Reklama

Reklama

Mogli osiągnąć więcej, ale nie chcieli obcych. Śląska historia sprzed 70 lat

O czasach stalinowskiej nocy, kiedy podejmowano wiele absurdalnych działań - także tych dotyczących piłki nożnej. Kiedy wielki sukces nie mógł dać pełnej satysfakcji.

Kiedy w 1951 roku liga grała jeszcze systemem wiosna-jesień, sensacyjnym wicemistrzem polskiej ligi zostaje Górnik Radlin.

Piłkarze nie mają nic do gadania

Reklama

W listopadzie 1949 roku Radlin wygrywa rozgrywki II ligi i zdobywa awans do ekstraklasy. W 1950 roku jego piłkarze trenują jeszcze tylko dwa razy w tygodniu a mimo to w następnym  - czyli interesującym nas 1951 roku - przychodzi wielki sukces. Klub ściąga kilku wyróżniających się piłkarzy z innych części Górnego Śląska i zespół zdobywa wicemistrzostwo. Z Szombierek przychodzą na rok Jerzy Krasówka i Paweł Sobek z Szombierek oraz Ewald Wiśniowski z Górnika 20 Katowice. To dobrzy zawodnicy - Krasówka za rok zagra na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach. Decyzje o przenosinach do Radlina podejmowane są odgórnie - piłkarze, którzy wcześniej występują w innych górniczych klubach nie mają nic do gadania.

Drużyna piłkarska jest oczywiście oczkiem w głowie całej okolicy. Na tyle, że w dniu meczu pociąg z pobliskiego Rybnika zatrzymuje się nie na stacji, ale już kilkaset metrów wcześniej, niedaleko boiska  z malutkimi trybunami - po to żeby kibicom było łatwiej. Dziś ten stadionik na pewno nie otrzymałby licencji. A fani oglądali mecze radlinian nawet z pobliskich drzew!

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

W 1951 roku jest co oglądać! Podopieczni  trenera Augustyna Dziwisza  dla którego to pierwszy klub (potem w najbliższym ćwierćwieczu będzie pracował jeszcze w dziewięciu, w tym w najlepszych śląskich drużynach - Górniku, Ruchu, Szombierkach, Piaście) rozgrywają wiele pięknych meczów.

Na finiszu do najlepszej Gwardii Kraków (czyli Wisły) stracą tylko trzy punkty. To czasy stalinowskiej nocy, w której podejmuje się wiele absurdalnych decyzji - dotyczących także piłki nożnej. Nazwy klubów były wtedy przymusowo zmieniane i przyporządkowywane zrzeszeniom. Kluby o nazwie "Górnik" miały szczęście - nie musiały nic zmieniać.

O sukcesie decyduje piorunująca końcówka - radlinianie w ostatnich czterech meczach wygrywają kolejno z Ogniwem Warszawa  (czyli Polonią) 1-0 na wyjeździe, CWKS-em Warszawa (czyli Legią) 3-2 na wyjeździe, Kolejarzem Poznań (czyli Lechem) 3-1 u siebie i Włókniarzem Łódź  (czyli ŁKS-em) 3-1 u siebie. "W drużynie gości obok doskonale broniącego  Alfreda Budnego należy wyróżnić  przede wszystkim Antoniego Zdrzałka w pomocy oraz Wojciecha Szlegera i Jerzego Krasówkę w ataku" - zauważa po meczu z Legią śląska gazeta "Trybuna Robotnicza".

Rywalizacja w komunie

Wydaje się, że Górnik Radlin może stać się sztandarowym klubem Górnego Śląska. Trafiają tam bowiem kolejni świetni piłkarze - choćby Edward Jankowski i Marian Olejnik, którzy wrócili na Śląsk, odsłużywszy wojsko w Legii.

Klub ma być wizytówką całego górnictwa, szefowie branży orientują się, że dzięki piłce można się reklamować i realizować własne ambicje w rywalizacji z innymi resortami w komunistycznym kraju. Niezbyt podobało się to jednak miejscowemu środowisku; ono zwyczajnie... nie chciało u siebie "obcych" piłkarzy i nieważne, że często byli oni lepsi od miejscowych. Dziś to - z punktu widzenia interesów klubu - niezrozumiałe, ale tak właśnie było.

Warto pamiętać, że wówczas wicemistrzostwo ligi nie daje Radlinowi automatycznie wicemistrzostwa Polski. W 1951 roku jedyny raz w dziejach polskiej piłki decydenci wybierają inne rozwiązanie:  tytuł mistrzowski zostaje przyznany zdobywcy tworzonego właśnie Pucharu Polski - czyli Ruchowi Chorzów. Górnik Radlin w tamtym sezonie ograł w lidze Ruch na Cichej 3-2...

Dowiedz się więcej na temat: radlin | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama