku spektakularnie bije go jednak w Katowicach zespół, który przejmie od niego pałeczkę i stanie się najlepszą śląską drużyną lat 30. Ba; zdecydowanie przerośnie poprzednika i zapisze jeden z najpiękniejszych rozdziałów całego polskiego futbolu ever a druga połowa lat 30 to już będzie "cud-miód-malina-drużyna, która działa na wyobraźnię do dziś...

Reklama

Już za chwileczkę, już za momencik

"Efcyj" został w tamtym towarzyskim zimowym meczu wręcz zmiażdżony przez nową siłę, choć 90 lat temu wcale jeszcze taką się nie wydawała. Stawała się nią niepostrzeżenie... W pierwszym roku istnienia ligi kiedy katowiczanie robili wicemistrza, Ruch Wielkie Hajduki ledwo uratował się przed spadkiem zajmując 12. miejsce na 14. zespołów. Rok później był dwunasty na 15. drużyn a dwa lata później dziesiąty na 13. W roku rozegrania tego meczu pod koniec sezonu wspiął się na piąte miejsce, ale nie myślał jeszcze o aż takich sukcesach, które już za chwileczkę, już za momencik staną się jego udziałem... Wielkie dni rywali mijały, a właściwie minęły bezpowrotnie, w chwili rozgrywania tamtego spotkania występowała już ligę niżej.

"W piłce nożnej mieliśmy wczoraj rehabilitację ligowej drużyny Ruch. W rewanżowym meczu z 1.FC pomścił Ruch swą porażkę sprzed tygodnia. Ligowcy dopingowani poprzednią przegrana zaprodukowali faktycznie grę jak najlepszą i zwyciężyli w pięknym stylu" - pisały śląskie gazety.

Kibice po kostki w śniegu

"Mecz powyższy był najważniejszem zdarzeniem sportowem ubiegłej niedzieli na Śląsku, toteż nic dziwnego, że mimo dotkliwego zimna zgromadziło się  (...) około 1500 widzów, którzy z zapartym oddechem - nie ba­cząc na mróz, stali po kostki w śniegu, by śle­dzić każdą akcję nad wyraz ciekawej i emocjonu­jącej gry. Boisko pokryte lekką warstwą śniegu utrudniało nieco przeprowadzenie planowej gry, nie osłabiło natomiast tempa, które było bardzo ostre, szczególnie po przerwie. Ligowcy rozgromili wprost drużynę I.F.C - dodawali reporterzy.

Ostatecznie Ruch wygrał aż 8:3. Bramki dla Ruchu strzeliło pięciu zawodników. Hat-tricka zaliczył młodziutki 20-letni środkowy napastnik Teodor Peterek. Dwie dorzucił Alfred Loewe, który zresztą przejdzie do 1.FC. Po jednej strzelili obiecujący skrzydłowy Gerard Wodarz (gazety miały wówczas manierę nazywać go "Włodarzem") a także Józef Sobota, najniższy piłkarz w historii Ruchu (poniżej 160 cm) i autor pierwszego gola dla tego klubu w ekstraklasie oraz Paweł Buchwald, stryj Guido, mistrza świata w 1990 roku.


Z kolei dla Kattowitz strzelali Goerlitz (nie udało mi się na szybko ustalić czy "Jolo" czy może jednak Emil, bo ten drugi choć bramkarz lubił też pograć w ataku) oraz Geister.

Tamten mecz rozegrany w Katowicach 1 lutego 1931 roku można traktować jako koniec pewnej epoki i początek nowej. Czy można uznać to spotkanie jako rewanż za pierwszą kolejkę pierwszego sezonu polskiej ekstraklasy (0:7)? W każdym razie piłkarze Ruchu nie musieli myśleć o kompleksach wobec "efcyju".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje